• Czwartek, 29 lutego 2024

    imieniny: Romana, Lutosława

Rewanżyzm polityczny

Sobota, 25 listopada 2023 (18:43)

Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie

Czemu mają służyć ataki na prezesa NBP? Donald Tusk już dawno zapowiedział, że jak zostanie premierem, to prof. Adam Glapiński nie będzie prezesem ani jednego dnia dłużej i nie będzie do tego potrzebna ustawa.
Co więcej – wskazał, że trzeba „gościa wyprowadzić z NBP i ja to zrobię, ja to wam gwarantuję”
mówił podczas jednego ze spotkań Tusk.

– To są zapowiedzi bardzo niebezpieczne. Pytanie brzmi: jaki jest tego cel? Przecież jeśli chodzi o polską walutę, jeśli chodzi o sytuację gospodarczą Polski, to na tle innych państw, np. państw Unii Europejskiej, jest ona bardzo dobra, jesteśmy w korzystnej sytuacji. Jeden z motywów tych planów Donalda Tuska może być związany z presją
ze strony Unii Europejskiej. Chodzi o to, że prezes Adam Glapiński mocno obstaje za polską walutą, natomiast zmiany, jakie są planowane w Unii, przewidują wprowadzenie euro we wszystkich państwach członkowskich.

Dlatego te zapowiedzi dotyczące prezesa NBP są bardzo groźne, bardzo niebezpieczne, mogą prowadzić do anarchii, do destrukcji i świadczą o braku poszanowania prawa, bo nie sądzę, żeby był to brak wiedzy, bo to byłoby jeszcze gorsze. Jest to wyjątkowo złe podejście, niemające nic wspólnego z demokracją, które może prowadzić do efektów destrukcyjnych, jeśli chodzi o polską gospodarkę. Jeśli tak ma wyglądać polityka Tuska, że siłą będzie próbował zmieniać osoby na stanowiskach, które mu się nie podobają, to byłby to bardzo niebezpieczny proceder. Zresztą same zapowiedzi, sama retoryka – bardzo agresywna i wroga – budzi wątpliwości.

Do czego może doprowadzić ta nagonka, jakie konsekwencje może przynieść atak
na prezesa NBP i ewentualna próba postawienia go przed Trybunałem Stanu.
Czy nie jest to atak na niezależność banku centralnego?

– Dokładnie tak. To jest też zapowiedź, jak może wyglądać przyszły rząd Tuska, rząd, który nie będzie miał nic wspólnego z demokracją, za to będzie się odznaczał wrogością wobec przeciwników politycznych i de facto rewanżyzmem politycznym. Gdyby te zapowiedzi były rzeczywiście realizowane, to może to prowadzić do destrukcji funkcjonowania państwa i społeczeństwa. Ponadto nie kadencyjność będzie miała znaczenie, pierwszeństwo, ale argument siły. Można się domyślać po tych zapowiedziach Tuska, że każdy, kto nie będzie działał po jego myśli, będzie usuwany ze stanowiska. Jak słyszymy, pierwszy na celowniku ma się znaleźć prezes NBP prof. Adam Glapiński. Rodzi się pytanie: kto ma być następny?

Lista się poszerza, bo obok ataku na prezesa NBP słyszymy zapowiedź powołania kilku komisji śledczych w sprawie tzw. wyborów kopertowych, afery wizowej czy Pegasusa.

– Owszem, ale podważa się też stanowisko prezydenta Andrzeja Dudy. I tak jeden z ekspertów opozycji, prawnik prof. Marek Chmaj, wysuwa nawet teorię, że prezydenta można odwołać czy skrócić jego kadencję w drodze referendum. Jak widać, takich sytuacji może być wiele.
Z tym że jeśli taka polityka będzie realizowana przez przyszłą władze, to nie wiem, w jakim kierunku Polska będzie zmierzała. Sytuacja jest bardzo niebezpieczna i jeśli Donald Tusk ze swoją ekipą się nie zreflektuje, to kto wie, czy nie doprowadzi to do protestów społecznych, a to byłoby bardzo przykre w konsekwencjach dla wszystkich Polaków.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości nie mają wątpliwości, że to, co robi Tusk, to gra pod Niemcy. Zresztą Niemcy, zdaje się, też są
w trudnej sytuacji finansowej i szukają sposobu, jak zmniejszyć dziurę w budżecie.

– Tusk od lat jest związany z Niemcami. To przecież
nie kto inny jak kanclerz Angela Merkel wyniosła go
na fotel przewodniczącego Rady Europejskiej. Natomiast gospodarka niemiecka to jest kolos na glinianych nogach. Niemcy w ogóle mają cały szereg problemów gospodarczych, migracyjnych, co więcej – górę bierze tzw. poprawność polityczna, co staje się ważniejsze niż realne problemy. Chcą też zahamować rozwój innych państw europejskich, takich jak Polska, która na tle innych krajów rozwija się bardzo dynamicznie. Gospodarka ma się dobrze, inflacja spada, deficyt budżetowy mamy jeden
z najniższych w Europie, stajemy się jedną z silniejszych
i najlepiej wyposażonych armii w Europie, skutecznie chronimy naszych granic, firmy zagraniczne chcą inwestować w Polsce, wiele polskich firm bardzo dobrze się rozwija, sytuacja budżetowa jest bardzo dobra.

Natomiast gospodarka niemiecka wcale tak dobrze nie wygląda, PKB się kurczy i nic nie wskazuje na to, że sytuacja ta będzie się poprawiała, a poprzez kryzys migracyjny może się wręcz pogarszać. Obciążenia socjalne są zbyt duże. Imigranci, którzy przybywają do Niemiec, niechętnie podejmują pracę – w przeciwieństwie do tego, co jest w Polsce, bo tu uchodźcy wojenni z Ukrainy
w znacznej części pracują. Wzrost gospodarczy Polski
jest lepszy niż w Niemczech, więc może silna gospodarczo
i militarnie Polska przeszkadza Niemcom, którzy mają ambicje dominować w Unii Europejskiej, a tak naprawdę przejąć władzę, tymczasem sytuacja w Polsce i rząd konserwatywny, który sprawował władzę przez osiem lat, temu nie sprzyjały. Natomiast Donald Tusk i jego rząd jest idealny, bo przedstawiciele tego środowiska, wybrani z list Koalicji Obywatelskiej, w Parlamencie Europejskim głosują tak, jak chce Bruksela, jak chcą Niemcy – za rezolucją otwierającą drogę do zmiany unijnych traktatów, a de facto na szkodę naszego kraju.    

Nie ma chyba wątpliwości, że paraliż
banku centralnego może się przełożyć
na inwestycje w Polsce, a Niemcom przecież nie zależy na tym, żeby Polska się rozwijała?

– Wszelkie ekspertyzy pokazują, że przyjęcie euro byłoby dla Polski bardzo niekorzystne, bo niezależność banku centralnego byłaby tylko iluzją, a o stopach procentowych czy inflacji decydowałby Europejski Bank Centralny
z siedzibą we Frankfurcie. Prezes Glapiński jest temu przeciwny. Powstanie rządu z Tuskiem na czele na pewno nie wróży niczego dobrego dla Polski.

Zwłaszcza że w Parlamencie Europejskim została przyjęta rezolucja, sprawozdanie Komisji Spraw Konstytucyjnych (AFCO) rekomendujące zmianę traktatów unijnych, a de facto zmierzające do centralizacji Unii Europejskiej, a skoro tak, to bank centralny nie ma racji bytu?

– Dokładnie tak. Tym bardziej jest to zatrważające, że za ograniczeniem suwerenności Polski głosowało trzech byłych premierów: Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller
i Marek Belka z ramienia lewicy. Ale to pokazuje, że Unia Europejska zmierza dzisiaj nawet nie tyle w kierunku liberalnym, ile lewicowym – i do tego głównie ideologicznym. Dla lewicy suwerenność państw narodowych nie ma znaczenia. Oni chcą stworzyć coś na zasadzie internacjonalizmu, superpaństwa, dlatego dobro państwa, dobro państw narodowych w ogóle nie jest brane pod uwagę.

Nic więc dziwnego, że w Brukseli niewiele się mówi o założycielach Unii Europejskiej: Robercie Schumanie, Konradzie Adenauerze czy Alcidem De Gasperim, za to coraz głośniej jest o Altiero Spinellim, zwolenniku likwidacji państw narodowych, i jego neomarksistowskim Manifeście z Ventotene.

– Niestety, w Unii Europejskiej, która pierwotnie – według założeń – miała być wspólnotą węgla i stali, dzisiaj mniej mówi się o ekonomii, a więcej o założeniach ideologiczno-
-lewicowych. Rzeczywiście obecna Unia Europejska niewiele ma wspólnego z jej genezą, jej początkiem,
z tym, co głosili ojcowie założyciele i jaką wspólnotę chcieli stworzyć. Dzisiaj Unia Europejska zmierza w bardzo złym kierunku i jeśli w tym nurcie myślowym nic się nie zmieni, doprowadzi to do osłabienia wszystkich państw. Będziemy mieli słabą Unię Europejską, która sobie nie poradzi ze współczesnymi wyzwaniami, których coraz więcej, oraz
z konkurencją ze strony Chin, Indii czy Stanów Zjednoczonych. W przyszłym roku odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, na które patrzymy z nadzieją, ale jeśli przyszłe wybory nie dokonają radykalnych zmian, a tylko takie mogą coś przynieść i uratować Unię Europejską i zmienić ją w sposobie myślenia i kierunkach oraz wizji rozwoju, jeśli do tego nie dojdzie, to nie wiem, czy nie należy się zastanowić z innymi państwami
i stworzyć coś na zasadzie alternatywnej wspólnoty państw, które rzeczywiście będą myśleć o własnych krajach, o państwach narodowych, mając na względzie dobro swoich obywateli.

Tylko to – zwłaszcza w takich krajach prounijnych jak Polska – musiałoby zostać poprzedzone dobrą, rzeczową kampanią informacyjną wyjaśniającą, czym dzisiaj
jest Unia Europejska, że nie jest to Unia,
do której wstępowaliśmy, a tym bardziej Unia, jaka była w zamysłach ojców założycieli...

– To prawda. Jednak analizując bilans zysków i strat, to korzyści z członkostwa w takiej Unii, jaka jest dzisiaj i jaka jest forsowana, jest niestety coraz mniej. I o tym trzeba głośno mówić, że niebawem może być tak, że nie bardzo będzie się opłacało dryfować na tym coraz bardziej rozbujanym morzu. Ponadto same pieniądze to nie wszystko, bo za żadną cenę nie można zrezygnować
z własnego rozwoju, pozbyć się niezależności, suwerenności w znacznych częściach działań gospodarczych, ale także decyzyjnych, prawnych. Suwerenność nie ma ceny, dlatego mam nadzieję, że część społeczeństw, które dostrzegają, w czym rzecz, otrząśnie się z tego letargu i dostrzeże, w jakim kierunku Unia Europejska zmierza.

Tak naprawdę to, z czym mamy do czynienia, to proces samodestrukcji. Dominacja niemiecka widoczna jest gołym okiem i sądzę, że większość państw – zwłaszcza tych mniejszych – dostrzeże problem i zauważy, że jeśli nic się nie zmieni, to ich pozycja będzie marginalna, nie będą miały nic do powiedzenia. To jest poważny problem i żeby się temu przeciwstawić, potrzebna jest dobra, rzetelna kampania medialna, co nie będzie łatwe, zważając, że większość mediów ma charakter lewicowy, sprzyjający obecnej Unii Europejskiej i narracjom socjalistów. To jest trudne, ale nie znaczy, że jest niemożliwe. Oczywiście trzeba dotrzeć do społeczeństwa z tymi informacjami, wskazać na błędy i działania prowadzące tak naprawdę
do wyniszczenia Europy. Z drugiej strony część państw sama zauważy, jak niebezpieczne jest tkwienie w takich strukturach unijnych, i po jakimś czasie zmieni sposób myślenia i podejmie inne decyzje.

                 Dziękuję za rozmowę.        

Mariusz Kamieniecki