• Czwartek, 29 lutego 2024

    imieniny: Romana, Lutosława

Szykują chaos i polityczną zemstę

Wtorek, 28 listopada 2023 (11:08)

Rozmowa z prof. Wojciechem Polakiem, historykiem, zastępcą przewodniczącego Kolegium IPN

Mamy zapowiedź Szymona Hołowni i Donalda Tuska dotyczącą rozwiązana komisji ds. zbadania rosyjskich wpływów, a jednocześnie powołania trzech, a jak stwierdziła Barbara Nowacka, nawet sześciu komisji śledczych – m.in. ds. Pegasusa, wyborów kopertowych czy wiz. To jest priorytet, a może ucieczka od trudnych tematów?

– Z pewnością nie będę tutaj oryginalny – bo swoją opinię na ten temat wyraziło już wielu komentatorów – jeśli powiem, że w tej chwili te formacje – na razie jeszcze opozycyjne – liczą tylko na jak najszybsze przejęcie władzy. W tym pędzie właściwie w ogóle nie biorą pod uwagę obietnic, jakie złożyli Polakom podczas kampanii wyborczej. W Polsce jest cała masa ważnych spraw do załatwienia i w kampanii ci politycy twierdzili, że się tym zajmą. Zresztą tych różnych obietnic była cała setka i dzisiaj należałoby oczekiwać, że ci politycy z Donaldem Tuskiem na czele, którzy liczą, że za mniej więcej dwa tygodnie przejmą władzę w Polsce, będą się koncentrować głównie na sprawach ważnych dla Polski i Polaków. Jednak nic bardziej mylnego.

Spraw bardzo aktualnych i pilnych do załatwienia jest dużo…

– Dokładnie tak. Polacy chcieliby wiedzieć, czy niższe taryfy na prąd i gaz będą obowiązywały po 1 stycznia 2024 roku. Polacy chcą także wiedzieć, czy obniżony VAT na żywność będzie wciąż obowiązywał po Nowym Roku, bo to są rzeczy ważne dla zwykłych Polaków. Ceny energii puszczone na żywioł mogą wiele gospodarstw domowych doprowadzić do bardzo ciężkiej sytuacji. Zatem społeczeństwo oczekuje pewnych konstruktywnych ustaleń i rzetelnych informacji, tymczasem o tym się nie słyszy, za to słyszy się o komisjach śledczych, o rozliczeniach. Pojawiają się nawet oburzające głosy o postawieniu przed Trybunałem Stanu prezydenta RP i prezesa Narodowego Banku Polskiego, a ludzie zastanawiają się z jakiego powodu.

Mówi się też o unieważnianiu mandatów sędziów legalnie powołanych, o redukcji składu Krajowej Rady Sądownictwa itd. Innymi słowy, słyszy się o rozmaitych działaniach antypisowskich, a komentatorzy oceniają to jako żądzę zemsty.

Czy ta koalicja, te formacje, które tak spieszą się do przejęcia władzy i rozliczenia obecnie rządzących, zdają sobie sprawę, że na starcie popełniają błąd, bo celem polityki jest nie tępienie konkurentów, ale budowanie lepszej przyszłości dla obywateli?

– Myślę, że nie zdają sobie z tego sprawy, co więcej, żądza odegrania się na przeciwnikach zaczyna górować nad zdrowym rozsądkiem. Nie jest też zwyczajem demokratycznym, żeby nowa ekipa, która obejmuje władzę, w pierwszej kolejności szykanowała poprzedników, stawiała ich przed komisjami, przed sądami, naruszała zasadę kadencyjności sędziów itd. Zatem to, co zapowiada opozycja, to nie są działania, których społeczeństwo oczekuje, to nie są dobre wzorce, wreszcie to nie są rzeczy, które przyniosą przyszłej władzy pożytek, a raczej to jej zaszkodzi. Jest tylko pytanie, czy i kiedy zda sobie sprawę z tego, że postępuje źle, że idzie błędną drogą i że społeczeństwo oczekuje od niej czegoś zupełnie innego, pozytywnych działań.

Kto wie, może właśnie po to szli do władzy, żeby dokonać wendety?   

– O Donaldzie Tusku od lat mówi się, że jest człowiekiem pamiętliwym, i jeżeli rzeczywiście tak jest, że koalicja Tuska kieruje się tak niskimi pobudkami, to będzie to działanie na szkodę nie tylko polityków Zjednoczonej Prawicy, polskiego społeczeństwa, ale przede wszystkim zaszkodzą sobie. Społeczeństwo na dłuższą metę nie będzie popierało ugrupowań, które zajmują się tylko wendetą, natomiast ludzi bardzo obchodzą takie kwestie, jak np. to, co będzie z 13. czy 14. emeryturą, czy ze świadczeniem 800 Plus.

Na razie nie sposób dowiedzieć się od polityków koalicji Tuska, co zamierzają zrobić z tymi sprawami, tymczasem obywateli to interesuje. Zamiast tego słyszymy o likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej czy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, ale lista instytucji, które są do natychmiastowego zlikwidowania, jest znacznie dłuższa. I o tym wszystkim możemy przeczytać w prasie, natomiast o tym, co będzie z różnymi świadczeniami socjalnymi, które Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło, nie sposób się dowiedzieć. Zatem nawet dla polityków z partii jeszcze opozycyjnych jest to działanie błędne, podyktowane chęcią zemsty, i jako takie prędzej czy później się zemści na tych, którzy pałają chęcią rewanżu.

A może to wszystko – te zapowiedzi likwidacji instytucji państwa polskiego – to jest wstęp do realizacji planów Brukseli i Berlina dotyczących centralizacji Europy, której wstępem, pierwszym akordem jest rezolucja przyjęta przez Parlament Europejski?  

– Jeśli takie byłyby intencje, to rzeczywiście byłoby to tragedią. Już sam fakt, że głosy polskich polityków m.in. z rodowodem komunistycznym, a obecnie polityków opozycji, zdecydowały o przyjęciu przez europarlament rozmaitych projektów ograniczających suwerenność państw członkowskich Unii Europejskiej, to jest to fakt zatrważający. Jednak sprawa jest jeszcze bardziej poważna, bo zagrożona jest niepodległość. Komisja Europejska, za którą kryją się Niemcy dominujące obecnie w Unii, zmieniając dekrety, chce przejąć kompetencje państw narodowych w 65 obszarach dotyczących gospodarki, rolnictwa, leśnictwa, oświaty, bezpieczeństwa, obronności itd.

Ponadto Polska zostałaby pozbawiona własnej waluty na rzecz euro, co więcej, jest plan wyeliminowania zasady jednomyślności w Radzie Europejskiej. Dlatego właściwie wszyscy Polacy – niezależnie od swoich przekonań, poglądów czy sympatii politycznych – powinni się zreflektować i stanąć do walki o niepodległość swojej Ojczyzny i sparaliżować, powstrzymać wszystkie te chore pomysły, żebyśmy dalej mogli żyć w wolnym, niepodległym kraju, żebyśmy mogli sami decydować o naszych sprawach. To jest nasze święte i przyrodzone prawo. Tym bardziej trudno się pogodzić z tym, że politycy obecnej opozycji aspirujący do rządzenia, którzy liczą, że za kilkanaście dni będą sprawować władzę w Polsce, że oni się tym wszystkim próbom pozbawienia nas niepodległości nie przeciwstawiają. Co najwyżej uspokajają obawy społeczeństwa, twierdząc, że to tylko dyskusja, że przed nami długie rozmowy, że żadna klamka jeszcze nie zapadła, że do decyzji i realizacji tych planów jeszcze daleka droga.

Ci sami politycy twierdzą też, że w Unii Europejskiej są mechanizmy prawne, które mogą to wszystko powstrzymać?

– Nic bardziej mylnego, bo obecna Unia Europejska, elity brukselskie nic sobie nie robią z przepisów czy mechanizmów prawnych. Zarzucając innym łamanie tzw. praworządności, nagminnie sami łamią wszelkie normatywy prawne, które wcześniej zostały uchwalone i są zawarte w traktatach o Unii Europejskiej. W Brukseli obowiązuje metoda faktów dokonanych i mniejsze kraje, które mają mniej do gadania w Unii Europejskiej, jeśli się nie zjednoczą i stanowczo się nie przeciwstawią tej fali agresji i próbom podporządkowania ich Berlinowi czy Paryżowi, to szybko może się okazać, że znaczenie tych mniejszych państw – również Polski – znacząco spadło, że o naszych wewnętrznych sprawach będzie decydował nie rząd w Warszawie, nie polscy obywatele, ale jakiś szary, podrzędny urzędnik w Berlinie.

Jak widać, groźba utraty suwerenności jest bardzo realna, bardzo poważna i wszyscy Polacy powinni się temu przeciwstawić, zanim będzie za późno. Tym bardziej niezrozumiałe jest, że ze strony koalicji Tuska mamy bardzo niewyraźne, enigmatyczne komentarze, co nie wróży nic dobrego na przyszłość, kiedy obejmą władzę.

Jaką przyszłość ma Unia Europejska, którą Berlin z Brukselą chcą przeprojektować? Czy w pewnym momencie możemy się spodziewać kolejnych exitów, a tym samym końca projektu Unii ojców założycieli?

– Myślę, że jeśli Unia się nie obudzi i nie zawróci z drogi obłędu, to kolejne odejścia po Wielkiej Brytanii mogą być tylko kwestią czasu. Proszę zwrócić uwagę, że w Holandii wybory parlamentarne wygrała partia eurosceptyczna, czy wręcz antyunijna. Podobnie w Hiszpanii zwyciężyła prawica, choć na skutek rozmaitych manipulacji nie została dopuszczona do rządzenia. Tak czy inaczej wygląda na to, że kraje, które nie będą dominować w Unii Europejskiej, zaczynają coraz bardziej poważnie zastanawiać i obawiać się tej głównie niemieckiej dominacji w Europie. Nie umiem dzisiaj powiedzieć, czym to się skończy, jak się to potoczy.

Obawiam się jednak, że jeżeli ten niemiecki ucisk się nasili, jeśli zacznie przybierać charakter wręcz okupacyjny, bo i do tego może dojść, to wtedy możemy się spodziewać gwałtownych wystąpień antyunijnych, czy nawet buntów społecznych w poszczególnych krajach członkowskich. To jest bardzo realne, zwłaszcza w sytuacji, kiedy nikt w Europie nie będzie widział pożytku z dominacji niemieckiej i nie zgodzi się, żeby dłużej być pod niemieckim butem.

W tej chwili Niemcy w Unii Europejskiej robią, co tylko chcą, ale w ogóle nie przejmują się błędami własnej polityki zagranicznej…

– Berlin postawił na współpracę z Moskwą, na współpracę gazową, której symbolami są gazociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Niemcy chcieli być wielkim hubem gazowym dla całej Europy, czerpać z tego korzyści i rozwijać swoją gospodarkę. Kiedy okazało się, że Putin, co było do przewidzenia, traktuje nośniki energii jako element uzależnienia państw, kiedy napadł na Ukrainę, kiedy wreszcie na skutek eksplozji gazociągów dostawy gazu zostały przerwane, to Niemcy wcale nie posypały głowy popiołem, za to zaproponowały państwom Europy nowe uzależnienie – tym razem od zielonej energii. Faktem jest bowiem, że to Niemcy są największym producentem turbin wiatrowych, które oferują – zgodnie z planem unijnym – uzależniając państwa członkowskie od zielonej energii.

Swoją drogą polityka unijna idzie w tym kierunku, że państwa nie będą miały innego wyjścia, jak tylko obowiązkowo montować instalacje produkujące zieloną energię, a na wszystkim będą zarabiać przede wszystkim Niemcy. To, że kraje europejskie wciąż godzą się na ten berlińsko-brukselski dyktat, to jest zadziwiające. Mam jednak nadzieję, że w którymś momencie granica wytrzymałości zostanie przełamana i nastąpi gwałtowny odwrót od podporządkowywania się rozmaitym niemieckim fantazjom, które służą de facto kształtowaniu relacji neokolonialnych w Europie. I temu trzeba się stanowczo przeciwstawiać.

         Dziękuję za rozmowę.         

Mariusz Kamieniecki