• Poniedziałek, 21 czerwca 2021

    imieniny: Alicji, Alojzego, Demetrii

Rodzina receptą na kryzys

Poniedziałek, 2 lipca 2012 (09:03)

Pora, by każdy, kto lekceważył dotychczas politykę prorodzinną w Polsce, nabrał mądrości. Podniesienie wieku emerytalnego, posyłanie sześciolatków do szkoły podstawowej w celu pozyskania na rynku pracy danego rocznika wcześniej, zamykanie szkół - to wszystko jest częścią konsekwencji wynikającą z braku spójnej, długofalowej polityki zmieniającej niekorzystne trendy demograficzne.

Wymienione zabiegi są "dojutrkowymi" działaniami niezmieniającymi trwale sytuacji, słusznie budzącymi duży opór społeczny. Proponowanie pracy do 67. roku życia, a w przyszłości i dłużej, połączone z odgórnym założeniem, że sytuacji nie można odwrócić, i traktowanie nas przez rządzących niczym społeczeństwa z mitologii japońskiej określanego jako "soshika", skazanego na samozagładę z powodu braku potomstwa, świadczy o wyjątkowym niezrozumieniu tematu oraz o krótkowzroczności.
Ogólnospołeczne poruszenie odnośnie do podniesienia wieku emerytalnego, choć słuszne, niestety było nastawione raczej na targowanie się, jak długo mamy pracować, a nie jak wpływać na dzietność w kraju czy jak zreformować niesprawiedliwy system emerytalny. Obecny system dyskryminuje osoby posiadające i wychowujące dzieci względem różnego rodzaju singli żyjących wygodnie, ponieważ ich zarobki z natury są wyższe niż tych, którzy posiadają dzieci, z prostej przyczyny - mogą się w większym wymiarze skoncentrować na pracy. Z kolei nasze dzieci będą zmuszone utrzymywać emerytury tych, którzy wybrali samorealizację.

Dehumanizacja życia

Tragiczna sytuacja demograficzna nie jest tylko konsekwencją wspomnianych chaotycznych działań rządzących i braku ich wizji. Jest również wynikiem głębszych procesów cywilizacyjnych. W tym procesie cywilizacyjnym mamy do czynienia z przewartościowaniem, a nawet kryzysem pewnych wartości. Z jednej strony mamy ogromną potrzebę istnienia przestrzeni przyjaznej rodzinie i dzietności, to jest wspaniałe. Z drugiej istnieje uzależnienie naszych naturalnych potrzeb od sytuacji ekonomicznej, a to już jest głęboko destrukcyjne. Powszechne warunkowanie posiadania dzieci zasobnością portfela sprowadza dzieci do pozycji budżetowej. Jest to po prostu dehumanizacja przedkładająca relacje miłości panujące w rodzinie nad koszty, jakie pociąga za sobą wychowanie dziecka.
Czy prawdziwa jest taka bezpośrednia teza o korelacji między portfelem a liczbą posiadanych dzieci? Za przykład niech posłuży sytuacja demograficzna w Polsce po II wojnie światowej. Wówczas żyło nam się kilkanaście razy gorzej, a to właśnie wtedy przeżywaliśmy boom urodzeniowy. Kolejnym przykładem niech będzie stan wojenny, kiedy poziom naszego życia był kilkakrotnie niższy oraz nie był naznaczony wielkimi perspektywami. Również wtedy mieliśmy doświadczenie znaczącego wzrostu liczby potomstwa.

Mentalność zakładająca brak zgody na obniżenie dotychczasowego poziomu życia, przedkładająca samorealizację intelektualną czy zawodową nad poświęcenie się drugiej osobie, łatwo znajduje wymówkę w niedostatecznej zamożności. Składa się to na niechlubną 209. pozycję Polski na 222 państwa co do liczby dzieci przypadających na kobietę w wieku predysponującym ją do posiadania potomstwa. Jeżeli bardziej niż tą statystyką przejmujemy się miejscem naszej reprezentacji piłkarskiej (o wiele wyższym) w rankingu UEFA, pokazuje to, jak poważnym kryzysem wartości ogarnięta jest nasza kultura.

Rodzina miarą szczęścia


Kiedy mówimy o zachodzących procesach cywilizacyjnych negatywnie wpływających na społeczeństwo, tak jak nie wszystko możemy zrzucić na karb nieodpowiedzialnych rządzących, tak i nie wszystko możemy przypisać demoralizującemu wpływowi większości mediów mainstreamowych, których wpływu na opinię publiczną, a zarazem na postawy oczywiście nie można lekceważyć, ale też nie ma co przeceniać.


Faktem jest, że model życia, który lansują, nie sprzyja wartościom, jakie ze sobą niesie rodzina. Zazwyczaj postępem nazywają nieograniczone otwarcie na zepsucie moralne, a nie stopień otwarcia na umiejętne korzystanie z osiągnięć techniki. Zwróćmy jednak uwagę, że nie posiadając podstawowej prawdy o człowieku, muszą się uciekać do prezentacji kłamstwa opartego na kosztownej maszynie propagandowej.

Antropologiczna prawda o człowieku, mówiąca, że jest on powołany do życia przez Boga na Jego obraz i podobieństwo, w perspektywie czasu oprze się każdej fałszywej propagandzie, która - miejmy nadzieję - zwyczajnie zbankrutuje. Ta prawda o człowieku jest bardzo głęboko wpisana w naszą naturę.

Wystarczy popatrzeć na badania opinii publicznej, z których wynika, że ponad 90 proc. Polaków za miarę swojego spełnienia uważa rodzinę.

Tymczasem takie pojęcia jak praca, pieniądze czy zdrowie znalazły się na dalszych pozycjach. Miarą naszego szczęścia jest po prostu rodzina i takie jest nasze głębokie pragnienie, choć nie zawsze postawa - o czym mogą świadczyć różnego rodzaju patologie, jak chociażby wysoka liczba rozwodów, późno zawierane małżeństwa czy brak otwartości na potomstwo. Jednak przykładem tego, że wielu Polaków stawia na rodzinę, zwłaszcza względem krajów zachodnich, mogą być Marsze dla Życia i Rodziny, w których w tym roku w 48 miastach brało udział 75 tys. osób. Było to również ogromne świadectwo radości, jaką daje nam życie rodzinne, a swoją frekwencją biją one na głowę marsze promocji wszelkich odmian dewiacji.

Uczestnicy Marszów dla Życia i Rodziny wyraźnie dopominali się przestrzeni przyjaznej rodzinie oraz długofalowej polityki prorodzinnej, o czym świadczy przyjęta na nich deklaracja formułująca konkretne postulaty i wskazująca obszary, w których rodziny powinny mieć o wiele więcej do powiedzenia (deklaracja dostępna na www.politykaprorodzinna.pl). Apel ten skierowany był zwłaszcza do polityków, których zdecydowanie powinniśmy przestać dzielić ze względu na przynależność partyjną, a na takich, którzy rodzinie sprzyjają lub ją dręczą.

Polityka a rodzina


Społeczne wołanie o politykę prorodzinną spotyka się z coraz większym zainteresowaniem ze strony klasy politycznej. Sam prezydent zaproponował swoją osobę jako rzecznika sprawy polityki prorodzinnej i o ile własny przykład wielodzietnej rodziny mógłby go do tego miana upoważniać, o tyle zaplecze doradców, jakimi się otacza, dyskredytuje go całkowicie. Osoba, która nie odróżnia zapłodnienia in vitro od faktycznej pomocy małżeństwom bezdzietnym, nie powinna reprezentować spraw rodziny na polu debaty publicznej.

Czy możemy zatem liczyć na polityków, że wprowadzą w Polsce oczekiwane zmiany? Jestem sceptyczny. Decydenci w tej dziedzinie od 1989 r. wielokrotnie się skompromitowali i wątpię, by społeczeństwo miało nadal do nich zaufanie, że są w stanie sprostać oczekiwaniom.

Tutaj otwiera się pole dla organizacji pozarządowych będących bliżej rodzin, szczególnie dla tych, które są tworzone przez rodziny. Przestrzeń ekonomiczna przyjazna rodzinie jest również istotna i potrzebna, wszak choć miłość i relacje w rodzinie powinny być dominujące, to - mówiąc potocznie - "samą miłością dzieci nie wykarmimy". O tę przyjazną przestrzeń trzeba się zatroszczyć. Stąd nie dziwi liczne uczestnictwo rodzin w Marszach dla Życia i Rodziny, które w tym roku odbyły się pod hasłem "Rodzina receptą na kryzys" - hasłem, które nie tylko jest estetyczne marketingowo, ale przede wszystkim opisuje konkretną rzeczywistość.


Gospodarka a rodzinny biznes


Większość małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce to firmy rodzinne, które z kolei odpowiadają za dominującą część PKB, a model funkcjonowania rodziny w czasie kryzysu śmiało może być wzorem dla instytucji państwowych, finansowych czy przedsiębiorstw. Między innymi z tego powodu rodzinie należy się przywrócenie właściwego prestiżu, także w przestrzeni fiskalnej.


Dziś system podatkowy karze tych, którzy zdecydowali się podjąć trud wychowawczy, a w przyszłości to ich dzieci będą pracowały na tych, którzy dzieci mieć nie chcieli. W tym kontekście niedawno zgłoszony postulat środowiska Centrum Adama Smitha jawi się jako bardzo rozsądny i sprawiedliwy, by rodzice dysponowali głosem wyborczym swoich niepełnoletnich dzieci. Postulatem zawartym w deklaracji przyjętej przez uczestników wspomnianych marszów jest, by środki, które zostały wypracowane przez rodzinę, w jak największym stopniu w niej pozostały. W związku z tym rodzice powinni mieć możliwość ujęcia wszystkich członków rodziny w rozliczeniu podatku dochodowego.

Również praca powinna być w zdecydowanie niższym stopniu opodatkowana. Dziś procent jej opodatkowania stawia ją w szeregu dóbr luksusowych obłożonych podatkiem akcyzowym. Reasumując, jeżeli ktoś jeszcze przejmuje się bardziej rankingiem reprezentacji piłkarskich niż zapaścią demograficzna czy szerzej - kryzysem cywilizacyjnym, to trzeba powiedzieć wyraźnie: polityka prorodzinna, głupcze!

 

 


Autor jest członkiem Zarządu Fundacji Narodowego Dnia Życia.

Jarosław Kniołek