• Piątek, 19 lipca 2019

    imieniny: Wincentego, Wodzisława

GMO przejdzie

Poniedziałek, 2 lipca 2012 (21:41)

Wszystko wskazuje na to, że przesądzona już została sprawa wydłużenia w Polsce do końca 2016 roku możliwości dodawania do pasz roślin modyfikowanych genetycznie (GMO) i stosowania ich do skarmiania zwierząt hodowlanych. Opozycja twierdzi, że rząd ulega w ten sposób lobby producentów pasz, a koalicjanci z PO i PSL bronią się, że też są przeciwni GMO, ale przede wszystkim zależy im na utrzymaniu konkurencyjności polskiego rolnictwa.

 

Obecne moratorium na stosowanie w paszach roślin modyfikowanych genetycznie, przede wszystkim soi, wygasa 31 grudnia br., a jego wydłużenie o cztery lata wydaje się pewne na 100 proc. Projekt ustawy w tej sprawie błyskawicznie przeszedł w Sejmie dwa czytania, a trzecie – czyli głosowanie nad ustawą – ma odbyć się na najbliższym, lipcowym posiedzeniu Sejmu. Ponieważ zdecydowany sprzeciw wobec ustawy zgłosiły tylko Prawo i Sprawiedliwość oraz Solidarna Polska, to już wiadomo, że w Sejmie jest za mało zwolenników wprowadzenia zakazu stosowania GMO w paszach, aby miał on szansę na przyjęcie. Paradoksalnie w zasadzie wszystkie kluby poselskie deklarują niechęć do roślin modyfikowanych, dlaczego więc zakaz stosowania ich w paszach zostanie znowu odłożony?

 Rząd: Dbamy o konkurencyjność

Minister rolnictwa Marek Sawicki zapewniał w Sejmie, że ministrowie są przeciwni GMO.

- Jeśli chodzi o stanowisko rządu polskiego w kwestii GMO, chcę wyraźnie oświadczyć: rząd jest zdecydowanie przeciw. Jesteśmy przeciwni rozprzestrzenianiu upraw roślin genetycznie modyfikowanych, jak również stosowaniu ich w paszach i importowi żywności genetycznie modyfikowanej – stwierdził Sawicki.

Ale jednocześnie przyznał, że rząd popiera poselski projekt nowelizacji ustawy o paszach, bo wydłużenie moratorium leży w interesie polskiego rolnictwa. Inaczej bowiem hodowcy zwierząt będą musieli kupować droższe pasze bez GMO, więc nie będziemy konkurencyjni wobec producentów mięsa z innych państw UE.

- Dopóki żadne z państw unijnych nie zabroni u siebie stosowania pasz genetycznie modyfikowanych, a takiego zakazu w żadnym państwie nie ma, nie możemy naszych rolników, naszego rolnictwa skazywać na niekonkurencyjne warunki na jednolitym rynku europejskim – argumentował Marek Sawicki.

Ministra rolnictwa wspierali posłowie koalicji rządzącej. Poseł Artur Dunin (PO) wskazywał, że soja modyfikowana jest o wiele tańsza od „wolnej”, a więc i pasze z niej produkowane są tańsze. Dlatego zakaz stosowania GMO podwyższy koszty hodowli zwierząt. Ponadto, jego zdaniem, zakaz dla pasz zawierających GMO jest niezgodny z prawem unijnym. Z kolei poseł Stanisław Kalemba (PSL) wskazywał, że w tej chwili Polska ma rocznie 500 tys. ton nadwyżki eksportu mięsa i jego przetworów nad ich importem. I pytał, czy w razie wprowadzenia zakazu stosowania pasz wolnych od GMO nie będzie deficytu w tym handlu i czy nie zaczniemy importować żywności zawierającej GMO.

 Opozycja: Rząd broni lobby paszowego

Na projekcie ustawy paszowej suchej nitki nie zostawiła prawicowa opozycja. Wytykała ona koalicji, że najpierw ustawę o paszach przygotowywał rząd, ale z niej zrezygnował. Projekt jako swój zgłosili posłowie PO, dzięki czemu nie trzeba było przeprowadzać długich i z pewnością gorących konsultacji społecznych na ten temat, gdyż większość Polaków jest przeciwna GMO.

Poseł Jarosław Żaczek (Solidarna Polska) przypominał, że wiele badań naukowych wskazuje na to, że stosowanie „modyfikowanych pasz” szkodzi zdrowiu zwierząt, a co za tym idzie - także ludzi. Dlatego zakaz stosowania pasz zawierających GMO w hodowli zwierząt powinien w Polsce obowiązywać. Poseł Jan K. Ardanowski zarzucał rządowi, że szantażuje społeczeństwo tym, że po zakazie dla GMO wzrosną ceny żywności. Tymczasem żywność i tak drożeje, tak samo jak modyfikowana soja.

- Ta ustawa nie rozwiązuje żadnego problemu, to działanie na rzecz lobby paszowego - stwierdził Ardanowski. I zarzucił ministerstwu rolnictwa, iż toleruje sytuację, w której polskie rolnictwo wydaje na import pasz z GMO od 3 do 4 mld zł. - Uzależniamy polską produkcję mięsa i jaj od importu soi przez kilka amerykańskich firm – podkreślił poseł PiS.

Minister Marek Sawicki nie kwestionował danych dotyczących importu pasz, ale wskazał, że w zamian mamy bardzo wysoki eksport polskiej żywności. Sawicki powiedział, że w 2011 roku sprzedaliśmy za granicę produkty, także produkowane w oparciu o te pasze, za kwotę ponad 15,1 mld euro, a nasz dodatni bilans handlowy sięgnął prawie 3 mld euro. Dzięki temu sektor rolno-spożywczy daje pracę 300 tys. ludzi. Ardanowski odpowiadał, że ten eksport w dużej mierze pochodzi z reeksportu, czyli z przetwarzania mięsa sprowadzanego do Polski np. z Danii czy Niemiec. Natomiast wyniki spisu rolnego, wskazywał poseł PiS, pokazują, że produkcja trzody chlewnej w Polsce osiągnęła poziom z lat 50. XX wieku, kiedy odbudowywaliśmy pogłowie zniszczone w czasie drugiej wojny światowej.

Opozycja zaznaczyła, iż lepszym wyjściem od popierania GMO byłoby szukanie alternatywy. Nie tylko PiS i SP, ale również SLD wytykał rządowi i resortowi rolnictwa, że miały cztery lata na przygotowanie i wdrożenie programu zastępowania GMO np. roślinami strączkowymi i motylkowymi, które też są znakomitym źródłem białka. W grę wchodzi również sianie soi o odmianie anuszka, która nie jest modyfikowana, a znakomicie sprawdza się w naszym klimacie. I ten czas rząd zmarnował.

Minister Sawicki bronił się, że w 2010 roku wprowadziliśmy program wsparcia upraw roślin motylkowych i strączkowych z unijnymi dopłatami. I w tym roku te dopłaty wzrosną z 219 do ponad 500 zł za 1 ha. Ponadto rolnicy mogą dostać dopłaty do materiału siewnego kwalifikowanego w wysokości 160 zł do 1 ha. Opozycja przekonywała jednak, że program jest mocno opóźniony, wypominała też rządowi, iż gdy cztery lata temu po raz pierwszy zawieszono zakaz stosowania GMO w paszach, to posłowie opozycji przepowiadali, że w 2012 roku wróci sprawa wydłużenia moratorium na kolejne lata. I tak się zapewne stanie – głosowanie nad ustawą przewidziane jest na najbliższym posiedzeniu Sejmu, które rozpoczyna się 11 lipca.

 

Krzysztof Losz