Dziś w „Naszym Dzienniku”
Rolnicy potrzebują stabilności
Sobota, 26 sierpnia 2023 (02:09)Z Janem Krzysztofem Ardanowskim, przewodniczącym Rady do spraw Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP rozmawia Rafał Stefaniuk
Druga połowa sierpnia to czas ostatnich prac na polach i początek dożynek. Jak dużo zawdzięczamy naszym rolnikom?
– Bardzo dużo i o tym trzeba przypominać na każdym kroku. Wiele osób w naszym kraju uważa, że żywność była, jest i będzie. Twierdzą, że ostrzeżenia o zagrożonym bezpieczeństwie żywnościowym są nadużyciem. Ile to już razy słyszałem słowa: jakby co, to się kupi za granicą, choćby na Ukrainie. Na bezpieczeństwie żywnościowym musi zależeć każdemu, bo każdy z nas musi codziennie jeść. Bez żywności nie przeżyjemy. A więc całe nasze państwo, wszystko to, co mamy, jest uzależnione od dobrze funkcjonujących gospodarstw rolnych. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że decyzje – strategiczne dla państwa polskiego – zapadają przy stołach rodzin rolniczych. Gdy ojciec z matką planują, co zasieją, na jakiej powierzchni i czy rozwiną lub zwiną hodowlę zwierząt. To wszystko składa się w wielki system. Ciężka praca mieszkańców wsi sprawia, że jesteśmy bezpieczni. Nie import. Kraje, które są od niego zależne, muszą drżeć o przyszłość. Wojna na Ukrainie uwidoczniła, jak zawodne są łańcuchy żywnościowe. Rosja pokazała, jak łatwo można miliony ludzi z dnia na dzień wpędzić w głód. Wystarczy odciąć dostawy. O rolnikach trzeba cały czas pamiętać – nie tylko w czasie dożynek, które zaczynają się w całej Polsce. Wówczas nawet ci, którzy nie interesują się sprawami rolnictwa, zwrócą uwagę na problemy wsi.
Poza tym decydenci wciąż za dużo deklarują, a za mało robią.
– Tak, to prawda. Chodzi przecież nie o to, aby kolejni politycy urządzali pokazowe spotkania z mieszkańcami wsi i z wielką uwagą komentowali ich problemy w mediach, ale żeby zaczęli wreszcie słuchać tego, co środowisko ma do przekazania. Na tym mi najbardziej zależy. Ludzie, którzy nas żywią, mają realne problemy.
Rolnicy to także ta grupa społeczna, która bardzo zaznaczyła się w najnowszej historii Polski. W ostatnich latach podjęto wiele działań, by przywrócić pamięć w tym obszarze.
– Jestem dumny z tego, że przy udziale prezydenta Andrzeja Dudy uczestniczyłem w tym procesie przypominania o roli, jaką rolnicy odegrali w państwie polskim w ciągu ostatnich 100 lat. To im zawdzięczamy zniszczenie armii bolszewickiej w wojnie 1920 r. Aż 70 proc. stanu Wojska Polskiego tworzyli wówczas rolnicy. Partyzantka II wojny światowej mogła funkcjonować, bo miała wsparcie rolników. Potem wspierali oni Żołnierzy Wyklętych. Gdyby nie wieś, to żaden oddział – II wojny światowej i powstania antykomunistycznego – nie byłby w stanie wytrzymać w lesie kilku tygodni. Walka z komuną po wojnie była dużo szersza. Zachowali prywatną własność ziemi – co w tamtych czasach nie było takie oczywiste. Współpraca wsi i Kościoła doprowadziła do tego, że utrzymaliśmy etos narodowy. To nas uchroniło przed pełną indoktrynacją znaną z innych państw tzw. demokracji ludowej. Potem przyszła „Solidarność” i również rolnicy brali udział w jej powstaniu. Potem nadszedł czas tzw. transformacji, a wraz z nią jedna z największych patologii współczesnej historii Polski – złodziejska prywatyzacja. Dzisiaj już nikt nie pamięta tego, ile wówczas ludzi i rodzin zostało uratowanych przez wieś. Ludzi z dnia na dzień wyrzucano z pracy. I to wieś wchłonęła to ogromne bezrobocie. Już miasto zapomniało o tym, że znajdowało oparcie w rodzinach na wsi? Już wymazano te obrazki z pamięci, gdy bliscy ze wsi wozili do miast żywność, żeby wesprzeć swoich krewnych w tych trudnych czasach?
Bardzo zmieniło wieś nasze członkostwo w Unii Europejskiej?
– Praca stała się dużo lżejsza. W wolnej Polce – także dzięki członkostwu w UE – pojawiły się maszyny i urządzenia, które ułatwiają pracę. To wszystko świadczy o postępie. Jednak pociągnęło to także za sobą niebezpieczeństwa. Kluczowym z nich jest niestabilny rynek. Chwilowe zwyżki lub spadki cen – one nie są dla rolników dobre. Oczekiwałbym jednak stabilności. Tak abyśmy mogli przewidzieć to, co się będzie działo w kolejnych latach. Niestety, nawet dobre gospodarstwo może zbankrutować w wyniku nieprzewidzianych zdarzeń losowych. Dlatego rząd musi dbać o przewidywalność rynku. Aby rolnicy i producenci mieli w nim istotny udział. Trzeba wyeliminować patologię, która nabrała rozpędu po naszym wejściu do Unii Europejskiej – rozpanoszenie się pośredników. To są pasożyty, które żyją z ciężkiej pracy rolników. Trzeba chronić własny rynek i nie dopuszczać do sytuacji jak ze zbożem z Ukrainy. Potem takie wydarzenia, które były błędem, głupotą, a może też celowym działaniem, są wykorzystywane do poróżnienia wsi z rządem. A rząd musi to awaryjnie ratować – idą na to miliardy złotych z budżetu państwa polskiego – nie z Unii Europejskiej.
Jak dziś wygląda życie na obszarach wiejskich?
– Poprawia się z roku na rok. Przeznaczyliśmy na ten cel miliardy złotych, olbrzymie pieniądze. Trafiają one w kolejnych programach rządowych do gmin wiejskich. Cieszę się, że te gminy – często bardzo biedne, bo o znikomych dochodach własnych – nauczyły się korzystać z rządowych programów. I tak: poprawiają jakość wodociągów i kanalizacji. Remontowane są drogi lub powstają nowe, o dużo wyższym standardzie. Powiększa się sieć zaopatrzenia w energię elektryczną. Powszechny staje się dostęp do szerokopasmowego internetu. Wzrasta też jakość usług społecznych – szkół, przedszkoli i żłobków. W dalszym ciągu potrzebna jest wielka praca. Analizy, do których mamy dostęp, wskazują, że niedostatki cywilizacyjne są na wsi dużo bardziej dokuczliwe niż w miastach. Na obszarach wiejskich musimy dalej bardzo dużo inwestować. Zadaniem państwa jest to, aby mieszkańcy wsi byli tak samo szczęśliwi i mieli takie same szanse, jak mieszkańcy Warszawy czy Torunia. A rolnicy wiedzą, na czym polega ich misja. Nie mogą być traktowani jak gorsza część społeczeństwa. Niektórzy tak na rolników patrzą, a przecież chłopi nie chcą jałmużny, tylko zabiegają o to, żeby utrzymać się z dochodów, które przynosi im gospodarstwo. Dotacje mogą być tylko dodatkiem. Problemem jest to, że o życiu wsi chcą decydować mieszkańcy miast. To jest myślenie wielu partii, chociaż wydaje mi się, że dzisiaj Prawo i Sprawiedliwość najbardziej rozumie wieś.
Pomimo błędów, których było w ostatnich latach bardzo dużo?
– Tak, było ich bardzo dużo i nigdy nie bałem się o nich mówić i krytykować poczynań moich kolegów. Wielokrotnie zabierałem głos w trudnych tematach – czy to na łamach „Naszego Dziennika”, czy to na antenie Radia Maryja i Telewizji Trwam. Ale prezes Jarosław Kaczyński chce wyciągać wnioski z każdego błędu, aby PiS ich nigdy już nie powtarzało. Naprawa sytuacji jest przeprowadzana często bardzo chaotycznie. Ale staramy się rozwijać wieś. Przygotowywać programy naprawcze. Inni nie mają żadnych programów. Nikt poza PiS nie jest w stanie zapewnić dobrej przyszłości polskiej wsi. Wieś to nie jest elektorat, to serce Polski, które dla niej bije.W ubiegłym roku wartość eksportu produktów rolno-spożywczych wyniosła 47,6 mld euro, a saldo wymiany handlowej +15,5 mld euro. To potężne liczby.
Eksport napędza polskie rolnictwo?
– Jest bardzo ważny, bo jesteśmy krajem nadwyżkowym – produkujemy dużo więcej żywności, niż jesteśmy w stanie zjeść. Dlatego tak mocno musimy się bronić przed żywnością z Ukrainy. Z pewnością możemy produkować żywności dużo więcej i dzielić się nią z potrzebującymi na świecie. Do danych z eksportu trzeba podchodzić też racjonalnie. Wartość eksportu wzrosła, bo wzrosły ceny żywności – wolumen się nie zmienił. W części jest to żywność reeksportowana – np. kawa, herbata czy cytrusy. Dużo ważniejsze jest to, co produkujemy w kraju. Tu też nie jest najgorzej, jesteśmy liczącym się krajem w produkcji żywności na świecie. Trzeba ten trend podtrzymywać. Jesteśmy dzisiaj w mniej więcej 80 państwach i tam się trzeba utrzymać. A to się uda, gdy będziemy rozwijać rolnictwo, a nie je zwijać – jak chce tego Unia Europejska.
Co jest naszym znakiem firmowym? A co daje nadzieje i przy poważnym planie rozwoju może nam przynieść niezłe dochody?
– Naszym znakiem rozpoznawczym są i będą wyroby mleczne. Chociaż ten sektor przeżywa poważne problemy, to jednak jest dla nas bardzo ważny. Jesteśmy silni w produkcji cukru. Hitem eksportowym są polskie słodycze. W krajach arabskich i na Bliskim Wschodzie najbardziej rozpoznawalną i poszukiwaną polską marką spożywczą jest krówka. Produkty cukiernicze to jest coś, co może dać nam dużo dobra. Możemy stać się też najważniejszym w Europie dostawcą soku jabłkowego i koncentratu jabłkowego. Ale nie może to być zdominowane przez zachodnie firmy, które duszą sadowników. Dlatego musimy powrócić do polskiego kapitału, bo dzisiaj zachodnie firmy pasożytują na naszym rolnictwie.