Tędy przeszła Warszawa
Sobota, 30 września 2023 (19:19)Na terenie byłego obozu Dulag 121 upamiętniono w sobotę więźniów tego miejsca i niosących im pomoc. „Myślimy o tych, którzy tu zginęli lub zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych i obozów pracy przymusowej” – powiedziała więźniarka Pruszkowa i KL Ravensbrück Barbara Stachowicz.
Przed pomnikiem „Tędy przeszła Warszawa” zgromadzili się przedstawiciele władz i samorządu, byli więźniowie obozu i ich rodziny oraz mieszkańcy Pruszkowa i Warszawy. Dla uhonorowania działań Muzeum Dulagu 121 doradca prezydenta RP Zofia Romaszewska wręczyła jego pracownikom i organizatorom corocznych uroczystości flagę narodową przekazaną przez prezydenta.
Jak podkreślili organizatorzy tegorocznych obchodów, głos w ich trakcie mieli zabierać głównie świadkowie tamtych wydarzeń. O dramacie swojej rodziny opowiadała Barbara Piotrowska, wówczas mająca dziewięć lat. „Chociaż byłam wówczas dzieckiem, szybko zrozumiałam, czym jest niewola, utrata bliskich, głód, niewolnicza praca i wciąż zaglądająca w oczy śmierć” – podkreśliła. Do obozu w Pruszkowie została wygnana z walczącej Warszawy pod koniec września 1944 r., gdy – jak wspominała – w „pamięci zostały mi obrazy ruin, płonących domów, zwłoki ludzi i Niemcy z karabinami wymierzonymi w nas”. Przypomniała, że przez niewielki teren obozu w Pruszkowie przeszło około 600 tysięcy mieszkańców Warszawy.
„Warunki bytowania były straszne – mówiła – ale najstraszniejszy był tam strach przed rozdzieleniem z resztą rodziny”. „Pamiętam płacz dzieci, gdy były rozdzielane od rodziców. Niemcy dokonywali selekcji, kierując według własnego uznania do obozów koncentracyjnych, pracy przymusowej lub do przesiedlenia” – wspominała. W wyniku tej selekcji w październiku 1944 r. została wywieziona w głąb Niemiec. „Wtedy widziałam ojca po raz ostatni. Zginął w obozie Neuengamme koło Hamburga już po dwóch miesiącach” – mówiła Barbara Stachowicz.
O swoich przeżyciach opowiadał także Stanisław Kolanowski, mieszkaniec Ochoty. Zanim trafił do obozu w Pruszkowie, w ostatniej chwili uniknął śmierci w jednej z egzekucji ulicznych w pierwszych dniach powstania dokonywanych przez kolaboracyjną rosyjską formację SS RONA. Wspominał, że tuż przed egzekucją zapytał: „Mamusiu, czy to boli, jak się umiera?”. „Jak upadnę, to się schowajcie za mną, to może przeżyjecie” – brzmiała odpowiedź. W tym momencie egzekucję przerwał niemiecki oficer, który potrzebował ludności cywilnej jako żywych tarcz. Wraz z rodziną trafił na Zieleniak, punkt zborny dla wypędzanej ludności cywilnej utworzony na terenie targu przy Opaczewskiej, a po dwóch dniach trafił wraz z rodziną do Pruszkowa. „Tu Rada Główna Opiekuńcza prowadziła kuchnię, gdzie dostaliśmy zupę i kawałek chleba” – wspominał.
W odczytanym apelu pamięci przypomniano cywilne ofiary niemieckich zbrodni w czasie Powstania Warszawskiego oraz obozu przejściowego w Pruszkowie, a także zamordowanych i zmarłych w kolejnych miesiącach II wojny światowej.
Uroczystość zakończyła się złożeniem kwiatów przez władze państwowe, samorządowe, kombatantów, więźniów obozu Dulag 121 i mieszkańców Pruszkowa i okolicznych miejscowości.
Durchgangslager 121 był niemieckim obozem przejściowym utworzonym na terenie Warsztatów Kolejowych w Pruszkowie dla wypędzonych ze stolicy podczas Powstania Warszawskiego i tuż po jego zakończeniu. Obóz funkcjonował od 6 sierpnia 1944 do 16 stycznia 1945 roku. W tym okresie – według różnych szacunków – przeszło przez niego od 340 tys. do 650 tys. warszawiaków oraz mieszkańców podwarszawskich miejscowości, z czego od 60 tys. do 70 tys. trafiło do obozów koncentracyjnych.
JG, PAP