Megabatalia o rodzinę
Czwartek, 28 marca 2013 (02:03)Przed Sądem Najwyższym w Waszyngtonie ruszyły przesłuchania w sprawie uzurpacji definicji małżeństwa przez układy homoseksualne.
Dziewięciu sędziów wysłuchało wczoraj opinii stron w kwestii legalizacji w Kalifornii związków jednopłciowych pod szyldem małżeństw. Posiedzenie trwało półtorej godziny. Formalnie sąd nie zajmuje się moralnym kontekstem sprawy; pytanie ma charakter czysto prawny, jednak sędziowie odnosili się do zasadniczego problemu fundamentalnej dla społeczeństwa zmiany rozumienia istoty małżeństwa i rodziny.
– Jedną rzeczą, co do której w tej sprawie wszyscy się zgadzamy, jest fakt, że małżeństwo jest bardzo ważne. Jest ono budulcem społeczeństwa i jego ochrona jest istotna dla ochrony społeczeństwa. Tradycyjne małżeństwo zaś liczy tysiące lat – stwierdził sędzia Samuel Alito.
Zarówno Alito, jak i inni sędziowie wskazywali, że zakorzenionego w naturze rozumienia definicji małżeństwa nie można zmienić bez żadnych konsekwencji i ma ono głęboki sens, którego nie da się wyjaśnić jedynie „dyskryminacją homoseksualistów”.
– Nie sądzę, żebyśmy mieli prawo mówić o wykluczeniu pewnej grupy. Przecież gdy instytucja małżeństwa rozwijała się historycznie, nikt nie zadecydował w pewnym momencie: dobrze, niech będzie ta instytucja, ale bez homoseksualistów. Ona po prostu rozwinęła się w związku z celami, które z natury nie dotyczą homoseksualistów – argumentował prezes sądu John Roberts.
Pełnomocnik obrońców poprawki nr 8 dowodził, że kalifornijskie ustawodawstwo nie stanowi dyskryminacji płciowej, co także próbowano zarzucać.
– Wszystkie stanowe i federalne sądy apelacyjne, z wyjątkiem Hawajów, zgodziły się, że nie ma mowy o dyskryminacji płciowej. Z drugiej strony płeć leży u podstaw małżeństwa, bo jest to instytucja płciowa sama w sobie, tak jak płciowe jest też ojcostwo i macierzyństwo – tłumaczył Charles Cooper.
Publiczne wysłuchanie przed amerykańskim Sądem Najwyższym przypomina nieco debatę polityczną. Sędziowie dość swobodnie zadają pytania stronom, często im przerywają, wypowiadają swoje opinie, czasem ze sobą polemizują.
Jako pełnomocnicy stron występują najlepsi w USA prawnicy, potrafiący odpowiednio odnaleźć się w tej sytuacji i zaprezentować swoje stanowisko tak, by nie tylko przekonywało merytorycznie, ale zapadało w pamięć i wywierało wrażenie.
Atmosferę podkręcała obecność rzeszy manifestantów, zarówno postulujących usankcjonowanie związków tej samej płci, jak i broniących definicji małżeństwa. Dołączyło do nich kilkadziesiąt organizacji działających jako strony uboczne (tzw. certiorari i amici curie). Zasypały one sąd setkami stron opinii i analiz mających pomóc sędziom w podjęciu decyzji.
Sprawa przed Sądem Najwyższym nosi skrótową nazwę Hollingsworth vs. Perry. Rozpoczęła się w maju 2009 r. od odmowy udzielenia ślubu przez urzędników w Oakland (Kalifornia) Kristin Perry i Sandrze Stier. Wcześniej miejscowy stanowy senat dwukrotnie uchwalał ustawy uznające związki jednopłciowe, ale wetował je gubernator.
Arnold Schwarzenegger nie mógł jednak przeciwstawić się orzeczeniu Sądu Najwyższego Kalifornii stwierdzającemu, że ograniczanie małżeństwa do związku kobiety i mężczyzny jest dyskryminacją i narusza konstytucję stanu. Jednak po kilku miesiącach obywatele w referendum przegłosowali zmianę konstytucji i gorszące ceremonie „ślubów” homoseksualistów zostały wstrzymane. Głosowanie w sprawie tzw. poprawki nr 8 zainicjował republikański polityk Dennis Hollingsworth, przez co jego nazwisko funkcjonuje jako czytelny odnośnik do jednej ze stron postępowania.
Referendum w Kalifornii zostało zaskarżone przez Perry, Stier i innych aktywistów homoseksualnych. Uzyskali oni korzystne dla siebie orzeczenie w jednym z sądów federalnych, lecz wyroku nie wykonano i sprawa przechodziła przez kilka instancji.
Na podstawie wypowiedzi sędziów podczas posiedzenia trudno zdiagnozować, jaki będzie wyrok. Wyraźnymi zwolennikami uprzywilejowania homoseksualistów jest czworo sędziów mianowanych przez prezydentów z Partii Demokratycznej (dwóch przez Billa Clintona i dwóch przez Baracka Obamę).
Z kolei zdecydowanymi obrońcami prawnonaturalnych wartości są czterej sędziowie desygnowani przez Republikanów. Jednego z nich mianował jeszcze Ronald Reagan, jednego George H.W. Bush i dwóch George W. Bush (w tym prezesa). Niejasna pozostaje postawa dziewiątego sędziego Anthony’ego Kennedy’ego, jednego z najstarszych w izbie, mianowanego przez Reagana. Stąd oczywiste skupienie obserwatorów na jego wypowiedziach, bo prawdopodobnie to jego stanowisko zaważy na wyniku głosowaniu.
Kolizja z wysokim brzegiem
Kennedy z jednej strony twierdził, że legalizacja związków tej samej płci jako małżeństw to „wypłynięcie na nieznane wody, które może zakończyć się uderzeniem w wysoki brzeg” i nie przekonują go tu dane statystyczne o zmieniających się poglądach obywateli i rzekomych sukcesach „rodzin jednopłciowych”.
– Istotne jest to, że informacja socjologiczna jest dość nowa. Mamy pięć lat doświadczeń [tyle czasu funkcjonują w USA w niektórych stanach homomałżeństwa], a mamy je przeciwstawić dwóm albo więcej tysiącom lat historii – zastanawiał się głośno sędzia.
Z drugiej strony podnosił, że w samej Kalifornii ok. 40 tys. dzieci już wychowuje się w domach prowadzonych przez układy homoseksualne [z okresu, gdy je rejestrowano w tym stanie lub zarejestrowano w innych stanach] i opowiedział się za tym, żeby „ich rodzice mieli równy status”.
Wyrok poznamy najwcześniej w czerwcu. Może on dotyczyć tylko Kalifornii i tamtejszej konstytucji, ale może także ustanowić zasadę obowiązującą w całym kraju. Jednak nawet wyrok odnoszący się tylko do poprawki nr 8 będzie miał znaczące konsekwencje dla legislacji w pozostałych stanach.
Uznanie wyników referendum i pozostawienie w konstytucji definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny wzmocni pozycję 40 innych stanów, w których także nie rejestruje się związków homoseksualnych jako małżeństwa (z tym że w ośmiu mogą oni zawierać związki „partnerskie”). Część z nich wpisała tę zasadę do swoich konstytucji.
W USA temat związków homoseksualistów i możliwość ich uznania jako małżeństw są przedmiotem debaty politycznej i społecznej. W 2004 r. prezydent George W. Bush zaproponował wprowadzenie definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny do konstytucji USA.
Senat propozycję odrzucił. W maju ubiegłego roku po stronie postulatów lobby homoseksualnego opowiedział się prezydent Barack Obama. W prawie federalnym obowiązuje uchwalona w 1996 r. ustawa o ochronie małżeństwa, która odrzuca jakąkolwiek formę prawnego usankcjonowania układów osób tej samej płci. Prezydent Bill Clinton podpisał ją wówczas, ale – jak teraz tłumaczy – tylko po to, aby zapobiec „jeszcze gorszej legislacji”. Obecnie, jak większość demokratów, stoi po stronie uprzywilejowania homoseksualistów i nazywa ustawę „aktem dyskryminującym”.
Chociaż żaden z sędziów nie wyraził wprost poparcia dla stanowiska administracji Obamy, to występujący w jej imieniu przedstawiciel Departamentu Sprawiedliwości Donald Verrilli apelował do sądu, by uchylił kalifornijskie prawo.
Wbrew obywatelom
Podczas posiedzenia zwracano uwagę, że sądy i władze Kalifornii (obecny gubernator z Partii Demokratycznej) występują wbrew woli obywateli stanu. W odpowiedzi pełnomocnik postulujących zrównanie małżeństwa ze związkami homoseksualnymi Theodore Olson zaczął przytaczać badania, według których „geje i lesbijki doskonale sprawdzają się jako rodzice” i będzie „jeszcze lepiej, jeżeli będą mogli się pobrać”.
– Małżeństwa jednopłciowe są stosunkowo nowe. Po raz pierwszy pojawiły się Holandii w 2000 roku. Nie ma więc wielu danych o ich skutkach. Może się okazać, że się sprawdziły, ale może się też okazać, że wcale dobre nie są, jak widocznie wierzą obrońcy poprawki nr 8. Chce się w to wkroczyć i wydać decyzję w oparciu o ocenę wpływu tej instytucji, która jest nowsza od telefonów komórkowych albo internetu – zauważył sędzia Alito.
Prawnik dał do zrozumienia, podobnie jak kilku innych, że Sąd Najwyższy nie jest właściwym forum do rozstrzygania tej kwestii o znaczeniu dla całego narodu na długie dziesięciolecia. – Czy kwestia tak fundamentalnej wagi nie powinna zostać pozostawiona do rozstrzygnięcia narodowi albo w referendum, albo też poprzez wybranych przedstawicieli? – stwierdził Alito.
Na marginesie tej batalii toczy się też druga sprawa dotycząca homoseksualistów. Chodzi o sprawę Stanów Zjednoczonych przeciwko Windsor, która domaga się, aby władze skarbowe naliczały podatek od spadku po jej zmarłej „partnerce”, tak jakby obie kobiety były małżeństwem.
Ich związek został zalegalizowany w Kanadzie. Sporny majątek podlega prawu federalnemu i podatek nałożono według tego prawa, a ono zgodnie z ustawą o ochronie małżeństwa w ogóle nie uznaje związków jednopłciowych. Przed sądem stoi więc kwestia zgodności tej ustawy z konstytucją.
Piotr Falkowski