Katownie bezpieki - Tu ginęli Niezłomni
Narodziny w celi śmierci
Sobota, 30 września 2023 (11:17)Poruszająca historia Alicji Wnorowskiej i jej syna Stanisława
W szeregach polskiego podziemia służyło wiele kobiet. Ich rolą zazwyczaj było wspieranie formacji na polu łączności, opieki medycznej, służby kwatermistrzowskiej. Rzadziej walczyły z bronią w ręku, niemniej często płaciły za swoją postawę najwyższą cenę – były skazywane na śmierć lub więzienie.
Niekiedy kobiety obejmowały odcinki walki wymagające ogromnej odwagi i odporności psychicznej. Takim właśnie polem był wywiad, szczególnie polegający na służbie w szeregach przeciwnika.
Cechą budowanego w Polsce przez Sowietów systemu było oparcie się na rodzimych kolaborantach. Umożliwiało to działaczom konspiracji niepodległościowej wprowadzenie w szeregi aparatu represji swoich tajnych współpracowników, którzy – by wypełniać zlecone zadanie – musieli przekonująco udawać gorliwych komunistów. W przypadku jednak wykrycia, czekał ich okrutny los. Komuniści, którzy sami uporczywie próbowali wprowadzać agentów w środowiska swoich wrogów, nie wybaczali, kiedy sami zostali przechytrzeni.
Jedną z osób, które pracowały dla polskiego wywiadu w szeregach wroga, była Alicja Wnorowska. Należała do pokolenia wychowanego w II RP, urodziła się 16 października 1918 r. w Morawicy koło Krakowa. Była córką Stanisława – oficera armii austro-węgierskiej i Wojska Polskiego, i Antoniny. Wychowywała się w Przemyślu, gdzie w 1937 r. zdała maturę i rozpoczęła pracę.
Na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow niemiecko-sowiecka linia demarkacyjna, która biegła rzeką San, przecięła Przemyśl na dwie części. Alicja Wnorowska znalazła się po stronie sowieckiej. Pod okupacją sowiecką szybko pojawiły się braki towarów, a wraz z nimi głód. Rodzina Wnorowskich, jako rodzina oficera WP, liczyła się z perspektywą deportacji na Sybir, toteż spakowała najpotrzebniejsze rzeczy do walizek na wypadek nocnego najścia NKWD. Jednak Sowieci nie zdążyli deportować Wnorowskich przed 21 czerwca 1941 r. Następnego dnia Przemyśl został zaatakowany przez Niemców.
Pod okupacją niemiecką sytuacja żywnościowa mieszkańców nieco się poprawiła. Alicja, która znała język niemiecki, została skierowana do pracy w magazynach. Udało jej się też uniknąć wywózki do Rzeszy.
Potem dostała przydział do pracy w szwalni. Tam poznała o cztery lata młodszą od siebie Irenę Szajkowską, z którą się zaprzyjaźniła. Irena Szajkowska urodziła się 8 lipca 1923 r. w Przemyślu, była córką Edwarda – listonosza, i Marii. Jej starszy brat Zdzisław był żołnierzem przemyskiego obwodu ZWZ-AK. U Szajkowskich bywał też Antoni Słabosz, ps. Paweł, Stary, Węglarz – przedwojenny oficer „dwójki” (Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego), jeden z organizatorów Brygad Wywiadowczych na Rzeszowszczyźnie. Brygady Wywiadowcze były siatką wywiadu działającą w ramach tzw. administracji zmilitaryzowanej o kryptonimie „Teczka”, tworzonej w czasie wojny jako zaplecze administracyjne dla ZWZ-AK. Wywiadowcy Brygad zajmowali się zbieraniem informacji o sytuacji społeczno-politycznej w okupowanej Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem różnego rodzaju środowisk wywrotowych, m.in. komunistów.
Jednak na tym etapie Alicja Wnorowska nie była jeszcze zaangażowana w działania podziemia. Zmieniło się to w 1944 r., gdy niemiecka okupacja dobiegła końca. 27 lipca 1944 r. Przemyśl został ponownie zajęty przez Sowietów. Alicja Wnorowska znalazła pracę w lokalnej Fabryce Cukrów. We wrześniu 1944 r., za pośrednictwem Ireny Szajkowskiej, nawiązał z nią kontakt Antoni Słabosz, proponując jej dołączenie do Brygad Wywiadowczych.
Niebawem w mieszkaniu przy ul. Grodzkiej 19 w Przemyślu Alicja Wnorowska złożyła konspiracyjną przysięgę. Od tego dnia wraz z Szajkowską podlegały szefowi BW w Przemyślu, Romanowi Kluzie, ps. Czarny.
Początkowo Alicja Wnorowska jako „Ewa Czernecka” była łączniczką i przewoziła meldunki BW do klasztoru Ojców Bernardynów w Przeworsku – bazy i najważniejszego punktu kontaktowego rzeszowskich Brygad Wywiadowczych, oddając je gwardianowi o. Januszowi Rufinowi, ps. Oczko. Posługiwała się też pseudonimami Alina i Elżbieta.
Tymczasem w konspiracji zachodziły zmiany. W grudniu 1944 r. Brygady Wywiadowcze przekazano Okręgowi Krakowskiemu „Nie”, po pewnym czasie przejęła je Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj, a następnie Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”, gdzie stały się kluczową siecią wywiadu.
Jeszcze w końcu 1944 r. Alicja Wnorowska otrzymała rozkaz poszukania pracy w UB, MO lub w wojsku. Z powierzonego jej zadania wywiązała się znakomicie. Podczas jednej z zabaw w styczniu 1945 r. poznała działacza PPR, który podczas tańca obiecał jej pracę w UB. Z obietnicy się wywiązał, formalnie rozkazem z 28 lutego 1945 r. Alicja Wnorowska została maszynistką sekcji 8 Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Przemyślu, choć pracę zaczęła jeszcze w styczniu.
Był to olbrzymi sukces podziemia. Niemal natychmiast Wnorowska została przeszkolona pod kątem prowadzenia wywiadu, na co zwracać uwagę, jakie kwestie są dla wywiadu istotne. Jedną z pierwszych informacji, jakie przekazała, była lista funkcjonariuszy UB. Wkrótce zdobyła zdjęcia funkcjonariuszy, sporządziła wykazy aresztowanych i więzionych, przekazywała informacje personalne, dane z raportów i sprawozdań, i w końcu najcenniejszą z list – listę agentów UB. W wyniku działań Alicji Wnorowskiej skuteczność przemyskiego UB była mała.
W lutym 1945 r. zmieniło się kierownictwo przemyskiego UB, dotychczasowego kujbyszewiaka (absolwenta Szkoły Specjalnej NKWD w Kujbyszewie) Antoniego Zarembę zastąpił por. Józef Zapałowski. Potem stała się rzecz, której nie mogli przewidzieć nawet najlepsi oficerowie wywiadu. Otóż szef UB… zakochał się w Alicji Wnorowskiej. Porucznik Zapałowski był oficerem sowieckim z polskimi korzeniami, mówiącym po polsku potomkiem powstańców styczniowych (urodził się w 1911 r. w Czerwonym Dworze Basanowskim koło Żytomierza), wychowanym w sowieckim domu dziecka. Z zawodu był nauczycielem geografii.
Zapałowski spędzał godziny na rozmowach z Alicją, zdradzając jej przy okazji dalsze sekrety UB. Jakby tego było mało, w lipcu 1945 r. do UB w Przemyślu wprowadzono kolejną agentkę polskiego podziemia – Marię Grzegorczyk, uprzednio przeszkoloną przez Wnorowską, a sama Alicja z dniem 1 sierpnia 1945 r. została przeniesiona na stanowisko referenta personalnego. W początkach 1946 r. trafiła do szpitala, zdiagnozowano u niej tyfus. Po wyleczeniu otrzymała awans na stopień podporucznika oraz polecenie prowadzenia dalszej pracy.
W tym czasie Zapałowski został przeniesiony do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie na stanowisko naczelnika Wydziału II. 13 marca 1946 r. Alicja Wnorowska również została przeniesiona do Rzeszowa, gdzie została kierowniczką kancelarii sekretariatu WUBP. W Rzeszowie nawiązała kontakt z lokalnymi strukturami Brygad Wywiadowczych, kontynuując działania wywiadowcze. Jak jednak wspominała: „Rzeszowskie UB to była makabra. Tłum ubowców. Czułam, jak patrzą mi na ręce”. Raz jeszcze uzyskała szereg informacji, podziemie otrzymało wykazy aresztowanych i agentów, dane personalne funkcjonariuszy, schemat urzędu itp. Jednak presja była zbyt wielka i z dniem 25 kwietnia 1946 r. Alicja Wnorowska zwolniła się na własną prośbę z UB, o czym w maju poinformowała przełożonych z BW.
Po zakończeniu pracy w UB spotkała się z Zapałowskim. Niebawem dowiedziała się, że jest z nim w ciąży. Para postanowiła się pobrać, a następnie wyjechać do Krakowa i tam znaleźć nową pracę. Jednak 20 września 1946 r. oboje zostali aresztowani. Aresztowano też Irenę Szajkowską i Marię Grzegorczyk.
„Od razu zabrali mnie na zamek rzeszowski – wspominała Alicja Wnorowska. – Warunki w celi psie, potem przenieśli nas na Szpitalkę, gdzie w końcu sali jakaś kobieta umierała na gruźlicę, a razem z nią leżały trzy ciężarne. Zimno już było. Uprosiłyśmy strażnika, żeby do tej umierającej przyszedł ksiądz. Zdziwił się, że razem z gruźliczką leżą dziewczyny w ciąży. Umarła przy nas. Strasznie to wyglądało. Zostawiona bez opieki, bez lekarza. Mężczyźni z sąsiednich cel podawali nam puszki z mlekiem. Jakoś się to podgrzewało, starałyśmy się jakoś odżywiać”.
Śledztwo przeciwko Wnorowskiej i innym trwało całą zimę z 1946 na 1947 r. 27 marca 1947 r. będąca w ósmym miesiącu ciąży Wnorowska została skazana wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Rzeszowie na karę śmierci. Przewodniczącym rozprawy był mjr Jan Lubaczewski, sędzią Norbert Ołyński (ten sam, który niespełna rok wcześniej organizował publiczne egzekucje w Dębicy i Sanoku).
Oczekując w celi śmierci na wykonanie wyroku, Alicja Wnorowska 22 kwietnia 1947 r. bez żadnej pomocy urodziła syna Stanisława, po czym pozostała w celi sama z noworodkiem. Informator WiN w więzieniu na Zamku w Rzeszowie meldował „W więzieniu rzeszowskim przebywa blisko 600 ludzi. Wśród nich znajduje się kobieta Zapałowska, żona oficera b. pracownika UB [w rzeczywistości nie byli jeszcze małżeństwem – MS], którą skazano na karę śmierci. Ponieważ była w ciąży, wyroku nie wykonano. Po rozwiązaniu, które nastąpiło kilka dni temu, a trwało bez opieki przez przeciąg dwóch dni, została ona pozostawiona w strasznych cierpieniach, podczas których w nielitościwy sposób wyła jak zwierzę. Pomocy nie udzielono jej żadnej”.
Sama Alicja Wnorowska później wspominała: „Cztery tygodnie siedziałam z wyrokiem śmierci. Niemal równo miesiąc po wyroku urodziłam syna. I zniknął mój spokój. Po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna, rozpłakałam się. Patrząc na synka, zamartwiałam się, co się z nim stanie. Minął dzień, drugi, trzeci, czwarty. Byłam przekonana, że czekają tylko, żeby odstawić dziecko, żeby mnie stracić. Na czwarty dzień przyszło ułaskawienie od Bieruta. Dożywocie i utrata wszelkich praw. Odetchnęłam – więc jednak będę żyć. To syn mnie uratował”.
Przez kolejne miesiące Alicja Wnorowska wraz z dzieckiem przebywała w dwudziestoosobowej celi. „Nie tylko ja miałam dziecko, obie moje koleżanki ze szpitalnej celi też urodziły. Dzieci rosły razem. Jedna z więźniarek wystarała się o pieluszki – jej matka przyniosła na widzenie kupę rzeczy, inne podrzucały jakieś jedzenie, nawet złodziejki, które mogły wychodzić do pracy, zawsze coś ukradły, żeby pomóc dzieciom. Czuwałam nad Stasiem dniem i nocą, nie miałam pokarmu, ale udało mi się go załatwić. Kobieta, która w tym samym czasie urodziła, sprzedawała mi mleko. W tym wszystkim wychował mi się chłopak dorodny, taki, że wszyscy podziwiali. W celi było palenisko, więc udawało się podgrzewać wodę, mleko. Te, które wychodziły do pracy, organizowały drzazgi, kawałki tektury” – wspominała Alicja.
27 grudnia 1947 r. skierowano ją wraz z dzieckiem do więzienia w Fordonie. Tam syn trafił do więziennego żłobka, w którym panował brud, świerzb i pluskwy, a dzieci karmiono skisłym jedzeniem i trzymano w mroźne zimy przy otwartych na oścież oknach. W takich warunkach Stanisław zaczął podupadać na zdrowiu. Matka usłyszała od strażnika, że dziecko może „spłynąć kanałami jak inne noworodki”. W tej sytuacji Alicja Wnorowska zdecydowała się oddać synka pod opiekę swojej siostrze. Dziecko było już w tak złym stanie, że ciotka odebrała je z więzienia nieprzytomne. Odtąd chłopiec wychowywał się bez matki w Ostrzeszowie. Pierwszy raz odwiedził ją w więzieniu w wieku pięciu lat.
W 1955 r. wyrok dożywocia zamieniono Alicji na karę 10 lat pozbawienia wolności. 24 sierpnia 1955 r. została zwolniona z Fordonu. Po wyjściu z więzienia powróciła z synem do Przemyśla. Stanisław wspominał, że bardzo długo nie mógł się do matki przyzwyczaić, jeszcze jako siedemnastolatek zwracał się do niej per „pani”, a do swojej ciotki „mamo”.
Ojciec Stanisława, Józef Zapałowski, został skazany wyrokiem WSR z 1 kwietnia 1947 r. na karę sześciu lat więzienia, zamienioną na mocy amnestii na trzy lata. Trafił do więzienia w Barczewie, potem w Warszawie. Będąc w więzieniu, utrzymywał kontakty listowne z rodziną Alicji Wnorowskiej. Potem ślad po nim zaginął – prawdopodobnie został zamordowany.
W późniejszym okresie Alicja Wnorowska pracowała w Państwowym Przedsiębiorstwie Dom Książki. Wyszła również za mąż – za Józefa Czerkawskiego. Alicja Czerkawska postanowieniem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z 26 maja 2007 r. otrzymała Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Zmarła 29 kwietnia 2008 r. Została pochowana w Przemyślu. Jej wspomnienia opublikowano w pracy Skarbimira Sochy „Czerwona śmierć, czyli narodziny PRL-u” oraz w książce Łukasza Modelskiego „Dziewczyny wojenne. Prawdziwe historie”.
Syn Alicji Wnorowskiej został prezesem Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego Oddział w Rzeszowie i od wielu lat walczy o prawa dzieci więzionych w okresie stalinowskim.
Dr Mirosław Surdej IPN Rzeszów