• Wtorek, 5 maja 2026

    imieniny: Ireny, Waldemara, Irydy

Srebrniki nie będą zapłatą

Środa, 13 grudnia 2023 (08:45)

Jakże nie współczuć osobom, które uwikłały się
w ambasadorowanie sprawom sprzeciwiającym się naturze rzeczy i zamiast wspierać prawdziwe, dobre i piękne uniwersalne zasady, wprzęgły się w propagowanie idei ciągnących ludzkość w dół. Dlaczego to robią? – słyszę powtarzające się pytania. Przecież istnieje prawda
o człowieku, o płci wpisanej w DNA, o godziwym sposobie poczynania człowieka, o misterium życia i śmierci.
Cała nasza kultura opowiada o głębokim sensie ludzkiego życia, i ukazując istnienie potrzeby wglądu w sprawy ludzkiego serca, odciska się w dziełach mistrzów pędzla, zdobiących galerie i muzea, w dziełach mistrzów pióra.

Pytanie o motywacje ludzkich działań pozostaje wciąż
– i tak już będzie – pytaniem o głębszą przyczynę,
o pierwszą przyczynę i o pochodzenie – od dobrego
albo od złego. Żaden postmodernizm tego nie zwalczy, choć zieje od niego pustką, gdyż postmodernistyczne szaleństwo zerwania z prawdą ma wyprowadzić ludzi
w pole. Postmodernizm tym się zajmuje, inspirując medialnych ambasadorów chaosu, judaszów nauki,
polityki i piewców zrównoważonego rozwoju, który ma
nas zredukować do zera.

A Kościół naucza, że życie się nie kończy śmiercią ciała,
ale się zmienia i trwa w nieskończoność, że życie ma głęboki sens, prowadzący do wiecznego szczęścia,
jeśli tylko człowiek odpowie Bogu „tak”. Znam jednak ludzi, w tym ludzi nauki, którzy twierdzą, że „wszystko jest relatywne” i tym sposobem wpędzają siebie i innych
w iluzję braku sensu. Tymczasem Bóg to Logos, co oznacza zarówno Słowo, jak i sens, o czym można było usłyszeć podczas rekolekcji w podwarszawskich Laskach.
I rzeczywiście, jeśli zaprzeczy się sensowi,
to w pozbawionych miłości i rozumności sposobach rozwiązywania trosk można – prędzej czy później – stoczyć się w dół rozpaczy, w który nie spodziewał się wpaść Judasz negocjujący cenę zdrady Jezusa. A przecież każdy
z nas może być jak ta nieznana nam z imienia kobieta
z Nowego Testamentu, która oddaje wszystko
(Mk 12,38-44). Mówił o niej ojciec rekolekcjonista, przekonując, że chodzi także o oddanie Chrystusowi własnych trosk, czyli tego, czego sami nie potrafimy rozwiązać. Powróci wówczas lekkość suchego piórka,
które w przeciwieństwie do tego obciążonego wodą (troską), może wysoko poszybować.

Jakże więc nie starać się o przekonanie ludzi do zaufania Bogu, by dali szansę na cud w swoim życiu, szansę na poczęcie dziecka po błogosławieństwie kapłana, szansę na znalezienie sposobu rozwikłania spraw dzięki łasce Ducha Świętego, szansę na radość po uzdrowieniu sakramentem chorych, szansę na wysłuchanie słów kapłana, które są darem serca dla serca. Jakże więc nie starać się przekonać ludzi, że sens ich szuka – mówi o tym przypowieść
o zagubionej drachmie (Łk 15,8-10), po mistrzowsku ukazana np. w obrazie Domenica Fettiego, i przypowieść
o synu marnotrawnym, na którego powrót czeka Ojciec.

Dr Aldona Ciborowska