Przybierają rzeki na Podkarpaciu
Czwartek, 4 kwietnia 2013 (15:51)Mimo śnieżyc, deszczu i odwilży na Podkarpaciu w najbliższym czasie nie powinno dojść do powodzi. Poziom rzek wprawdzie wzrasta, ale wpływ na to ma sytuacja w obwodzie lwowskim na Ukrainie, gdzie doszło do powodzi.
Jak informuje Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego, w ciągu minionej doby na podkarpackich rzekach: Wiśle poniżej Krakowa, a także w zlewni Ropy, Wisłoki, Wisłoka i Sanu zanotowano wzrost poziomu wody w strefie stanów średnich oraz wysokich.
Stany ostrzegawcze przekroczone są na rzece Osławie w powiecie sanockim oraz na trzech prawobrzeżnych dopływach Sanu na rzekach Szkło, Lubaczówka i Wisznia w powiatach lubaczowskim, jarosławskim i przemyskim.
Pogotowie przeciwpowodziowe obowiązuje w gminie Laszki w pow. jarosławskim. Stanisław Szynalik, kierownik Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Rzeszowie, w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl podkreśla, że stany alarmowe na Ukrainie są wprawdzie przekroczone, i to dość znacznie, ale u nas powodów do paniki na razie nie ma.
– Nadmiar wody wpływa na naszą stronę, co może budzić niepokój zwłaszcza w terenach przygranicznych, gdzie mogą wystąpić lokalne podtopienia – ostrzega Stanisław Szynalik.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że według prognoz meteorologicznych na najbliższe dni przewidziane są opady deszczu i śniegu.
– Na pewno do 10, 11 kwietnia w nocy będą temperatury minusowe, to powinno spowolnić proces topnienia śniegu. Wszystko zatem wskazuje na to, że wody roztopowe spłyną powoli – uważa kierownik Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Rzeszowie.
Optymistyczne jest również to, że w zbiornikach wodnych w Klimkówce, Besku i na Solinie rezerwy są znaczne, co umożliwia przyjęcie nadmiaru wody.
– Owszem, lokalne podtopienia są możliwe, ale bardziej w wyniku utrudnienia spływu wód roztopowych z pól i łąk niż w wyniku wystąpień rzek z koryt – uspokaja Stanisław Szynalik.
Największy przyrost w ciągu ostatniej doby zanotowano na Wisłoku w Krośnie, gdzie poziom rzeki wzrósł o 90 cm, ale na razie nie ma żadnych podtopień.
Mariusz Kamieniecki