• Czwartek, 29 lutego 2024

    imieniny: Romana, Lutosława

Zaczyna się spłata zobowiązań wyborczych

Poniedziałek, 4 grudnia 2023 (13:27)

Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem

Okazuje się, że można nie rządzić, ale przygotowywać grunt pod przyszłe rządy, czego przykładem jest projekt ustawy lex wiatrak, który wywołuje ogromne kontrowersje wśród polityków, ale też
w polskim społeczeństwie...

– Widać, że jeszcze nie rządzą, a już są afery, bo ta,
o której rozmawiamy, jest drugą w krótkim okresie funkcjonowania Sejmu, podczas trwającego wciąż pierwszego posiedzenia. Pierwsza dotyczyła działań wobec PKN Orlen, gdzie tylko dzięki projektowi nowelizacji ustawy dotyczącej wsparcia odbiorców energii, na skutek szarpnięcia na giełdzie, wartość polskiego koncernu multienergetycznego spadła o ponad pięć miliardów złotych na skutek spadku cen akcji. To może świadczyć, że zanim kurz wyborczy dobrze opadł, zanim jeszcze obecna opozycja sformułowała rząd, już przygotowuje grunt pod wyprzedaż polskich sreber rodowych. Druga afera to słynna już wiatrakowa, kiedy w momencie, gdy sprawa ujrzała światło dzienne i projekt został poddany analizie, to nagle ci, którzy ten projekt forsowali, zaczęli się gryźć w język albo mówić, że nic się tak naprawdę nie stało. Co nie zmienia faktu, że za tymi zmianami stoją oczywiście politycy Koalicji Obywatelskiej i Polski 2050.

Zadziwiające, dlaczego w tak szybkim tempie, na koniec roku, usiłowano tę ustawę przepchnąć?    

– Dobre pytanie, bo ta sprawa pojawia się w momencie, kiedy trwają prace nad budżetem i ktoś w ustawie dotyczącej kwestii prosumenckich, pod płaszczykiem tarcz ochronnych, projektu zamrażającego ceny energii, robi wrzutkę i łączy to z próbą przeforsowania budowy farm wiatrowych. Koalicja Obywatelska i Polska 2050 zrobiła to, o co zawsze posądzane było Prawo i Sprawiedliwość, kiedy mówiono, że PiS posiada magiczną zdolność mieszania tematów i chowania w ustawach różnych dziwnych rzeczy. Tymczasem na tym przykładzie widać, że Koalicja Obywatelska i Polska 2050 mają, zdaje się, dużo ciekawych „tematów”, a to, co dzisiaj obserwujemy, to tylko zwiastun tego, co może nas czekać.

Czy umieszczenie tych kwestii w jednym projekcie nie jest też jajem kukułczym dla prezydenta Dudy?   

– Na tym polega cała sprawa, bo cel ustawy, czyli tarcza ochronna i zamrożenie cen energii dla Polaków, jest oczywiście szczytny. Natomiast przy okazji, niby przypadkowo, mamy powtórkę z historii i coś na wzór słynnego zwrotu „lub czasopisma” z 2002 roku, a więc
w tym przypadku zmniejszenie odległości farm wiatrowych od zabudowań itd. Swoją drogą wiatraki zawsze budziły kontrowersje w Polsce. Natomiast z tego, co się orientuję, to tam, gdzie są do tego optymalne warunki wietrzne, wiatraki już pracują, i nie jest problemem to, że ktoś w Polsce ma jakąś fobię czy niechęć związaną z wiatrakami. Natomiast pytanie brzmi: czy istnieje potrzeba stawiać wiatraki tylko po to, żeby stały. Są specjalne korytarze wietrzne, miejsca, gdzie wieje i gdzie te wiatraki naprawdę pracują i produkują prąd, ale są miejsca, gdzie wiatru jest jak na lekarstwo, więc po co farmy wiatrowe. Nie jest prawdą, jak próbują wmawiać politycy koalicji Tuska, że dzisiaj nie realizuje się w Polsce instalacji wiatrowych, co więcej, gminy mają z tego dochody. Zatem to nieprawda, że nie ma w Polsce wiatraków, bo są, działają, stawia się kolejne, tylko nie wszędzie wieje, nie wszędzie są odpowiednie warunki, by tego typu instalacje zdały egzamin.

Nie chodzi więc o to, żeby wydać pieniądze, które dziwnym trafem ma teraz odblokować Unia Europejska, przypadkiem
z przeznaczeniem na instalacje związane
z zieloną energią?

– Zdaje się, ktoś już policzył, ile z jednego euro otrzymanego z Unii Europejskiej wraca do firm niemieckich, francuskich czy holenderskich. I na tym polega istota całej tej pomocy unijnej. Nic więc dziwnego, że najlepiej rozwijają się czy rozwijały dzięki temu wsparciu gospodarki wspomnianych krajów. Ponadto mit głosi, że instalacje wiatrowe są bardzo ekologiczne, tymczasem nie mówi się, jak wyglądają cmentarzyska starych wiatraków, a szczególnie łopat turbin wiatrowych wycofanych z eksploatacji po mniej więcej 25 latach. Są one zbudowane z polimerów zbrojonych włóknami, najczęściej szklanymi, węglowymi itd., a więc z materiałów nie do przetworzenia. Ich recykling polega na tym, że są cięte i zakopywane w ziemi. Dziwnym trafem na ten temat milczą tzw. ekolodzy. Potrafią się przywiązywać do drzew, kiedy leśnicy chcą ratować lasy przed kornikiem drukarzem i przez wycinkę stworzyć strefy ochronne, a tutaj tzw. ekolodzy nawet się nie zająkną.

Swoją drogą w Polsce nie mamy problemu
z odnawialnymi źródłami energii (OZE)?

– Owszem, nie mamy, natomiast potrzebujemy specustawy dotyczącej sieci energetycznych, które na razie są przystosowane jedynie do wysyłania i poboru przez konsumentów, ale nie do tego, żeby nadmiar wyprodukowanej przez prosumentów energii oddawać do sieci. Okazuje się, że nie da się do sieci wpuścić więcej, niż dana sieć może przyjąć. Więc docelowo Polska, tak jak na drogi czy na kolej, potrzebuje ogromnych nakładów na rozwój sieci energetycznej.

Powróćmy jeszcze do afery wiatrakowej. Czyje interesy reprezentuje Koalicja Obywatelska i Polska 2050 w tym konkretnym przypadku, próbując wrzucić zmiany dotyczące instalacji wiatrowych?

– Od wyjaśnienia szczegółowych kwestii są odpowiednie służby. Nic więc dziwnego, że politycy Zjednoczonej Prawicy zapowiedzieli złożenie odpowiednich wniosków do prokuratury i Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Chodzi o wyjaśnienie tej sprawy i tego, kto stoi za projektem Koalicji Obywatelskiej i Polski 2050 w kwestii nowelizacji ustawy dotyczącej wsparcia odbiorców energii, a de facto liberalizującej zasady powstawania lądowych elektrowni wiatrowych. Warto to sprawdzić.

Ale skoro są dwie przesłanki, że dziwnym trafem w momencie, kiedy niemiecka firma ma problemy finansowe, Unia odblokowuje pieniądze dla Polski właśnie na zieloną energetykę, które mogą pomóc niemieckiemu producentowi, i ni stąd, ni zowąd w polskim Sejmie pojawia się projekt ustawy wiatrakowej, to chyba to nie przypadek?   

– Ta sprawa rzeczywiście ma znamiona wrzutki lobbystycznej i wygląda, jakby była pisana pod zamówienie lobbystów, a jej celem jest budowa farm wiatrowych
w Polsce. Jest duże prawdopodobieństwo, są przesłanki,
że ta ustawa, zaproponowana przez Koalicję Obywatelską i Polskę 2050, jest ustawą lobbystyczną. Dlatego eksperci, specjaliści powinni się pochylić nad tym projektem i raz jeszcze go przeanalizować, a także przejrzeć poprzednie posiedzenia odpowiedniej komisji. Jako poseł na Sejm VIII kadencji i były przewodniczący sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej mogę stwierdzić, że takie rzeczy bardzo łatwo jest wyłapać.

Jak poznać, że przy danej ustawie ktoś się kręci, ktoś majstruje?    

– Dajmy na to na posiedzeniu komisji pojawia się poseł „prymus” wzorcowo przygotowany, który na każdą wątpliwość ma odpowiedź, dokument, analizy itd., a obok niego siedzi elegancka pani lub pan i tylko mu podrzucają mu kartki. I tak to wygląda. Dlatego trzeba wrócić do archiwalnych nagrań posiedzeń, przeanalizować je, zobaczyć, bo nie ma wątpliwości, że takie próby działań lobbystycznych mogły się pojawić. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy ktoś jest blisko władzy, co więcej, zapowiada się, że za kilkanaście dni będzie przy władzy, ponadto w sytuacji, kiedy będzie zamieszanie związane z presją dotyczącą budżetu na przyszły rok, kiedy coraz głośniej będą wybrzmiewać krzyki, że trzeba zachować ceny energii itd., jest to idealny moment, żeby dokonać tzw. wrzutki czy wmieszania odpowiednich przepisów, bo jest większe prawdopodobieństwo, że nie zostanie to zauważone. Być może ktoś liczył, że stan organizacji Sejmu na początku nowej kadencji jest jeszcze nie dość dopracowany i że uda się przepchnąć ustawę. Gdyby nie zorientowano się, do czego te wrzutki zmierzają, to ta ustawa mogłaby przejść. Na całe szczęście ktoś to rozszyfrował i sprawa zrobiła się głośna.

A tak w ogóle, to jak jest z tymi lobbystami w Sejmie?

– Prawidłowo, na etapie prac komisji, wszyscy lobbyści zarejestrowani w Sejmie, bo taka lista istnieje, i lobbyści, którzy chcą wziąć udział w pracach danej komisji, żeby móc być wprowadzeni do Sejmu, powinni zaznaczyć, że są lobbystami. Lobbyści są w różnych izbach, stowarzyszeniach, zrzeszeniach, choć nie mają nazwy lobbyści, tylko prezentują się jako strona społeczna, jako ludzie czy instytucje broniące interesów. Jednak często idą za tym działania stricte lobbystyczne. I szczerze mówiąc, nad tym dzisiaj nikt nie panuje. Jako szef sejmowej komisji miałem dwa przypadki, kiedy ktoś się zadeklarował jako lobbysta czy lobbyści zarejestrowani przed wejściem do Sejmu. Zresztą podczas posiedzeń komisji sejmowych pytanie, kto kogo reprezentuje i w jakim charakterze, musi paść. 

Jak się ochronić przed działaniem lobbystów, czy posłowie na początku kadencji przechodzą jakieś szkolenie w tym zakresie?   

– Nie, takiego szkolenia nie ma. Owszem, pamiętam, było spotkanie z ABW dotyczące zabezpieczenia kontrwywiadowczego przed ewentualnymi cyberatakami, ale gdy chodzi o szkolenie, jak rozmawiać z lobbystami, na co uważać, to czegoś takiego nie ma, choć jest to bardzo, ale to bardzo potrzebne. Natomiast na pewno na tego typu sytuacje trzeba uczulić przewodniczących sejmowych komisji, bo oni powinni to wyłapywać i być pierwszymi, którzy tego typu sprawy będą nagłaśniać i analizować.

W tej tzw. aferze wiatrakowej padają nazwiska szefa i polityków Platformy, szefa
i posłów Polski 2050, a nie ma tam PSL-u
, którego politycy nie podpisali się pod projektem krytykowanej nowelizacji…

– Jeśli wiatraki powstawałyby trzysta metrów od siedlisk ludzkich, a także na gruntach rolnych, byłby to skandal. Ale to pokazałoby po raz kolejny i dobitnie, że PSL w koalicji z Platformą nie jest w stanie stanąć po stronie rolników. Mam wrażenie, że PSL i sam Władysław Kosiniak--Kamysz próbuje całą sprawę wyciszyć i mówi, że nie ma żadnej afery. Swoją drogą, patrząc na cały ten serial pt. „koalicja Tuska”, przypuszczam, że ktoś Kosiniaka-Kamysza ogrywa, chociażby w tej sprawie, i chyba nie do końca nawet był on zorientowany, że coś się dzieje.

Skoro tak, to co będzie dalej, może najwyższy czas, żeby przejrzał na oczy?

– To jest zbyt idealistyczne podejście. Natomiast polityka to cyniczna gra, gra bezwzględna. My z boku patrzymy na to tak, że ktoś, kto jest ogrywany, powinien się odwrócić od takiego towarzystwa, ale politycy odczytują to inaczej. Dla nas powinny to być sygnały, co się może dziać. Proszę zwrócić uwagę, że mamy ataki na Orlen, pojawia się kwestia wiatraków, i to wszystko dzieje się w stosunkowo krótkim czasie. To pokazuje, że żarty się skończyły, że kampania za nami, że czas spłacić długi wobec tych środowisk, które pomogły totalnej opozycji dojść do władzy. Zobowiązania wyborcze trzeba spłacić, a najlepiej zrobić to szybko i w sposób – co tu dużo mówić – zakamuflowany. Ta sprawa, o której rozmawiamy, jest czy może być najlepszym tego przykładem. I na tym to wszystko polega. Z tym, że te wszystkie przypuszczenia, poszlaki trzeba dokładnie zbadać i udowodnić, że coś faktycznie jest na rzeczy, a to wcale nie jest takie proste. Należy udowodnić, że ktoś był zainteresowany, że ktoś coś obiecywał, że ktoś do czegoś kogoś namawiał, ktoś coś dał, coś przekazał, np. pieniądze, itd. To są rzeczy bardziej skomplikowane, wymagające analizy i znalezienia ewentualnych dowodów winy.

W tej sytuacji chyba nic dziwnego, że koalicja Tuska zapowiada likwidację CBA?

– Ależ dokładnie. I tu dochodzimy do sedna, dlaczego politycy Platformy i innych formacji koalicji Tuska obawiają się CBA? Kiedy zabraknie CBA, to dopiero będziemy mieli wysyp rozmaitych wrzutek, a w procesie legislacyjnym ktoś, kto nie ma doświadczenia, nie ma wprawy, tego nie wyłapie. Wtedy może być tak, że już nikt nie będzie nad tym wszystkim panował i będziemy mieli swoistą wolną amerykankę. Oby nie…

               Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki