• Środa, 6 maja 2026

    imieniny: Filipa, Jakuba, Judyty

Presja na kobiety

Środa, 11 października 2023 (09:57)

Z Magdaleną Guziak-Nowak, dyrektor ds. edukacji
i sekretarz zarządu Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, rozmawia Paulina Gajkowska

Jesteśmy w przededniu wyborów do parlamentu. Przed Polakami ważne decyzje. Podczas kampanii wyborczej często podnoszony był temat „praw kobiet”. Głównie jednak rozumianych na sposób feministyczny, skrajnie lewicowy. Jakie
są dziś prawdziwe potrzeby kobiet?

– Jest ich na pewno bardzo dużo, a jedną z podstawowych jest docenienie pracy kobiet w domu jako matek.
W ostatnich latach zostały wdrożone konkretne instrumenty polityki prorodzinnej, którą ja rygorystycznie oddzielam od polityki socjalnej – i to dobry krok. Jednak wyzwań wciąż nie brakuje. Stresem i obciążeniem, szczególnie dla młodych kobiet, jest łączenie pracy
z wychowaniem dzieci. Tym bardziej że taka decyzja nierzadko jest wynikiem pewnego przymusu ekonomicznego. Są mamy, które chcą i lubią pracować,
ale też takie, które z radością poświęciłyby kilka lat swojego życia dzieciom, ale nie stać ich na ten krok,
bo z pensji męża trudno się utrzymać.

Abstrahując od tego, że taki krok bywa nieprzyjemnie komentowany: „A po co się tyle uczyłaś? Chcesz stracić swój potencjał w garach?”, brakuje pozytywnego przekazu o byciu mamą w domu. A łączenie roli mamy i wydajnego pracownika, szczególnie gdy dzieci są bardzo małe, sprawia, że wiele kobiet jest dziś pod ciągłą presją, a to generuje nieustanne przemęczenie. Inne potrzeby kobiet, o których warto mówić, to np. dostęp do najnowszych narzędzi profilaktyki zdrowia kobiecego czy prawa matek po poronieniu dziecka.

Tymczasem buduje się fałszywą propagandę wmawiającą kobietom m.in. to, że podstawowym problemem w Polsce jest brak szerokiego dostępu do aborcji.

– To absurd. Partie lewicowe i sprzyjające im środowiska antynatalistyczne twierdzą, że największą potrzebą kobiet jest dostęp do aborcji. Wychodzą z założenia, że każda kobieta, starając się zajść w ciążę, cały czas ma w głowie furtkę, przepraszam za wyrażenie: „A gdyby coś było nie tak, to usunę”. Nie znam żadnej kobiety, która pragnąc dziecka i dbając o swoje zdrowie, by służyć mu od pierwszych dni życia, równocześnie obsesyjnie myślała
o aborcji. To przerażająca logika. Lewica sprowadza potrzeby kobiet do aborcji, antykoncepcji, tabletek wczesnoporonnych i in vitro. Razi mnie kolosalna dysproporcja w narracji polityków lewicy i działaczek feministycznych pomiędzy tymi tematami a kwestią choćby opieki okołoporodowej.

Z drugiej strony mamy do czynienia – tak jak wspomniałam – z ogromną presją, również formułowaną przez feministki, że kobiety powinny zrównać się
z mężczyznami, jeśli chodzi o karierę, zarobki, stanowiska itd. Celowo mówię o presji, ponieważ wiele kobiet temu ulega, co ma ogromny wpływ na ich życie i wybory.

Zmieniła się struktura demograficzna,
jak również styl życia. Wiele kobiet dzisiaj łączy pracę zawodową z byciem mamą. Powiedziała Pani, że to nie zawsze jest ich wolny wybór.

– Kilkadziesiąt lat temu, w pokoleniu moich dziadków
i rodziców, zwykle pracował tylko ojciec. Ludzie żyli skromnie, czasem doświadczając niedostatków, ale rodziców było stać na to, by mama zaopiekowała się domem – to przecież ogrom obowiązków. To zaskakujące, że dziś, kiedy obiektywnie żyjemy w o wiele większym dobrobycie, kobieta czuje przymus pracy zarobkowej. Jednak czasami faktycznie z pracy męża kilkuosobowa rodzina nie może się utrzymać. A ja widzę i słyszę,
że wiele z nas chce być w domu z dziećmi, towarzyszyć
im w ich rozwoju. Państwo powinno wspierać kobiety
w realizowaniu tego zadania – czy to nie inwestycja
w małych obywateli, w nasz kraj?

Feministki, które powinny lobbować za docenieniem takiego sposobu realizacji swojej kobiecej tożsamości, narzucają matkom jeszcze więcej oczekiwań. Sama nieraz słyszałam komentarze: „Chcesz mieć pięcioro dzieci? Ok, ale najpierw zarób na ich utrzymanie”. W przeciwnym razie nazwą cię ofiarą patriarchatu. To bolesne, niesprawiedliwe
i buduje fałszywy obraz kobiety.

Wbrew wszystkim bajkom o marzeniu o aborcji kobiety przede wszystkim pragną opieki, szacunku, poczucia bezpieczeństwa. Większość z nas nie chce udowadniać mężczyznom, że są silniejsze, bogatsze, efektywniejsze. Nie chcemy rezygnować ze swojej tożsamości, a dla wielu kobiet pierwszym wyborem, nawet w XXI wieku, jest macierzyństwo.

Czy uważa Pani, że najbliższe wybory są ważne z punktu widzenia walki o rodzinę, tradycyjne małżeństwo, a co za tym idzie  
o rzeczywiste potrzeby kobiet?

– Nie mam żadnych wątpliwości, że te wybory są bardzo ważne. Gdyby wygrała lewica, liberalna ideologia rozleje się szerokim strumieniem. W razie odwrócenia układu sił politycznych pierwszym tematem podjętym w Sejmie będzie aborcja. Drugim – środki antykoncepcyjne
i wczesnoporonne. Dla każdej kobiety najlepiej za darmo
i pewnie od 4 klasy szkoły podstawowej. Ponadto wygrana lewicy oznaczałaby wprowadzenie permisywnej edukacji seksualnej. Techniczny instruktaż, jak używać drugiego człowieka, zastąpiłby humanizujące wychowanie do życia
w rodzinie. Mam nadzieję, że do takiego przewrotu
nie dojdzie.

Jak ocenia Pani działania obecnego rządu
na rzecz poprawy sytuacji kobiet i rodzin
w Polsce?

– Plusem ośmiu lat rządów Prawa i Sprawiedliwości
jest wprowadzenie programu Za Życiem. Powinien być rozwijany, ale na pewno była to duża i dobra zmiana. Cieszy mnie także rosnąca wrażliwość na potrzeby osób niepełnosprawnych i zniesienie nieszczęsnego zakazu pracy, o co zabiegało także nasze stowarzyszenie poprzez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „STOP zakazowi pracy”. Doceniam, że politycy dostrzegli, iż wprowadzenie programu 500 Plus czy nowej ulgi podatkowej dla rodzin 4+ jest kwestią sprawiedliwości społecznej – duże rodziny płacą znacząco wyższe podatki. Jestem przekonana,
że program 500 Plus zmienił mapę biedy w Polsce.
Ten potężny transfer pieniędzy do budżetu polskich rodzin znacząco zmniejszył skalę ubóstwa wśród dzieci.
Dalej wiele rodzin korzysta też z rodzinnego kapitału opiekuńczego. Z kolei ukłonem w stronę pracujących kobiet było przyznanie emerytury paniom, które urodziły
4 i więcej dzieci.

Ale najważniejszą, najistotniejszą zmianą było orzeczenie przez Trybunał Konstytucyjny niekonstytucyjności przesłanki eugenicznej. Wiadomo, to nie była decyzja partii rządzącej lecz sędziów TK, ale o zbadanie tej kwestii przez Trybunał wnioskowali głównie posłowie PiS. A już po orzeczeniu przyjęli na siebie falę ogromnego niezadowolenia, krytyki, wulgarnych protestów.

Kiedy jednak zadamy pytanie, czy Prawo i Sprawiedliwość jest jednoznacznie partią pro-life, mam pewne obawy. Niepokoją mnie wypowiedzi czołowych polityków
o popieraniu wcześniejszego tzw. kompromisu aborcyjnego. Oczekuję, że jeśli zostaną wybrani na kolejną kadencję, zadbają o respektowanie ustanowionego prawa
i aborcja na życzenie poprzez nadużywanie przesłanki zagrożenia zdrowia psychicznego matki nie zostanie wprowadzona tylnymi drzwiami, tak jak miało to miejsce
w Hiszpanii.

Czym jeszcze Prawo i Sprawiedliwość powinno się zająć?

– Uważam, że odpowiedzią na skrajne postulaty Lewicy powinna być np. promocja hospicjów perinatalnych,
które regularnie zwracają niewykorzystane pieniądze do Narodowego Funduszu Zdrowia, bo po prostu nie mają pacjentek. Tak jak każda kobieta w Polsce wie,
że w ramach NFZ może prowadzić ciążę bezpłatnie,
tak każda kobieta powinna wiedzieć, że w sytuacji postawienia niepomyślnej diagnozy dla nienarodzonego dziecka przysługuje jej bezpłatna, kompleksowa, fachowa pomoc oferowana przez hospicjum perinatalne. Niestety, bywa, że takiej wiedzy nie mają nawet lekarze ginekolodzy i położnicy. Warto rozważyć, czy nie zobligować ich
do informowania kobiet o hospicjach perinatalnych.

Jakie – Pani zdaniem – należy podjąć kroki w celu wydźwignięcia naszego kraju
z bardzo poważnego kryzysu demograficznego? Podczas kampanii wyborczej temat ten nie był poruszany. 

– W tym temacie potrzeba ciągłej analizy socjologicznej
i analizy zmian kulturowych. Myślę, że nie wystarczy tylko dosypać pieniędzy czy wybudować kolejne przedszkola. Może warto przemyśleć wprowadzenie płatnego urlopu wychowawczego? To mogłoby pozytywnie wpłynąć na decyzję o kolejnych dzieciach. Niektóre kobiety naprawdę sądzą, że ich nie stać, bo nikt im nie powiedział, że dziecko nie potrzebuje „tego wszystkiego”: wózka, który kosztuje tyle, co auto, markowych ubranek, drogich mebli. Dziecko potrzebuje miłości. Niektóre z nas żyją w środowiskach, które nie wspierają takiego sposobu na życie, jakim jest rodzina. Inne bardzo późno zachodzą w pierwszą ciążę
– wtedy trudniej jest zostać mamą dwojga czy trojga. Jeszcze inne uwierzyły, że najpierw studia, potem praca, mieszkanie, dobry status materialny i na końcu,
gdy wystarczy czasu i sił, dzieci.

Najtrudniejsza do przeprowadzenia jest zatem zmiana mentalności, czyli doprowadzenie do sytuacji, w której
z bycia rodzicem, już nie mówiąc o byciu rodzicem wielodzietnym, nie będzie trzeba się tłumaczyć, a taki sposób realizacji swojego powołania będzie akceptowany
i szanowany. Państwo powinno promować tradycyjne małżeństwo i rodzinę – także wielodzietną czy wielopokoleniową. Co ważne, ma do tego instrumenty, choćby Telewizję Publiczną, Polski Instytut Sztuki Filmowej, ministerstwo kultury. Dlaczego takie instytucje miałyby
nie promować postaw prorodzinnych? Czy nie mogą pokazywać spełnionych kobiet matek, normalnego życia, czy emitować filmów pro-life? Dlaczego tylko dyskurs liberalny ma być obecny w przestrzeni publicznej?
Ile w ostatnich latach powstało seriali pokazujących duże, szczęśliwe rodziny? Przecież budowanie takich wzorców jest w interesie naszego Narodu, także ekonomicznym. Mamy prawo oczekiwać od konserwatywnego rządu,
aby wykonał pracę w kierunku zmiany kulturowej.

Dziękuję za rozmowę.

Paulina Gajkowska