• Poniedziałek, 4 maja 2026

    imieniny: Floriana, Moniki

System do naprawy

Poniedziałek, 15 stycznia 2024 (10:05)

Fiaskiem zakończył się program tworzenia małych ubojni
w gospodarstwach. W całym kraju powstało ich jedynie dziesięć.

Rozwiązanie to funkcjonuje od lutego 2020 r. Jego celem
było umożliwienie rolnikom prowadzenia uboju zwierząt,
a tym samym przełamanie monopolu dużych ubojni, a także rozwinięcie w kraju sieci producentów żywności regionalnej. Program zakończył się jednak totalną porażką. Zgodnie z danymi Głównego Inspektoratu Weterynarii, do których dotarł „Nasz Dziennik”, aktualnymi na 1 grudnia 2023 r.,
liczba rzeźni o małej zdolności produkcyjnej położonych
na terenie gospodarstw, tzw. rzeźni rolniczych, wynosi dziesięć, w tym pięć z nich oprócz uboju zwierząt prowadzi również rozbiór ich mięsa.

Jan Krzysztof Ardanowski, przewodniczący Rady do spraw Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP, zwraca uwagę, że śladowa liczba małych ubojni jest efektem działań, które pojawiły się w momencie wejścia Polski do Unii Europejskiej. – Przez naciski ze strony urzędników brukselskich dążących do skoncentrowania uboju zwierząt w ogromnych zakładach – takich, które mogą zabijać ogromne liczby zwierząt dziennie
– doprowadzono do tego, że nasze małe ubojnie zostały zlikwidowane. Przysłużyły się do tego inspekcje weterynaryjne i sanitarne, które dokonywały nadinterpretacji przepisów – podkreśla w rozmowie
z „Naszym Dziennikiem”. W jego ocenie zadaniem Polski
na najbliższe lata jest rozwinięcie segmentu produkcji żywności ekologicznej, a w szczególności regionalnej
– takiej, która oferuje bardzo zdrową żywność wyrabianą według tradycyjnych receptur. – I kluczową rolę muszą odegrać w tym małe ubojnie w gospodarstwach. Do tego konieczna jest racjonalna interpretacja przepisów unijnych – akcentuje Jan Krzysztof Ardanowski.

Zbyt rygorystyczne normy?

Nikłym zainteresowaniem rolników zakładaniem ubojni
w gospodarstwach nie jest zaskoczony Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. – Błędy zostały już popełnione w latach 90. XX wieku, gdy weterynaria narzuciła takie same zasady funkcjonowania zarówno małym ubojniom, jak i ogromnym zakładom. Ludzi nie było stać na to, aby przeprowadzić niezbędne inwestycje
– mówi „Naszemu Dziennikowi”. Jak dodaje, rozwiązaniami administracyjnymi doprowadzono więc do upadku małych ubojni, a wzmocniono duże. – Kontrolowano rolników wyjątkowo sumiennie. Każdy przepis – a były one nierealne do wykonania – mógł posłużyć do zamknięcia zakładu i nałożenia gigantycznych kar – zauważa prezes KRIR. Zwraca przy tym uwagę, że będzie bardzo trudno odbudować system ubojni w gospodarstwach. – Ubojem zwierząt zajmowano się kiedyś praktycznie w każdej wiosce. Funkcjonowały one przy gminnych spółdzielniach. Tego teraz nie ma. I to jest bardzo poważny problem
– uważa Wiktor Szmulewicz. Według niego brak chęci rolników do tworzenia małych ubojni w gospodarstwach jest rezultatem zbyt rygorystycznych norm.

Z tym nie zgadza się resort rolnictwa. „W odniesieniu
do rzeźni rolniczych w przepisach krajowych z zakresu bezpieczeństwa żywności pochodzenia zwierzęcego wprowadzono specjalne, mniej rygorystyczne,
w porównaniu do wymogów Unii Europejskiej, wymagania weterynaryjne dotyczące konstrukcji, rozplanowania
i wyposażenia pomieszczeń rzeźni” – informuje MRiRW.

Wprowadzenie uproszczonych rozwiązań z zakresu infrastruktury dla tego typu zakładów, w wielu przypadkach wymagających niewielkiego nakładu finansowego, miało na celu wyrównanie szans ich funkcjonowania w stosunku do istniejących już zakładów prowadzących ubój zwierząt na większą skalę, a także umożliwienie powstawania nowych rzeźni na terenach,
na których dotychczas one nie funkcjonowały, jak np. na obszarach górskich. „Podmioty prowadzące rzeźnie rolnicze mogą zbywać pozyskane w nich mięso innym podmiotom lub zakładom, a także wprowadzać je na rynek bez ograniczeń obszarowych lub wykorzystać do produkcji żywności w ramach innych form działalności prowadzonych przez te podmioty, jak np. rolniczy handel detaliczny, działalność marginalna, lokalna i ograniczona, zakład przetwórstwa mięsa. Ponadto mogą dokonywać uboju zwierząt innych podmiotów, utrzymujących zwierzęta w tym samym powiecie lub powiatach sąsiednich, w ramach tzw. uboju usługowego” – wylicza resort rolnictwa.

Problem w tym, że system nie działa. – Zależy nam na żywności wysokiej jakości, tradycyjnej. Dlatego celem powinno być odtworzenie małych ubojni zwierząt. Do tego potrzebna jest inna interpretacja przepisów unijnych. Bruksela nie zabrania tworzenia małych zakładów uboju zwierząt. Tak, one muszą spełnić podstawowe normy weterynaryjne i sanitarne, ale odtworzenie małych ubojni jest możliwe – stwierdza Jan Krzysztof Ardanowski.
W jego ocenie to ewenement na skalę europejską, że to, co świetnie działa we Francji, w Niemczech czy we Włoszech – dodatkowo wsparte rozwojem produkcji żywności regionalnej – nie może zadziałać w Polsce.
– Przepisy jedno, a działania lekarzy weterynarii, szczególnie powiatowych, to drugie. Przepisy oddają
im decyzyjność w tej sprawie. I bardzo często odnoszę wrażenie, że ich działanie jest pełne złej woli lub też wprost chcą wspierać duże zakłady przetwórcze, które funkcjonują na danym terenie – podnosi przewodniczący Rady do spraw Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP.    

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przypomina,
że podmioty prowadzące rzeźnie rolnicze poza wymogami dotyczącymi infrastruktury zakładów są zobowiązane do spełnienia wszystkich pozostałych wymagań odnoszących się do rzeźni wskazanych w przepisach prawa krajowego lub unijnego z zakresu bezpieczeństwa żywności. Odnoszą się one np. do zapewnienia zgodności z kryteriami mikrobiologicznymi dla mięsa, opracowania i utrzymywania procedur na podstawie zasad systemu HACCP, utrzymywania łańcucha chłodniczego czy też postępowania z ubocznymi produktami pochodzenia zwierzęcego powstającymi przy uboju. „W zakresie bezpieczeństwa żywności rzeźnie rolnicze, tak jak wszystkie inne rzeźnie
w Polsce, podlegają nadzorowi organów Inspekcji Weterynaryjnej, w tym w ramach tego nadzoru, tak jak
w innych rzeźniach, przeprowadza się w nich m.in. badanie przedubojowe zwierząt, badanie poubojowe mięsa, ocenę zdatności mięsa do spożycia przez ludzi, zanim zostanie ono wprowadzone na rynek, okresowe kontrole i audyty”
– słyszymy w resorcie rolnictwa. I jak jesteśmy zapewniani, wdrożenie w przepisach krajowych środków dostosowujących do przepisów Unii Europejskiej z zakresu bezpieczeństwa żywności odnoszących się do konstrukcji, rozplanowania i wyposażenia pomieszczeń dla rzeźni
o małej zdolności produkcyjnej położonych na terenie gospodarstw nie wpłynęło negatywnie na bezpieczeństwo oferowanej żywności.

RS, „Nasz Dziennik”