• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Czy Sejm chce uchwalić budżet?

Poniedziałek, 15 stycznia 2024 (14:02)

W ciągu dwóch tygodni Sejm powinien przedłożyć Prezydentowi RP do podpisu tegoroczną ustawę budżetową.

Do 29 stycznia Sejm ma czas na przedłożenie prezydentowi Andrejowi Dudzie uchwalonej ustawy budżetowej. To tego dnia mija 4 miesiące od złożenia do Sejmu projektu budżetu na 2024 r. Przekroczenie tego terminu dałoby prezydentowi możliwość skrócenia kadencji Sejmu w związku z nieprzedstawieniem do podpisu ustawy budżetowej. Projektem budżetu Sejm miał się zająć na posiedzeniu w ubiegłym tygodniu. Zaplanowane wówczas dwa posiedzenia Sejmu – podczas których miało się odbyć drugie i trzecie czytanie budżetu, zostały jednak – jak komunikował marszałek Sejmu Szymon Hołownia – „przełożone”. Kolejne podejście do uchwalenia budżetu ma nastąpić w tym tygodniu.

Wątpliwości co do skutków głosowań sejmowych w uszczuplonym składzie – po zatrzymaniu i uwięzieniu posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika – w żadnym razie jednak nie ustały, chociaż politycy koalicji rządzącej utrzymują, że mandaty posłów zostały skutecznie wygaszone. – Prawnicy podnoszą bardzo poważne wątpliwości konstytucyjne, czy ustawy przegłosowane w sytuacji, gdy nie może głosować konstytucyjna liczba 460 posłów, będą mogły zostać uznane za istniejące. Dotyczy to nie tylko ustawy budżetowej, ale wszystkich innych głosowanych przez Sejm – mówi „Naszemu Dziennikowi” poseł Zbigniew Kuźmiuk.

W tej kwestii ruch będzie należał do Prezydenta RP. – Nie wiem, jak prezydent do tego podejdzie. Co prawda nie ma prawa zawetować ustawy budżetowej, ale może ją np. skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Jest też zapis, że w określonej sytuacji prezydent może podjąć decyzję o skróceniu kadencji Sejmu. Sądzę natomiast, że fizycznie budżet zostanie przegłosowany, gdyż koalicja rządząca ma większość – ocenia Zbigniew Kuźmiuk. Nasz rozmówca daleki jest jednak od stwierdzenia, aby ktokolwiek dążył do przyspieszenia wyborów. – Jesteśmy tuż po wyborach i trudno spekulować, żeby wybory miały zaraz odbyć się ponownie. Dziwię się jednak, że rządzący, zdając sobie sprawę, że prezydent niektóre przegłosowane przez nich ustawy będzie wetował, doprowadzili do sytuacji, w której skuteczność przyjęcia najważniejszej ustawy – budżetu państwa, której akurat prezydent zawetować nie może, stawiana jest pod znakiem zapytania – dodaje Zbigniew Kuźmiuk. 

Ustawa budżetowa do Sejmu została skierowana jeszcze przez rząd Mateusza Morawieckiego i choć 4-miesięczny termin na przedstawienie jej prezydentowi – niezależnie od tego, czy w trakcie roku zmieniał się rząd wskutek nowych wyborów – zawsze liczy się od dnia skierowania do Sejmu pierwotnego projektu budżetu, to akurat teraz nie brakuje głosów przekonujących, że ten czas należy liczyć od momentu, gdy swój projekt zgłosił rząd Donalda Tuska.  

Politolog Andrzej Maciejewski w rozmowie z nami ocenia, że nieprzedstawienie prezydentowi budżetu do podpisu do 29 stycznia byłoby dla prezydenta Andrzeja Dudy  „bezdyskusyjnym” argumentem do dalszych działań. Jednakże, zdaniem naszego rozmówcy, wielkim znakiem zapytania są w ogóle intencje działań podejmowanych przez polityków rządzącej koalicji. – Przed wyborami ze strony ówczesnej opozycji tak dużo słyszeliśmy, w jak złym stanie jest gospodarka, jaka jest bieda i jaki jest bałagan w kraju, a już po wyborach nowa większość robi „wszystko”, tylko nie przyjmuje ustaw, które miałyby poprawiać to, do czego mieli zastrzeżenia. Odnoszę wrażenie, jakby sami byli zaskoczeni, że rządzą, i nie widać u nich nawet chęci do rządzenia. Chaos związany z podejmowaniem przez nich decyzji jest przerażający – ocenia Maciejewski. Zwraca uwagę, że zamiast ustaw, które mogłyby zmieniać kwestionowane przez nich „złe rzeczy”, mamy działania nakierowane na „dyskredytowanie wszystkiego”. – Premier, rząd nie są od tego, żeby dyskredytować Trybunał Konstytucyjny, czy od tego, żeby pouczać prezydenta, jak ma stosować prawo łaski. Parlament praktycznie nie pracuje nad ustawami, a rolę ustaw zaczynają pełnić „czyjeś opinie”. Ustawy mogą być kiepskie, złe, pełne luk, można się z nimi nie zgadzać, ale zawsze to są ustawy, którymi można zmienić te obowiązujące, będące w opinii drugich złymi. Tego parlament nie robi. Ministrowie gdzieś się pochowali, wicepremier Kosiniak-Kamysz już dawno nie był widziany. Rządzący muszą sobie przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, czy chcą dalej rządzić. Bo ja takiej chęci u nich nie widzę. Wydają się miesiącem swoich rządów zmęczeni i w ogóle zdegustowani tym, co robią – dodaje Andrzej Maciejewski. 

Budżet po korektach dokonanych przez obecną ekipę na bazie projektu, który do Sejmu złożył rząd Morawieckiego, zakłada blisko 20 miliardów złotych deficytu budżetowego więcej – ogółem 184 mld zł. Dziura w budżecie – wiele na to wskazuje – będzie jednak większa, z uwagi, że do kasy państwa nie trafią żadne środki z zysku Narodowego Banku Polskiego. Jeszcze w połowie ubiegłego roku NBP sygnalizował, że może osiągnąć około 6 mld złotych zysku, co spowodowało zapisanie w pierwotnym projekcie budżetu takiej kwoty – NBP wpłaca do budżetu 95 proc. zysku. 6 mld z NBP przepisał do swojego budżetu rząd Tuska, choć w momencie zgłaszania projektu budżetu było już praktycznie pewne, że NBP zanotuje w tym roku stratę. Zbigniew Kuźmiuk zaznacza, że w toku kolejnych wydarzeń nie jest niespodzianką, że bank centralny zysku nie osiągnie. Wynika to – jak zauważa nasz rozmówca – z notowanego w ostatnich miesiącach ubiegłego roku znacznego wzmocnienia się złotego, co zaważyło na całkowitej redukcji zysku NBP.

Artur Kowalski