Powolny zmierzch europejskiej lewicy
Niedziela, 27 sierpnia 2023 (18:56)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Jakie są szanse, że Frans Timmermans będzie przewodził przyszłemu holenderskiemu rządowi? Jak dotąd koalicja Partii Pracy oraz Zielonych, której przewodzi Timmermans z poparciem 18 procent, przoduje w sondażach…
– Powrót Fransa Timmermansa do polityki holenderskiej nie jest przypadkowy i jest działaniem złożonym. Z jednej strony jest to ucieczka od tego, co robił w Unii Europejskiej jako wiceszef Komisji Europejskiej, z drugiej strony jest to związane z porażką socjalistów i aferą Katargate, która
za tą formacją się ciągnie, i wreszcie jest to związane
z porażką rządu w Holandii, a Timmermans chce powrócić na krajowy grunt polityczny, aby zdobyć tekę premiera.
Z informacji, jakie posiadam, wygląda, że wyniki przyspieszonych wyborów w Holandii mogą być zaskakujące, bo do koalicji z socjalistami jest niewielu chętnych.
Co jest powodem tej niechęci?
– Program polityczny. Polityka klimatyczna, której twarzą jest Timmermans, co ma być też motywem przewodnim jego kampanii, w oczach rolników, również holenderskich, jest bardzo mocno krytykowana. Stąd też uważam, że wynik listopadowych wyborów w Holandii może być zaskakujący. Tymczasem Timmermans szuka miękkiego lądowania, a swoją ucieczkę z Brukseli próbuje tłumaczyć chęcią bycia premierem Holandii. Osobiście nie wróżę mu jednak sukcesu, aczkolwiek jak się to potoczy, do końca nie wiadomo, bo to będzie zależało od woli holenderskich wyborców.
Zanim będziemy kontynuować holenderski wątek naszej rozmowy, to poruszył Pan ważną kwestię – mianowicie aferę związaną z ludźmi z otoczenia Timmermansa.
Może więc jego odejście z funkcji wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej powinno być pretekstem do opamiętania
i rezygnacji unijnych elit z lansowania szaleńczych pomysłów „Fit for 55”?
– To będzie zależało od tego, czy zwykli ludzie
o rozsądnych poglądach, trzeźwo patrzący na świat
będą tylko werbalnie kontestować politykę Timmermansa, czy też zorganizują się i pójdą do wyborów, pozbawiając decydującego głosu i urzędów socjalistów, którzy napsuli bardzo wiele w Unii Europejskiej. Dużo zależy od ludzi. Myślę, że w Holandii sytuacja dojrzała do tego, żeby tak się stało. Natomiast odejście z funkcji premiera Marka Ruttego – w końcu liberała – i próba zastąpienia go socjalistą Fransem Timmermansem to nie jest pozytywny scenariusz. Pasmo porażek Timmermansa na gruncie unijnym, podobnie jak ekipy rządzącej Unią, z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen na czele, to wszystko powinno spowodować refleksję u wyborców.
Mam nadzieję, że Holendrzy dołożą wszelkich starań, żeby wyjaśnić i odpowiednio ocenić, jak destrukcyjną rolę względem europejskiej gospodarki odegrał Timmermans, jak kosztowna jest polityka klimatyczna i jak niepoważne
i szkodliwe są wszystkie założenia leżące u fundamentów zielonej polityki. Przeczytałem ostatnio, że samochody elektryczne słabo się sprzedają i handlujący tego typu pojazdami przestają zamawiać je u producentów. Zanosi się więc na klapę tej branży. I to może być jednym
z przejawów fiaska tego trendu i tych wszystkich polityków w Unii, którzy taką politykę lansowali. Oby tak się stało, ale zależy to od ludzi, od wyborców. Myślę, że w Polsce jest ta świadomość, również coraz więcej państw ogląda się na Polskę, czego przejawem są także pytania referendalne, które na zachodzie Europy budzą zainteresowanie i skłaniają do myślenia.
Tymczasem w Polsce próbuje się te pytania ośmieszać, podobnie jak całe referendum.
– Owszem, opozycja w Polsce próbuje je ośmieszać, ale z drugiej strony przy okazji katastrofy lotniczej z samolotem Jewgienija Prigożyna nawet niemiecka prasa zaczęła pisać, że skoro Władimira Putina stać na takie rzeczy, to może zestrzelił też samolot z polskim prezydentem, czy też
w inny sposób spowodował katastrofę smoleńską.
Wspomniał Pan, że jeśli chodzi o kampanię wyborczą w Holandii, to Timmermans wśród priorytetów wymienia właśnie ochronę klimatu. Zatem nic się nie zmieniło
i przekaz brukselski Timmermansa,
chęć zaszczepienia tej zielonej ideologii
w krajach członkowskich wciąż w nim tkwi?
– Wcale mnie to nie dziwi, bo lobby zielonych inwestorów wciąż jest bardzo silne, wpływowe. Oni muszą głosić tę swoją ideologię, bo hale magazynowe są pełne rozmaitego sprzętu związanego z fotowoltaiką czy z farmami wiatrowymi itd. Akcesoria te zostały zakupione m.in.
w Chinach, a niekoniecznie wyprodukowano je w Unii Europejskiej i tym, którzy zainwestowali w ten zielony biznes miliardy euro, zależy na tym, żeby ten sprzęt upychać i zarabiać krocie. Ponadto narracja socjalistów idzie temu w sukurs, bo to jest ich program. Jednak jak analizuję notowania zielonych w Niemczech, gdzie tracą poparcie, to myślę, że te wszystkie opowieści Timmermansa sprawią, że nie wygra on wyborów
w Holandii, a to z kolei będzie bardzo pozytywne
i zyskowne dla samych Holendrów oraz dla Unii Europejskiej.
Szyki Timmermansowi może pomieszać formacja Nowa Umowa Społeczna, której przewodzi prawicowy poseł Pieter Omtzigt, spore szanse ma także liberalna prawica – formacja byłego już premiera Marka Ruttego Partia Ludowa na rzecz Wolności
i Demokracji (VVD) z nową liderką Dilan Yesilgoz. Tak więc droga do funkcji premiera dla Timmermansa nie będzie łatwa i prosta?
– Upadek rządu Marka Ruttego w Holandii z pewnością
jest czymś pozytywnym dla Holandii, ale również dla Unii Europejskiej. Nie ma wątpliwości, że Rutte był powiązany
z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, który wraz z Angelą Merkel prowadził liberalną i zieloną politykę,
a Timmermans był oczywiście w tym gronie. Natomiast nowe siły polityczne w Holandii – o czym pan redaktor wspomniał – rzeczywiście mają ogromne szanse zdobyć mandaty w parlamencie i pokusić się o przejęcie władzy. Przed wakacjami rozmawiałem z Holendrami, którzy ostrzyli sobie szable na to, co zadzieje się w Holandii po upadku rządu Marka Ruttego, i twierdzili, że nowe formacje mają spore szanse realnie zaistnieć na scenie holenderskiej i pokrzyżować plany socjalistom oraz liberałom – najpierw na gruncie holenderskim, a następnie w innych krajach,
co będzie wpływało na rządy w Unii Europejskiej.
Może się zatem zdarzyć, że Timmermans zostanie z niczym?
– Nie wykluczałbym również takiego scenariusza. Natomiast trzeba pamiętać, że bieda mu nie grozi, zwłaszcza że otrzyma sowitą emeryturę.
Emerytura emeryturą, ale – jak podaje dziennik „De Telegraaf” – po odejściu z funkcji komisarza w Brukseli Timmermans będzie otrzymywał przez dwa lata tzw. dodatek przejściowy, a ponadto odprawę…
– To tylko pokazuje, że ludzie pokroju Timmermansa
są dobrze zabezpieczeni finansowo i przygotowani na wypadek ewentualnej utraty stanowisk czy wpływów. Timmermans będzie miał z czego finansować kampanię wyborczą. Natomiast nie jestem pewien, czy dzięki majątkom i fortunom, jakie zgromadzili zieloni
i liberałowie, uda im się kupić głosy wyborców – osobiście nie sądzę. Przeciw ich polityce będą rolnicy, cały przemysł holenderski. To wszystko, co dzieje się w tej chwili w Unii Europejskiej – bardzo wysoki koszt funkcjonowania firm, zapowiedzi nowych podatków – nie cieszy się popularnością w poszczególnych krajach członkowskich.
Miejmy więc nadzieję, że to niezadowolenie zdyskontuje prawa strona, racjonaliści, eurorealiści, i pozbawi władzy socjalistów holenderskich. To też będzie powiązane z tym, co w tej chwili dzieje się w Hiszpanii, gdzie – jak wiemy – król Filip VI powierzył misję stworzenia rządu liderowi centroprawicowej Partii Ludowej, która w lipcowych wyborach parlamentarnych zdobyła największe poparcie. Dopiero we wrześniu w parlamencie hiszpańskim zapadnie decyzja co do tego, czy Alberto Nunezowi Feijoo uda się sformować rząd, czy może będzie konieczność rozpisania nowych wyborów, jednak trzeba na to wszystko patrzeć
w kontekście wyborów do Parlamentu Europejskiego, które czekają nas w czerwcu przyszłego roku. Obserwując wydarzenia na scenie politycznej, mam nadzieję, że eurorealiści zaczną rządzić Unią Europejską, co może być
z korzyścią dla Polski oraz Unii.
Co, w Pana ocenie, jest większym zagrożeniem: Timmermans jako wiceszef Komisji Europejskiej ze swoimi szaleńczymi ekologicznymi pomysłami czy Timmermans jako premier Holandii? Pytam o to w kontekście rezygnacji tego polityka z funkcji unijnej i postawienia na politykę krajową.
– Myślę, że wielkiej różnicy między jednym a drugim nie ma, bo Bruksela jest jednak centrum dowodzenia Unią Europejską – mam na myśli liberałów, socjalistów
i zielonych. Właśnie to centrum decyduje o tym, co i gdzie się zadzieje. Dlatego to, czy Timmermans jest w Komisji Europejskiej czy na stanowisku premiera Holandii, nie zmienia faktu, że jest dla tych elit ważnym, wpływowym politykiem, a w związku z tym także jako premier Holandii i jego sposób rządzenia może mieć znaczenie dla Wspólnoty. Mając jednak na uwadze, co ekipa Merkel, Timmermansa, Macrona zrobiła z Unią Europejską – osłabiając ją w rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi czy Chinami – mam nadzieję, że to wszystko będzie działało
na wyobraźnię ludzi w poszczególnych krajach, którzy nie takiej Unii oczekiwali, jaką stworzyli liberałowie, lewica
i zieloni. Bunt przeciwko zielonym, przeciw ich polityce powstaje właściwie wszędzie, w każdym kraju Unii Europejskiej. Dlatego należy dołożyć wszelkich starań, żeby – czy to w Holandii, czy w innych krajach, a także
w Unii Europejskiej – pozbawić ich władzy.
Czy i na ile prawdopodobne jest, że Frans Timmermans został wysłany przez te lewackie elity brukselskie do Holandii, aby wygrać wybory, a tym samym zatrzymać marsz prawicy w Europie?
– Oczywiście, że można powiedzieć, iż międzynarodówka socjalistyczna wysłała Timmermansa z powrotem do polityki holenderskiej. Ale to jest jeden aspekt, natomiast ucieczka przed kryzysem, jaki zgotował swoją bezrefleksyjną polityką i wizją zielonej Europy oraz odpowiedzialnością związaną z aferą Katargate, to także istotny motyw jego ucieczki do Holandii. Timmermans liczy więc na przetrwanie w polityce. Natomiast z uwagi na aferę Katargate socjaliści są wstydem dla koalicji, jaka rządzi w Unii Europejskiej, a Timmermans jest jedną z ważniejszych twarzy socjalistów, więc zapewne wraca do Holandii, aby na chwilę się ukryć, aż sprawa przycichnie.
Nie oznacza to oczywiście, że korzystając z okazji, nie będzie chciał zamieszać Holendrom w głowach – podobnie jak Donald Tusk w Polsce. Mamy zatem próby powstrzymania prawicowego frontu w Unii Europejskiej, zwłaszcza że w Finlandii czy w Szwecji ludzie wybrali rządy formacji bardziej centrowych niż socjalistycznych, jak to było wcześniej. Tak czy inaczej oddelegowanie Fransa Timmermansa do Holandii może być pewnym zabiegiem Brukseli, ale myślę, że bardziej jest to ucieczka tego polityka przed odpowiedzialnością. Unia Europejska przegrywa gospodarczo i chyba nie do końca chce świecić oczami za zieloną politykę Timmermansa. Tym bardziej że pojawia się konflikt między szefem Europejskiej Partii Ludowej Manfredem Weberem a Ursulą von der Leyen
co do tego, kto ma być w przyszłości szefem Komisji Europejskiej. Do gry wchodzi też szefowa Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola, która też ma chrapkę
na schedę po von der Leyen. Niemcy z kolei marzą o tym, żeby Ursula von der Leyen została szefową NATO. Jak widać, pod koniec kadencji Parlamentu Europejskiego dzieje się bardzo dużo i trzeba to obserwować, trzymać rękę na pulsie. Co by jednak nie powiedzieć, najbardziej odpowiednim słowem na podsumowanie rządów w Europie lewicy, liberałów i zielonych jest kompromitacja. Wyniki gospodarcze i kryzys Unii Europejskiej są najlepszym dowodem, że ci ludzie nie potrafią rządzić, w związku
z tym tej ekipie nie można pozwolić na kontynuację rządów i dalsze niszczenie Europy.