• Poniedziałek, 4 maja 2026

    imieniny: Floriana, Moniki

Skorygowane zachęty

Wtorek, 2 stycznia 2024 (17:30)

Niemcy wstrzymują dopłaty do zakupu samochodów elektrycznych.

Berlin dalej nie może się otrząsnąć po decyzji Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, który zakwestionował przesunięcie w budżecie z 2021 r. 60 mld euro niewykorzystanych środków na walkę z kryzysem wywołanym epidemią COVID-19 do kasy Funduszu Klimatu i Transformacji. Uznano, że w ten sposób rząd ominął konstytucyjny hamulec długu. Rozpoczęto więc pilne poszukiwanie oszczędności w budżecie na 2024 r. Robert Habeck, wicekanclerz oraz minister gospodarki i ochrony klimatu, poinformował o zakończeniu wypłacania tzw. premii środowiskowej. Można było ją otrzymać za zakup samochodu elektrycznego. Na ten cel można było liczyć nawet na 6 tys. euro wsparcia. Od 2016 r. – od kiedy została wprowadzona – kupiono 2,1 mln pojazdów elektrycznych i wypłacono około 10 mld euro. – W wielu krajach istnieje w Europie system zachęt promujących zakup samochodów elektrycznych: bezpośrednie dopłaty, ulgi podatkowe czy przywileje dla osób korzystających z takich aut. Ich celem jest popularyzacja tego napędu, zachęcenie do wyboru elektryka i niwelowanie różnic w cenie widocznych w porównaniu z pojazdami spalinowymi – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Tomasz Bęben, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), członek Zarządu Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych (CLEPA). Jest to niejako zachęta „na start”, zwłaszcza tam, gdzie elektromobilność jest w powijakach. – Z oczywistych względów te przywileje nie będą obowiązywać w nieskończoność. Weźmy na przykład możliwość poruszania się buspasami – w przypadku znacznego odsetka pojazdów elektrycznych w parku samochodowym przywilej ten traciłby swój sens – wskazuje Tomasz Bęben.

Niemcy nie są pierwszym krajem w Europie, który skorygował swoje zachęty. Norwegia zrobiła to na przełomie 2022 i 2023 roku i choć wieszczono tam koniec szybkiego rozwoju elektromobilności, to dane tego nie pokazują. – Niemcy, szukając oszczędności, jak się powszechnie uważa, zdecydowali się na podobny krok. Wkrótce będziemy mogli obserwować statystyki, by ocenić wpływ tej decyzji na wybory kierowców, choć nie porównywałbym od razu grudnia 2023 r. ze styczniem 2024 r. Jak pokazuje przykład Norwegii, może to być niemiarodajne – zaznacza Tomasz Bęben.

Oczywiście dopłaty czy zachęty są mile widziane i w jakimś stopniu wpływają na decyzje kierowców. – Ale moim zdaniem nie przeważają – no chyba że mówimy znów o Norwegii, gdzie zwolnienie pojazdów elektrycznych z VAT w zasadzie zrównało ceny elektryków z ich spalinowymi odpowiednikami. Pamiętajmy, że ceny pojazdów elektrycznych są bardzo wysokie i trudno je zniwelować do poziomu nowych aut z silnikami spalinowymi, które również są drogie – wskazuje prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM). 

W jego ocenie tym, co najbardziej wpłynie na rozwój lub na spadek zainteresowania elektromobilnością, będzie infrastruktura do ładowania, a konkretnie jej gęstość. Bez tego trudno o popularyzację tej technologii. W tej kwestii mamy już cele wyznaczone w tym roku przez UE w AFIR.

Rozporządzenie przewiduje konkretne cele, które należy zrealizować do 2025 i 2030 r. Przede wszystkim mowa w nim o gęstości sieci ładowania pojazdów. Rozporządzenie wymusza budowę ładowarek o mocy minimalnej 150 kW do 2025 r. i 350 kW do 2030 r. w odstępach nie mniejszych niż 60 km wzdłuż transeuropejskiej sieci transportowej.

Określone zostały również wymagania co do stacji tankowania wodoru. Sprecyzowano też kwestie dotyczące infrastruktury w portach morskich i na lotniskach. Rozporządzenie ustanawia korzystne – z punktu widzenia konsumenta – zasady korzystania z tych punktów.
– Punkty ładowania i tankowania będą musiały umożliwiać łatwą płatność kartami płatniczymi bez konieczności posiadania abonamentu oraz jasno i przejrzyście informować o kosztach. Operatorzy zobowiązani będą również do publikowania w formie elektronicznej pełnych informacji o dostępności punktów, czasie oczekiwania i cenach – tłumaczy Tomasz Bęben.

Coraz częściej podnoszony jest również problem codziennego użytkowania samochodów. Nie ma dnia, aby na naszych ulicach czy parkingach nie dochodziło do stłuczki. Biorąc pod uwagę ceny samochodów elektrycznych, baterii, to rozbicie takiego samochodu będzie równoznaczne z jego kasacją. – W przypadku pojazdów elektrycznych nawet parkingowa stłuczka, która w spalinowym odpowiedniku wymagałaby niewielkiej i krótkotrwałej naprawy, może faktycznie skończyć się szkodą całkowitą – zwraca uwagę Tomasz Bęben. Jak dodaje, nie wpływa to jednak na popularność pojazdów elektrycznych.

Jak do tej kwestii podejdą ubezpieczyciele? Uszkodzenia lub podejrzenia uszkodzenia baterii pojazdów elektrycznych traktują właśnie jako szkodę całkowitą, czyli nienaprawialną. – Problem jest bardziej widoczny zwłaszcza w przypadku amerykańskiej tesli. Sam znam przypadek niewielkiego uszkodzenia tesli mojego znajomego, gdzie po wielu miesiącach od zdarzenia jedynym, co wiadomo, to to, że nie wiadomo, kiedy pojazd zostanie naprawiony. Jest to duży problem, który bez systemowych zmian będzie narastał – podkreśla Tomasz Bęben.

W dyskusji dotyczącej transformacji energetycznej pojawia się wątek wykluczenia komunikacyjnego. W Polsce podaje się liczbę kilkunastu milionów ludzi, którzy są wykluczeni komunikacyjnie, tzn. bez własnego pojazdu nie mogą dostać się do pracy, szkoły, na zakupy czy do lekarza. To w dużej mierze mieszkańcy mniejszych miejscowości i wsi, gdzie transport publiczny nie funkcjonuje w ogóle lub w sposób wysoce niewystarczający. – W tych miejscowościach odsetek ludzi, których stać na zakup nowego pojazdu elektrycznego, jest znikomy. Zatem jest to kolejny element i wyzwanie, z którym będą mierzyły się Europa czy Polska, przechodząc transformację w kierunku mobilności zeroemisyjnej – zwraca uwagę prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM). 

Kazimierz Grajcarek, ekspert do spraw energetyki, podkreśla, że rezygnacja przez Europę z silników spalinowych jest olbrzymim błędem. – Prąd nie zastąpi benzyny w transporcie. Nie zastąpi też jej zamienników w postaci ropy czy gazu. Zaczynamy eksperyment, który będzie kosztował miliardy euro. I po te pieniądze ta władza i następna sięgnie do naszych kieszeni – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Jak dodaje, cała Europa dalej będzie pracowała na niemiecką gospodarkę.
– Polityka klimatyczna jest jedną z form budowy superpaństwa. Już teraz wszyscy pracujemy na Niemców, ale wraz z postępem rewolucji ten stan będzie się pogłębiać – podsumowuje nasz rozmówca.

Rafał Stefaniuk