• Czwartek, 7 maja 2026

    imieniny: Ludmiły, Benedykty, Gizeli

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Furtka do zabijania dzieci

Czwartek, 14 września 2023 (01:11)

Czy pod pozorem konieczności uregulowania kwestii medycznych dotyczących życia ludzkiego Unia Europejska przeforsuje prawo otwierające drogę do legalizacji aborcji?

We wtorek Parlament Europejski pochylił się nad kwestiami związanymi z tzw. substancjami pochodzenia ludzkiego (SoHO). Według PE procedowane przepisy mają na celu opracowanie i przyjęcie katalogu działań, które lepiej ochronią obywateli.

Środki bezpieczeństwa mają mieć zastosowanie do substancji, takich jak krew i jej składniki, a więc krwinki czerwone, białe, osocze, a także tkanki i komórki, które są wykorzystywane do transfuzji, terapii, przeszczepów lub reprodukcji wspomaganej medycznie. Tyle w teorii. Projekt jednak budzi bardzo duże wątpliwości etyczne i prawne.
– Nie ulega wątpliwości, że pewne sprawy związane z nauką trzeba uregulować prawnie. Ludzie nauki, chociaż wykonują niezwykle potrzebną pracę, muszą mieć też postawione granice. Tak jest i w tym przypadku, gdy sprawa dotyczy ludzkiego życia, a szczególnie jego początków – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Beata Kempa, deputowana Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego.

Swoje wątpliwości już teraz wyrazili księża biskupi tworzący Komisję Episkopatów Wspólnoty Europejskiej.
W specjalnym oświadczeniu wzywają oni Parlament Europejski do zmian w proponowanych regulacjach prawnych. Zwracają uwagę na fundamentalną kwestię, że życie ludzkie zaczyna się już od samego poczęcia. I także dzieci poczęte mają własną godność oraz niezależne prawo do ochrony. To, na co zwracają uwagę biskupi, to fakt,
że życie ludzkie nie jest jedynie „substancją pochodzenia ludzkiego”. – W Unii Europejskiej króluje tendencja do manipulowania nazewnictwem i pojęciami. W tej sprawie pochylamy się nad bardzo wrażliwą materią. Nazewnictwo, które jest przyjmowane przez UE, jest obowiązujące. Może to otwierać furtkę do wszelkiego rodzaju eksperymentów na ludziach. I jest to niedopuszczalne – akcentuje Beata Kempa.

Ten problem podnoszą biskupi. Przepisy, które znajdują się w sferze zainteresowania instytucji unijnych, powinny zostać tak opracowane, aby jasno stawiały granice.
– Prawo musi być ustanawiane dla człowieka, aby jemu służyć. W kwestiach dotyczących etyki, moralności i nauki nie można odwoływać się jedynie do prawa sumienia naukowca. A to dlatego, że wielu ludzi nauki ma dzisiaj przetrącone kręgosłupy moralne. Jeżeli prawodawcy nie wprowadzą w życie jasnych przepisów, które będą chronić ludzke życie, to wkrótce granice działań naukowców będą się przesuwać w nieakceptowalną stronę – ostrzega w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Artur Dąbrowski, prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej.
Jak podkreśla, jednym z celów „marszu przez instytucje”, opracowanego przez włoskiego komunistę Antonia Gramsciego, było dokonanie trwałych zmian w sferze świadomości i sumienia.

Człowiek to nie przedmiot

Komisja Episkopatów Wspólnoty Europejskiej wskazuje,
że obecnie forsowane przepisy nie mogą zostać zaakceptowane. Będą one w przyszłości rodzić poważne konflikty – niestety, dotyczące także sfery etyki. Jest tak dlatego, że będą one wyznaczać kierunek dyskusji dotyczącej życia ludzkiego w fazie prenatalnej w europejskim prawie transplantacyjnym i farmaceutycznym. Wpłyną one również na toczącą się dyskusję na temat wzmocnienia Unii Zdrowotnej UE. Zwrócono uwagę, że należy rozróżniać niezapłodnione komórki rozrodcze od zarodków. I gdyby przepisy PE nabrały mocny prawnej, okazałoby się, że nienarodzone życie ludzkie byłoby traktowane tak samo jak komórki lub inne tkanki ludzkie.
– Jest to dokument, który operuje na płaszczyźnie wyjątkowo delikatnej. Zauważmy, jak daleko postępuje rewolucja komunistyczna w Europie. Od lat podawano w wątpliwość fakt, że człowiek jest istotą ludzką od poczęcia. Teraz próbuje się sprowadzić dzieci w fazie prenatalnej – nawet nie do roli zarodków – ale do tzw. substancji pochodzenia ludzkiego. To dla ludzi nauki, etyki, dla każdego wierzącego i wrażliwego człowieka jest wielki szok – akcentuje dr Artur Dąbrowski. Jak dodaje, zmierza to do tego, aby przemodelować całą myśl etyczną i bioetyczną współczesnej Europy. – Próbuje się szeroko rozumianą medycynę sprowadzić do roli nauki zaczerpniętej ze świata techniki. W ten sposób człowiek przestaje być podmiotem, a staje się przedmiotem. Cieszy mnie to, że w tak ważnej sprawie księża biskupi nie chowają głowy w piasek, ale postanowili zabrać głos, wyjątkowo stanowczy głos – wskazuje.

Niemniej sama konieczność interwencji ze strony biskupów pokazuje niezwykle smutną prawdę o współczesnych elitach. – Dzisiejsi prawodawcy nie są już przedstawicielami grup postchrześcijańskich. To są przedstawiciele grup typowo nieludzkich, wręcz wrogich człowiekowi – podnosi prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej.

Należy także zwrócić uwagę na przymusowość przeprowadzania testów genetycznych. Może to doprowadzić do sytuacji, w której powszechna i legalna stanie się selekcja dzieci nienarodzonych ze względu
na choroby genetyczne. Biskupi nie mają wątpliwości,
że zaistnienie takiej selekcji „narusza ludzką godność”.
– Koniecznie trzeba przebijać się do świadomości człowieka i ostrzegać wszystkich przed eugeniką – selekcję dzieci podejrzanych o chorobę, także genetyczną. To był nazistowski projekt dotyczący decydowania o życiu lub śmierci: „substancja życia niewarta życia” – podkreśla
dr Artur Dąbrowski.

Biskupi obawiają się, że UE, wprowadzając nowe przepisy, które operują pojęciami nieakceptowalnymi przez człowieka sumienia, wejdzie w kolejną fazę: zmuszania krajów członkowskich do ich przyjęcia. Dlatego też chcą, aby w przepisach zawarto bezpiecznik prawny – gwarancję dla krajów członkowskich suwerennego decydowania o tych kwestiach. – To może być dużo za mało. Unia Europejska wyspecjalizowała się w deptaniu traktatów i narzucaniu swojej woli wolnym narodom. Nawet gdy łamie to ich podstawowe prawa. Czeka nas więc poważny konflikt prawny w obronie nauki, etyki i moralności – podsumowuje Beata Kempa.

Rafał Stefaniuk, AB, „Nasz Dziennik”