• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Bruksela „zadba” o ład medialny

Piątek, 29 marca 2013 (02:06)

Z poseł Barbarą Bubulą (PiS), członkiem sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, rozmawia Małgorzata Goss

Komisja Europejska rozpoczęła konsultacje społeczne na temat wolności i pluralizmu mediów. O co chodzi w tych konsultacjach?

– Jakiś czas temu weszła w życie nowa dyrektywa o audiowizualnych usługach medialnych, której zadaniem było uchwycenie problemu, jakim jest coraz bardziej skomplikowane przeplatanie się elektroniki, internetu i tradycyjnych mediów elektronicznych, takich jak telewizja, bo radio nie jest objęte regulacją europejską. Uznano, że od tej pory nie będzie się mówiło o telewizji, lecz o „audiowizualnych usługach medialnych”, włączając w to pojęcie również pewne elementy internetu oraz video na żądanie. Ta dyrektywa jest w tej chwili pod obserwacją różnych ciał UE. Próbują one znaleźć sposób, aby dyrektywa działała, ale też z drugiej strony chcą poszerzyć zakres swojej władzy. Do tej pory było bardzo jasno powiedziane w przepisach europejskich, że regulacja oraz jurysdykcja w zakresie radia i telewizji spoczywa w rękach państw członkowskich. Na szczeblu europejskim funkcjonowały jedynie zalecenia dotyczące zawartości reklamy, ochrony małoletnich itp., które nie naruszały jednak prawa państw członkowskich do decydowania, jak ma wyglądać rynek medialny w danym kraju. Stąd tak duża władza w rękach krajowych regulatorów jak nasza KRRiT. Komisja szuka drogi, aby przenieść część władzy na szczebel ponadnarodowy.

Konsultacje społeczne są elementem dyskusji nad raportem Grupy Wysokiego Szczebla w Sprawie Wolności i Pluralizmu Mediów. Czy w raporcie wskazano na istnienie zagrożeń w tej dziedzinie?

– Uznano, że jednym z zagrożeń jest fakt, że coraz bardziej treść obecna w mediach jest zależna od techniki, czyli od platform dostępu takich jak platformy satelitarne, operatorzy kablowi, internet, dostawcy internetu, dostawcy usług przesyłający sygnał na bazie częstotliwości radiowych. Rzeczywiście jest to bardzo poważny problem o charakterze globalnym. Urzędy antymonopolowe w poszczególnych krajach nie nadążają za bardzo skomplikowaną siecią powiązań wielkich koncernów międzynarodowych, posiadających łącza kablowe i częstotliwości. Zachodzi podejrzenie, że będzie zanikać niezależność pojedynczych stacji telewizyjnych, którym zostanie zablokowany dostęp do pakietów oferowanych klientom przez gigantów telekomunikacyjnych. Ponadto KE niepokoi się, że ugrupowania polityczne w poszczególnych krajach mają wpływ na media. Trzeba jednak pamiętać, że ten kij ma dwa końce. Z jednej strony KE podkreśla, że decyzje dotyczące mediów powinny być niezależne od ośrodków politycznych, ale z drugiej strony interwencje KE w takich sprawach mają charakter wybiórczy. Dotyczyły np. Węgier, którym próbowano odebrać prawo do nadzoru nad swoim rynkiem medialnym, a także Polski, ale tylko w czasach, gdy rządziło PiS. Natomiast późniejsze działania w obszarze mediów, będące dużo większym zagrożeniem dla pluralizmu, nie spowodowały interwencji KE. Mimo rażących przykładów dyskryminacji strony katolickiej i prawicowej. Stąd trzeba z dużą ostrożnością podchodzić do zapewnień, że Komisji chodzi o „niezależność ponad podziałami”. Dotychczas jeżeli KE występowała, to wyłącznie w obronie mediów lewicowych. Ponadto w tej ankiecie, którą przejrzałam, a nawet wypełniłam, są niebezpieczne, moim zdaniem, pytania, dotyczące tzw. mowy nienawiści. Wynika z nich, że ta sprawa miałaby być objęta kontrolą paneuropejską o charakterze ponadnarodowym. Czym to pachnie, to my w Polsce wiemy. Widzimy, jak nasila się kontrola i rośnie zagrożenie dla wolności słowa, gdy chodzi o wypowiadanie prawdy na temat choćby homoseksualistów czy antykatolickich rozwiązań jak eutanazja i aborcja.

Uczestnikom konsultacji podsunięto „ciastko z pieprzem”, z wierzchu realne zagrożenia, w środku lewicowa ideologia?

– Wśród tych pytań są również te, które dotyczą powstania nowego ciała łączącego kompetencje regulacyjne z pilnowaniem realizacji dyrektywy o mediach na szczeblu KE. Miałby powstać jakiś obowiązkowy, biurokratyczny twór, który pilnowałby niezależności. Z pytań ankiety przeziera intencja, aby uzyskać potwierdzenie dla takiego rozwiązania. To jest, moim zdaniem, ten niebezpieczny element, który sprawia, że nawet jeśli w Polsce doprowadzimy do pluralizmu i niezależności mediów, to możemy się spodziewać interwencji nowej urzędniczej struktury europejskiej, działającej z pozycji ideologicznych. Powstanie tego ponadnarodowego ciała będzie uzasadniane tym, że wielkie pieniądze i technologia niosą za sobą zagrożenie dla wolności mediów, co jest realnym niebezpieczeństwem. Dlatego musi nastąpić mobilizacja po stronie krajowej. Należy wymagać od urzędu antymonopolowego, aby uważniej przyglądał się krzyżowemu łączeniu własności przez właścicieli technicznych środków dostępu do mediów.

Czy konsultacje ogłoszone przez KE mają walor „konsultacji społecznych”, tj. każdy, kto chce, może wziąć w nich udział?

– To ciekawa sprawa. Otóż ankieta została przedstawiona tylko po angielsku, bez tłumaczenia na języki narodowe. Podobnie wszelkie dokumenty pomocne przy jej wypełnianiu, jak również raporty, których dotyczy, są w wersji angielskiej. Nie ma żadnych sygnałów, aby zamierzano ją przetłumaczyć na języki europejskie. Zapowiedziano wersję francuską i niemiecką, ale na razie jej nie ma, a konsultacje kończą się już 14 czerwca. Ponadto ankieta jest dość trudna, wymagająca eksperckiej wiedzy i znajomości niuansów dyrektywy o mediach. Tylko garstka ekspertów w Polsce byłaby zdolna odpowiedzieć na wszystkie pytania. Stąd określanie jej mianem „konsultacji społecznych” jest kompletną fikcją. Są to raczej konsultacje eksperckie, a nie społeczne. Przypuszczam, że ogłoszono je wyłącznie po to, aby uzyskać potwierdzenie czy też przykrywkę dla działań podjętych wcześniej, a zmierzających do ustanowienia kontroli nad mediami na szczeblu europejskim. Pytania są sformułowane w taki sposób, że trudno na nie jednoznacznie odpowiedzieć, a odpowiedzi mogą być potem różnie interpretowane.

Jak zatem powinniśmy zareagować na ankietę? Wziąć w niej udział czy zbagatelizować?

– Na podstawie tej ankiety, a właściwie dwóch ankiet, nie da się wyrazić masowego protestu w sprawie dyskryminacji mediów katolickich w Polsce, ze względu na wysoki stopień skomplikowania poruszanej materii, jak i z uwagi na niejednoznaczność odpowiedzi. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak zostaną one zinterpretowane i wykorzystane. Oczywiście ankieta powinna być dostępna w języku polskim, i ci, którzy czują się na siłach, powinni ją wypełnić. Konsultacjami powinny zainteresować się organizacje i partie polityczne, którym zależy na ładzie medialnym w naszym kraju. Wkrótce ten temat do nas wróci w postaci zmiany dyrektywy i konieczności uwzględnienia jej w naszym prawie. Brnę właśnie przez tę ankietę, aby przedstawić PiS i ewentualnie organizacjom, które się do mnie zwrócą, odpowiednie rekomendacje. Proces podporządkowywania kolejnych elementów naszej rzeczywistości biurokratycznym strukturom europejskim postępuje i musimy poświęcać coraz więcej czasu, aby monitorować, co się tam w Brukseli dzieje na polu naszych praw oraz wolności obywatelskich. Od tego nie uciekniemy. Kazus Węgier powinien dać nam dużo do myślenia.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Goss