• Czwartek, 29 lutego 2024

    imieniny: Romana, Lutosława

Stare powraca

Piątek, 1 grudnia 2023 (10:24)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

Sejm głosami opozycyjnej większości odwołał ośmiu członków Państwowej Komisji do spraw badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne Polski w latach 2007-2022 i chce powołać swoich „ekspertów”. Czego obawia się koalicja Tuska i sam Tusk, uznając, że jej działanie to coś niebezpiecznego?

– Ta decyzja o odwołaniu członków komisji do spraw rosyjskich wpływów w Polsce jest najlepszym dowodem na to, że chcą – i myślę, że taki jest cel tego działania – pozamiatać pod dywan różnego rodzaju sprawy i nie ujawniać dokumentów, które mogą kompromitować Donalda Tuska i całą tę ekipę ponownie aspirującą do sprawowania władzy. Mam na myśli dokumenty, które mogą być niewygodne, a które będą pokazywały, jak wyglądał reset w relacjach z Rosją, który był faktem. Chęć utajnienia czy nieujawniania tych drażliwych danych może też być podyktowana koncepcją przyszłej polityki zagranicznej po objęciu sterów rządu w Polsce przez ekipę Tuska.

Po 1989 roku były różne ośrodki, które próbowały tuszować prawdę o wpływach rosyjskich, o tym, co było największą patologią i było niewygodne, co wpływało na złą kondycję Polski w każdej dziedzinie. Zamiast być niwelowane i rugowane na wszystkich etapach podejmowania decyzji, okazuje się po dwudziestu czy trzydziestu kilku latach, że te wpływy wciąż były. Co więcej, te pierwsze ujawnione dokumenty pokazały, jak silne były te rosyjskie wpływy i to nie tylko na poziomie politycznym, dyplomatycznym, ale także na poziomie gospodarczym. Pamiętamy słynną wypowiedź Donalda Tuska, który jako premier w 2011 roku w sprawie sprzedaży Lotosu mówił, że „nie ma żadnej ideologicznej przesłanki, by mówić kategorycznie NIE inwestorom z jakiegokolwiek kraju, także z Rosji”. Takie podejście niezwykle osłabiało polską gospodarkę, kierowało nas w stronę Moskwy i powodowało, że mieliśmy do czynienia z wszechobecną infiltracją naszego życia społecznego i gospodarczego.

Czemu więc służyć ma polityka, która zdaje się powraca wraz z ekipą Donalda Tuska?

– Donald Tusk – w mojej ocenie – jest wspomagany bardzo mocno przez formacje, które wraz z nim chcą przejąć władzę, wspomagany także przez decyzje instytucjonalne Unii Europejskiej. W ostatnich latach, miesiącach i tygodniach mieliśmy szantaż, że nieotrzymamy środków unijnych. A teraz okazuje się, że te pieniądze jednak będą i to bez spełniania wymogów.

Gdy chodzi o komisję do spraw badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne Polski, to gdyby nie miał nic do ukrycia, gdyby miał czyste sumienie, to w życiu nie podjąłby decyzji, aby odwołać członków komisji. Na jego miejscu chciałabym się dowiedzieć, czy i jak te wpływy rosyjskie wyglądały. Dlatego ten ruch nowego Sejmu, ruch Tuska – jeden z pierwszych jeszcze przed objęciem władzy – mówi bardzo dużo. Zamiast wyjaśnienia, czy i jakie były wpływy rosyjskie, koalicja Tuska chce badać m.in. wybory kopertowe, co ma być zasłoną dymną i epatowaniem społeczeństwa jakimiś didaskaliami bądź tanim spektaklem, podczas gdy za kurtyną będą się działy rzeczy niebezpieczne dla państwa polskiego – takie jak ograniczanie możliwości informowania opinii publicznej o wpływach rosyjskich służb na nasze życie w jego różnych odsłonach. Dlatego moim zdaniem utrącenie tej komisji, odwołanie niezależnych ekspertów zostało zrobione ze strachu. Takie jest moje zdanie.

Jeśli słyszymy, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego ulegała wpływom Rosji, że zaistniał rosyjski wpływ na polski kontrwywiad, a korzystając ze zgody premiera Donalda Tuska na współpracę podpisano nawet porozumienie między SKW i Federalną Służbą Bezpieczeństwa Rosji, co więcej jeśli słyszymy, że spotkań z rosyjskimi służbami nie sporządzano notatek, protokołów, to brzmi to przerażająco...

– Dokładnie. To wszystko świadczy o kompletnym braku odpowiedzialności całej tej ekipy, o dyletanctwie tych ludzi. To jest też dowód na to, że tak naprawdę służby bardzo ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa polskiego – zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego – działały w sposób nieodpowiedzialny i szkodliwy dla Polski i Polaków. Jeśli bowiem przedstawiciele polskich służb specjalnych jeździli na szkolenia do Moskwy, to tylko oznacza, że ci ludzie mogli być pod rosyjską kontrolą. Ludzie, którzy odpowiadali za różnego rodzaju decyzje czy działania kontrwywiadu, mogli być infiltrowani przez służby rosyjskie. I to rzeczywiście jest przerażające. Skwituję to jednym zdaniem – to jest ewidentnie działanie rodem z bardzo głębokiego PRL-u. Tym bardziej należałoby się zastanowić i wykazać, czy to wszystko wynikało z niewiedzy, ignorancji, braku umiejętności zarządzania państwem w tym obszarze, a może powód jest jeszcze inny.

Co ma Pani na myśli?              

– Pamiętam takie zdanie Donalda Tuska z jego exposé, kiedy stwierdził, że w jego rządzie nie będzie koordynatora służb specjalnych. Na co poseł na Sejm, Zbigniew Wassermann, który był znakomitym ekspertem od służb specjalnych, powiedział mi ze zdziwieniem, że doba ma tylko 24 godziny i premier, traktując poważnie sprawy państwa, nie ma możliwości zajęcia się wszystkim na sto procent, dlatego potrzebuje takiego koordynatora, który sprawowałby cywilny nadzór i koordynował służby, co więcej musi to być osoba fachowa. Argumentując to, wskazywał, że premier nawet w sposób fizyczny nie mógłby panować nad służbami specjalnymi, co więcej nie wyznaczając koordynatora, spowodowałby, że służby zaczęłyby rządzić premierem. Służby mają służyć państwu, a nie rządzić państwem, bo w przeciwnym wypadku będzie to bardzo niebezpieczne. Taką opinię wyraził Zbigniew Wassermann, który – jak pamiętamy – zginął w katastrofie smoleńskiej w kwietniu 2010 roku. I ta ocena wówczas bardzo utkwiła mi w pamięci. Natomiast jeśli polskie służby specjalne jeździły na szkolenia do Moskwy, nieniepokojone przez szefostwo, to znaczy, że Rosja mogła mieć realny, bezpośredni wpływ na to, co się dzieje w Polsce. Takie rzeczy rezonują zwłaszcza u takiego cwanego lisa jak szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow, że w Polsce jest słaby nadzór nad służbami i jest to doskonały moment czy powód do tego, żeby wchodzić głębiej w te polskie struktury – najbardziej wrażliwe, de facto w kręgosłup bezpieczeństwa państwa, bezpieczeństwa obywateli, ale także tych osób, które działają w ramach wywiadu czy kontrwywiadu wojskowego.

Nic więc dziwnego, że komisja zanim jej członkowie zostali odwołani wydała negatywne rekomendacje personalne w odniesieniu do Tuska, Klicha, Siemoniaka, Cichockiego, Sienkiewicza, którzy odpowiadali za nadzór nad służbami specjalnymi RP, i zaleciła niepowierzanie im żadnych zadań, stanowisk i funkcji publicznych i związanych z odpowiedzialnością za bezpieczeństwo państwa…

– Absolutnie zgadzam się z tą rekomendacją, bo albo ktoś nie ma kwalifikacji, albo nie umie, nie chce, albo po prostu ulega obcym wpływom. To są sprawy państwa, a sprawy państwa trzeba czuć – jego sposób funkcjonowania, trzeba umieć kierować i nadzorować jego poszczególne agendy. To są umiejętności, które powinien posiadać polityk, który ma ambicje zarządzania sprawami państwa. Jeśli ich nie posiada, to nie powinien się brać za tak poważne sprawy, bo to jest niebezpieczne dla funkcjonowania państwa.  Służby specjalne to są najbardziej wrażliwe tkanki funkcjonowania państwa. Jeśli one są podatne na obce wpływy, to znaczy, że państwo w ten właśnie sposób traci suwerenność.            

Jeśli Stanisław Żaryn, zastępca ministra koordynatora służb specjalnych i pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej, mówi, że wygląda, iż służby rosyjskie były bardziej przyjacielsko traktowane w Polsce niż sojusznicy, to wygląda to bardzo źle...

– To nic dziwnego. Wystarczy prześledzić wypowiedzi – również te nieformalne ówczesnego szefa dyplomacji Radosława Sikorskiego – gdzie widać, jaki był stosunek tej ekipy do naszych sojuszników – Stanów Zjednoczonych. Zresztą było to widać również później, jaki był stosunek Sikorskiego do Ławrowa – i to nie tylko ten zewnętrzny wskazujący na bardzo zażyłe relacje, ale również ten dotyczący naszego uniezależniania się od Moskwy i właściwie chyba odstąpienia od prowadzenia mądrej polityki i niezależnej dyplomacji w tamtym okresie za rządów koalicji PO – PSL. Rosjanie są mistrzami dyplomacji i doskonale takie rzeczy wyczuwają, a dzisiaj wchodzą w Syrię czy w niektóre kraje afrykańskie ze swoją ofensywą gospodarczą i nie tylko, ale również mafijnie wykorzystują sytuację. I to pokazuje, jak oni są sprawni i jeżeli trafią na podatny grunt, na materiał, który jest plastyczny, który da się urobić, który nie wykazuje w tym zakresie należytej ostrożności, który się tym działaniom poddaje, to kończy się to źle. Mamy więc poważny problem, bo istnieje obawa, że wraz ze zmianą władzy w Polsce to wszystko wróci. Dlatego rządy Tuska pod tym względem mogą być bardzo groźne dla struktur naszego państwa, które na równi z Wojskiem Polskim – myślę tutaj o żołnierzach, dowódcach, generałach – są kręgosłupem i gwarantem bezpieczeństwa Polski.

Co ciekawe, wspomniany przez Panią Radosław Sikorski zdaje się jest przymierzany do nowych zadań w rządzie i to właśnie na stanowisku szefa dyplomacji?

– To tylko pokazuje, że stare wraca. Dlatego tym bardziej dziwię się Polskiemu Stronnictwu Ludowemu, że na to patrzy ze spokojem, że na to pozwala, aczkolwiek nie należy być naiwnym, bo – jak pamiętamy – PSL było wcześniej koalicjantem także strony lewicowej przez wiele lat i też na różne rzeczy pozwalało, w różnych szkodliwych dla Polski działaniach uczestniczyło. Tak czy inaczej osobom, które chcą popierać rząd Donalda Tuska, powinna się zapalić czerwona lampka, bo jest to kwestia elementarnej odpowiedzialności za przyszłość naszej Ojczyzny, za przyszłość naszych dzieci. Dlatego moim zdaniem trzeba będzie bardzo uważnie patrzeć nowej, starej władzy na ręce szczególnie w kwestiach relacji polsko-rosyjskich, bo w innym wypadku będzie drugi reset.

            Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki