• Wtorek, 5 maja 2026

    imieniny: Ireny, Waldemara, Irydy

Prenumerata wspiera misję „Naszego Dziennika”

Niedziela, 3 grudnia 2023 (19:02)

Przeżywamy kolejny czas próby sumień. Powyborcza rzeczywistość, a także sytuacja wokół naszych granic, w układach międzynarodowych niesie wiele znaków zapytania, łącznie z tym najważniejszym: czy Polska przetrwa? Czy ocalimy katolicką tożsamość i depozyt wiary ugruntowany przez ponadtysiącletnie dzieje? Czy zachowamy niepodległość wywalczoną za cenę ofiar tylu naszych rodaków? To nie jest pewne. Świat pogrąża się w zamęcie, całe narody dokonują faktycznej apostazji, nasilające się zagrożenia uderzają w istotę człowieczeństwa, w ład moralny i społeczny. Państwa zamieniają się w bezbożne „bandy rozbójnicze”; rośnie przeświadczenie, że wystarczy iskra, by wysadzić w powietrze globalny porządek.

W sierpniu 1976 r. ks. kard. Karol Wojtyła w czasie swojej wizyty w Stanach Zjednoczonych wypowiedział słowa które nabierają dziś coraz bardziej niepokojącej aktualności: „Stoimy dziś w obliczu największej konfrontacji, jaką kiedykolwiek przeżyła ludzkość. Nie przypuszczam, aby szerokie kręgi społeczeństwa amerykańskiego ani najszersze kręgi wspólnot chrześcijańskich zdawały sobie z tego w pełni sprawę. Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a anty-Kościołem, Ewangelią i jej zaprzeczeniem. Ta konfrontacja została wpisana w plany Boskiej Opatrzności; jest to czas próby, w który musi wejść Kościół, a polski w szczególności. Jest to próba nie tylko naszego narodu i Kościoła. Jest to w pewnym sensie test na dwutysiącletnią kulturę i cywilizację chrześcijańską ze wszystkimi jej konsekwencjami: ludzką godnością, prawami osoby, prawami społeczeństw i narodów”.

Za życiem, pod prąd

Chrześcijanin jest człowiekiem nadziei i zaufania Panu Bogu. W obliczu trudnych wydarzeń potrzebujemy umocnienia ducha. Oczywiście w porządku nadprzyrodzonym mamy dostęp do łask wysłużonych ofiarą Chrystusa, do sakramentów świętych i innych dóbr Kościoła. W porządku doczesnym Pan Bóg też nie pozostawia nas bez pomocy, dając różne środki ratunku. Często mówimy, że Radio Maryja jest darem Matki Najświętszej na trudne czasy. Podobnie rzecz ma się z „Naszym Dziennikiem”, dziełem wyrosłym w klimacie niezwykłego charyzmatu o. dr. Tadeusza Rydzyka CSsR. Przekonana jest o tym prof. Ewa Budzyńska, socjolog. – „Nasz Dziennik” od momentu powstania w końcu lat 90. znakomicie wypełnił istniejącą lukę w prasie katolickiej: o ile przez dziesięciolecia były wydawane nieliczne tygodniki katolickie – wprawdzie ze zmiennym losem w czasach komunistycznych (np. zakaz wydawania, cenzurowanie treści), o tyle – nawet po zmianie ustrojowej po 1989 r. nie pojawił się żaden tytuł codziennej katolickiej prasy. W tej sytuacji należy z wielu powodów doceniać fakt powołania „Naszego Dziennika” – zauważa w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Żeby nie ulec wszechobecnej manipulacji i wyrafinowanym metodom sterowania ludźmi, konieczny jest dostęp do wiarygodnych, rzetelnych informacji. Stąd misja „Naszego Dziennika” i pokazywanie w obiektywny, uczciwy sposób szerokiego spektrum spraw istotnych dla całej wspólnoty narodowej. Cieszymy się, że nasi Czytelnicy doceniają tę niezastąpioną rolę „Naszego Dziennika”, który przecież istnieje dzięki Państwa szlachetnej trosce o dobro wspólne.

– Wydawanie codziennego periodyku wymaga ogromnej pracy: śledzenia wydarzeń, ich interpretowania i oceny, tworzenia tekstów oraz ich redagowania, następnie czynności wydawniczych, dystrybucji czasopisma itd. Za każdym numerem „Naszego Dziennika” kryje się ciężka praca całego zespołu ludzi – nieprzypadkowych, ideowych, oddanych realizacji najbardziej podstawowych wartości, do jakich należą: Bóg, honor, Ojczyzna. Ja dodałabym do nich jeszcze wartość rodziny i ludzkiego życia – wyjaśnia prof. Ewa Budzyńska.

Każdy człowiek ma prawo do prawdy. Wielkie media w przytłaczającej większości są na usługach instytucji, środowisk i rządów należących do światowego „spisku przeciwko życiu” („Evangelium vitae”). Środki przekazu znajdujące się w ich rękach podają informacje zniekształcone, czyli celowo dezinformują lub ukrywają niewygodną dla nich prawdę. Gorzej, że w duchu anti-life oddziałują na swoich odbiorców, zmieniając bardzo szybko mentalność społeczeństwa na wrogą życiu. „Nasz Dziennik” od samego początku staje w obronie najważniejszego prawa człowieka, nie idzie na żadne kompromisy w tej fundamentalnej kwestii. Z wdzięcznością przyjmuje tę służbę Wojciech Zięba, prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka. – Bezkompromisowość „Naszego Dziennika” najbardziej była dla mnie widoczna w czasie kampanii nienawiści wymierzonej w dzieci nienarodzone z okazji wydania wyroku Trybunału Konstytucyjnego w 2020 roku. Wtedy praktycznie wszystkie media agresywnie atakowały decyzję TK, która nie mogła być inna, bo wynikała z polskiej Konstytucji. Klimat był bardzo nieprzychylny wobec dzieci nienarodzonych. „Nasz Dziennik” zawsze stał w prawdzie, upominał się o prawo do życia każdego człowieka, także tego podejrzewanego o niepełnosprawność – mówi Wojciech Zięba.

Obrona życia jest obecnie najważniejszym polem bitwy współczesnego świata. Tu rozstrzyga się przyszłość naszej cywilizacji i ludzkości. – To, że potraficie stać w prawdzie w sprawach, które są popularne społecznie, ale także w tych, które są niepopularne społecznie, i iść pod prąd, jest dla mnie argumentem, który sprawia, że zawsze chętnie sięgam po „Nasz Dziennik”, jeżeli chcę znaleźć prawdziwe informacje dotyczące obrony życia – podkreśla prezes Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Zwraca też uwagę na edukacyjny walor publikacji „Naszego Dziennika”, jak choćby pokazywanie prawdy o aborcji, o in vitro oraz konsekwencji i ograniczeń tej niegodziwej metody. – Z drugiej strony „Nasz Dziennik” potrafi wzywać polityków do podejmowania decyzji zgodnych z nauką Kościoła, ale także z prawem naturalnym i ze zdrowym rozsądkiem – akcentuje Wojciech Zięba.

Święty Jan Paweł II mówił, że stosunek do życia jest podstawową miarą człowieczeństwa. Siły lewico-libera w Polsce dążą do narzucenia prawa zezwalającego na zabijanie dzieci poczętych praktycznie bez żadnych ograniczeń. A to dopiero początek staczania się po równi pochyłej, gdy zostanie uczyniony pierwszy wyłom w prawie.

– Chcą nas wprowadzić na ścieżkę, którą przeszły inne kraje na Zachodzie. Najpierw jest dopuszczana aborcja dla dzieci podejrzewanych o niepełnosprawność, potem aborcja na życzenie, następnie eutanazja ludzi starszych i w końcu eutanazja ludzi młodych, łącznie z dziećmi. Przekroczenie jakiejkolwiek z tych granic powoduje, że cywilizacja śmierci zwycięża. Więc walka musi się toczyć na każdym z etapów i nie ustępować w żadnej chwili – wyraża przekonanie Wojciech Zięba.

Żeby Polska nie stała się drugą Holandią czy Belgią, gdzie zalegalizowano uśmiercanie ludzi na każdym etapie życia, konieczne jest budzenie sumień i budowanie wspólnoty, która przeciwstawi się zbrodniczym planom. Dlatego nasi Czytelnicy cenią sobie, że w „Naszym Dzienniku” znajdują treści uzdalniające do spełniania dobra.

– Trzeba sobie jasno powiedzieć, że dzisiejszą opinią publiczną rządzą nie autorytety, ale media. Ludzie myślą tak, jak im one powiedzą. Więc jeżeli są media, które stoją w prawdzie i dają dobre przykłady, kształtują właściwe postawy i światopogląd, to jesteśmy w stanie sprzeciwiać się zalewowi kłamliwych informacji dotyczących obrony życia w mainstreamowych mediach – tak postrzega posłannictwo „Naszego Dziennika” Wojciech Zięba.

Szykują przewrót

Czytelnicy dostrzegają, że przez ćwierćwiecze swojego istnienia „Nasz Dziennik” wiernie służy wartościom. Dlatego nigdy nie byliśmy „pupilkiem” środowisk liberalnych czy postkomunistycznych, a nawet prawicowych (test z obrony życia weryfikował ich prawdziwe oblicze). Byliśmy wielokrotnie atakowani, wyszydzani, podobnie jak Radio Maryja i słuchacze „katolickiego głosu w naszych domach”. Jaki był powód takich ataków?

– Sądzę, że zarówno „Nasz Dziennik”, jak i Radio Maryja oraz Telewizja Trwam poprzez systematyczne upowszechnianie wśród Polaków historii naszej Ojczyzny, nauczania Kościoła katolickiego, pogłębianie wiary i religijnej świadomości, budzenie postaw patriotycznych oraz wrażliwości na wartość i piękno ludzkiego życia, niezależnie od etapów jego trwania, wspieranie rodzin, dzieci i młodzieży, stały się przeszkodą w procesie szybkiego „unowocześniania” polskiego społeczeństwa. Owo „unowocześnianie” w ujęciu środowisk lewicowo-liberalnych miałoby polegać na „wyzwoleniu” człowieka od wszelkich norm moralnych, od odpowiedzialności, od obowiązku, od rodziny, małżeństwa, prokreacji, a ostatnio nawet od własnej płci. Nie może zatem dziwić skrajnie negatywny stosunek tych środowisk do każdego podmiotu, który opóźnia postęp zaprogramowanej przez nie kolejnej rewolucji kulturowej – zauważa prof. Ewa Budzyńska.

To więcej niż pewne, że obecna większość lewicowo-liberalna w Sejmie zrobi wszystko, by wprowadzić Polskę na tory szybkich zmian na modłę zsekularyzowanych krajów Zachodu. Przejęła władzę za pomocą antydemokratycznych metod. Skłócanie Polaków, cyniczne kłamstwa, sprowadzanie polityki do manipulacyjnych sztuczek to zwiastun, że nadciąga nowy totalitaryzm. Tym razem liberalny, bardziej groźny od XX-wiecznych poprzedników, bo dysponujący rozbudowanymi narzędziami sterowania ludźmi, nowoczesnymi technologiami.

– Niestety, należy się obawiać, że te wszystkie procesy rewolucyjne gwałtownie przyspieszą, a to spowoduje nasilenie prześladowania w Polsce wszystkich środowisk, zwłaszcza katolickich, które dotychczas stały na straży tradycyjnych wartości. Dotyczyć to będzie także katolickich mediów, w tym „Naszego Dziennika”. Czy to oznacza, że trzeba zrezygnować z misji głoszenia Dobrej Nowiny? Absolutnie nie! Przecież misja głoszenia Prawdy trwa od dwóch tysięcy lat; ileż to było w ciągu wieków prześladowań chrześcijan? Iluż z nich ginęło w okrutny sposób za wiarę? I czy możemy się temu dziwić w sytuacji, gdy otrzymaliśmy przed wiekami zapowiedź naszego Mistrza, Chrystusa: „Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15,20)? – podnosi prof. Ewa Budzyńska.

Socjolog zauważa, że wprawdzie w niektórych krajach zachodnich można już dostrzec pewne przejawy przebudzenia społeczeństw doświadczających tragicznych skutków realizacji niektórych zaleceń ideologów (np. tzw. zmiany płci u dzieci), ale droga do uwolnienia od lewicowo-liberalnej opresji jest długa. – Zwłaszcza że wszystkie najważniejsze instytucje – kulturalne, państwowe, w tym wymiar sprawiedliwości, szkolnictwo – zostały opanowane przez ideologów rządzących za pomocą przymusu, strachu przed sądami, przed odebraniem dzieci, prześladowań w mediach społecznościowych, siania nienawiści – stwierdza nasza rozmówczyni.

Wolny, niezależny głos

Gdy nadchodzą trudne czasy, trzeba się jednoczyć, być solidarnym w dobru. Profesor Grzegorz Kucharczyk przypomniał w tym tygodniu na naszych łamach, że odpowiedzią niemieckich katolików na kulturkampf Otto von Bismarcka było masowe czytelnictwo prasy katolickiej. Kanclerz przegrał rozpętaną przez siebie wojnę kulturową. Kościół trwa, bo ma zapewnienie samego Chrystusa, że „bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18). I dziś media katolickie muszą odważnie dawać świadectwo wiary, zabiegać, by nie zepchnięto jej w sferę prywatną, jak chcą tego rewolucjoniści, rozświetlać gęstniejący nad Polską mrok blaskiem Prawdy, pięknem polskiej kultury. Cieszy, że nasi Czytelnicy tak widzą misję „Naszego Dziennika”, która jest niezmienna, niezależna od czasów i okoliczności – dla chwały Bożej i dobra człowieka.

– W tej chwili wobec przerażających zapowiedzi liberalno-lewicowej większości w Sejmie, jak choćby likwidacja IPN i CBA, pozostają nam tylko media katolickie, gdzie możemy się wypowiadać w nieskrępowany sposób. Rzeczą niezwykle ważną jest, żeby Polacy sięgali po „Nasz Dziennik” – mówi nam Tadeusz Majchrowicz, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” w latach 2010-2023. Z uznaniem zaznacza, że działacze związku mogą na łamach „Naszego Dziennika” zabierać głos, dokonywać oceny działań rządu, krytykując również niektóre posunięcia Mateusza Morawieckiego czy wcześniej Beaty Szydło.

– Wiem, że większość woli media elektroniczne, że gazety gorzej się sprzedają, ale czasy się zmieniły i trzeba wrócić do mediów tradycyjnych, do słowa pisanego. Wierzę, że tak się stanie, bo może jeszcze nie wszyscy zdają sobie sprawę, co nadchodzi – zauważa nasz rozmówca. Zwłaszcza wyborcy opozycji są pogubieni, bo zaufali mediom komercyjnym, które kreowały obraz Polski niemający nic wspólnego z rzeczywistością. – Ta inna Polska dopiero nastanie, gdy premierem będzie Donald Tusk – jeżeli do tego dojdzie – ubolewa Tadeusz Majchrowicz. Jednocześnie zapewnia, że NSZZ „Solidarność” dalej będzie bronić postulatów Sierpnia 1980 r. i praw pracowniczych, jak będzie trzeba, to na ulicy. – Czeka nas trudna walka. Jestem przekonany, że nowe władze związku z Piotrem Dudą na czele będą w dalszym ciągu komentować, udzielać wywiadów dla „Naszego Dziennika”, żeby Czytelnicy mogli poznać prawdę – dzieli się związkowiec.

Zaufanie, jakim Państwo darzą „Nasz Dziennik”, to dla nas bezcenny kapitał. Dziękujemy za wszystkie modlitwy i dary serca. Przyświeca nam tylko jeden cel: chcemy służyć i jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki, by codziennie do Czytelników trafiał jedyny polski i katolicki dziennik. Nie jest to łatwe, ale z Bożą pomocą wszystko staje się możliwe. Formą solidarności i wsparcia „Naszego Dziennika” jest wykupienie prenumeraty, która gwarantuje otrzymywanie papierowych wydań codziennie, od poniedziałku do piątku. Numer sobotnio- niedzielny trafia do rąk Czytelników już w piątek.

W tym roku przygotowaliśmy piękny prezent dla prenumeratorów. Każdy z Czytelników, który zaprenumeruje „Nasz Dziennik” na cały rok 2024, otrzyma figurkę Świętego Andrzeja Boboli. Wielu poznało już moc wstawiennictwa potężnego patrona Polski. Święty męczennik chce być czczony w całej Ojczyźnie, w każdym domu, w każdej rodzinie. Uprosi dla nas łaski, wyjedna wierność Bogu i umocni ducha. Pod jego opieką przejdziemy zwycięsko przez trudny czas.

Małgorzata Rutkowska