• Wtorek, 5 maja 2026

    imieniny: Ireny, Waldemara, Irydy

W rodzinie otrzymują bezpieczeństwo wiary

Niedziela, 30 lipca 2023 (09:11)

Domowy Kościół, czyli gałąź Rodzinna Ruchu Światło-
-Życie, obchodzi jubileusz 50 lat istnienia. Z tej okazji świadectwem podzielili się Beata i Krzysztof Krawczykowie, którzy posługują jako para filialna w archidiecezji warszawskiej. Jak mówią, „wspólnota jest dla nich jak rodzina, w której otrzymują bezpieczeństwo wiary”.

Beata i Krzysztof Krawczykowie są już 36 lat w sakramentalnym związku małżeńskim i posiadają trójkę dorosłych dzieci, które również założyły swoje rodziny. Natomiast w Domowym Kościele formują się od 29 lat.

    – Mieszkamy w Bełchatowie. Jest to dosyć specyficzne miejsce, ponieważ jest tu sporo ludzi napływowych, którzy przyjechali do pracy, kiedy powstała kopalnia, i nasza historia jest podobna – wskazują małżonkowie.

    – Jak się poznaliśmy i wzięliśmy ślub, przyznam, że to był taki czas dla nas obojga, gdzie często wracaliśmy myślami do tego, jak było w naszym domu rodzinnym. Byliśmy czasem mniej, czasem bardziej aktywni w Kościele. Wszystko w zależności od tego, jaki był okres
w naszym życiu. Będąc już w małżeństwie – chociaż o tym nie rozmawialiśmy – to oboje czuliśmy, że czegoś nam brakuje. Mieszkaliśmy wówczas na nowym osiedlu, które dopiero powstawało. Powstawała również parafia. Kiedyś wybraliśmy się na spacer z dziećmi i wtedy wywiązała się między nami rozmowa o tym, że chcielibyśmy się jakoś zaangażować w życie nowej parafii. Na początku nie wiedzieliśmy, na czym miałoby polegać to zaangażowanie. Jednak podczas naszego spaceru zauważyliśmy, że w ogrodzie pracuje nasz ksiądz proboszcz i postanowiliśmy do niego podejść. Opowiedzieliśmy mu trochę o sobie oraz o tym, że naszym pragnieniem jest włączenie się w jakąś pomoc, wspólnotę przy Kościele – mówiła Beata.

    – Podkreśliliśmy wtedy podczas rozmowy, żeby było to coś dla małżonków – dodał Krzysztof.

    – Wtedy ksiądz powiedział, że była u niego pewna para, która również niedawno się przeprowadziła, i zostawili do siebie kontakt, ponieważ wspominali mu o jakiejś wspólnocie dla małżeństw. Co ciekawe, ksiądz proboszcz wówczas też jeszcze dokładnie nie wiedział, czym jest Domowy Kościół, ale myślę, że już wtedy Pan Bóg nim
i nami kierował. Proboszcz dał nam kontakt do tego małżeństwa i właściwie chyba dopiero po miesiącu od tego spotkania ktoś zapukał do naszych drzwi. Otworzyliśmy
i przed nami stanęli mężczyzna i kobieta. Widzieliśmy, że nie są małżeństwem, więc pierwsza myśl, jaka przyszła nam do głowy, to to, że są to świadkowie Jehowy, ale oni, widząc nasze zaskoczenie, od razu powiedzieli, że przysłał ich ksiądz proboszcz i tak od słowa do słowa okazało się, że z przyczyn rodzinnych musieli się podzielić obowiązkami, a ich współmałżonkowie zostali w domu
z dziećmi. Zaczęli nam opowiadać o wspólnocie i z każdym zdaniem zaczęłam się przekonywać, że jest to coś dla nas. Jednak cały czas miałam przeświadczenie, że musimy tę decyzję podjąć wspólnie, ponieważ już wtedy miałam świadomość, iż jest ona na całe życie – opowiadała Beata.

Krzysztof natomiast wspominał, że zawsze towarzyszyła mu myśl, że chciałby być dobrym mężem i ojcem.

    – Zawsze myślałem, że taką drogę odnajdę w Kościele. Jeszcze wtedy nie pojmowałem tego w kategoriach Ewangelii, gdzie wzorem jest Święta Rodzina, ale podświadomie w moim sercu było pragnienie, żeby tej drogi szukać w Kościele, i gdy przyszła do nas ta para, poczułem, iż to jest właśnie to, czego szukałem, i że na tej drodze będę mógł się realizować jako mąż i ojciec, iż będę mógł budować na tym fundamencie odpowiedzialne ojcostwo – wyjaśnił.

Potem – jak wspomina Beata – zostali sami i podczas rozmowy wyszło, że mieli podobne spostrzeżenia i odkryli w tym ogromną szansę dla ich rodziny, ale przede wszystkim dla ich małżeństwa. Tak rozpoczęła się ich przygoda ze wspólnotą Domowego Kościoła, która trwa do dzisiaj.

    – Momentem przełomowym na pewno była wizyta
s. Jadwigi Skudro, która przyjechała do Bełchatowa. Do dzisiaj słyszę jej głos i przypominam sobie jej słowa
o zobowiązaniach i o rekolekcjach – zaznaczył Krzysztof.

Małżonkowie, odpowiadając na pytanie, czym dla nich są zobowiązania wynikające z przynależności do wspólnoty Domowego Kościoła, odpowiedzieli:

    – Jakbym miała to w jakiś sposób wyjaśnić, to jest to doskonała pomoc, narzędzie, które uczy nas wielu rzeczy. W czym to się objawia? Namiot spotkania zbudował moją relację z Panem Bogiem i pokazał mi, że jestem bardzo kochana oraz to, że nie muszę odmawiać wyuczonego pacierza, ale nauczył mnie modlitwy spontanicznej, gdzie mogę do Niego przyjść, pomilczeć, podziękować, prosić. Moja modlitwa stała się bardziej rozmową z Panem Bogiem i było to dla mnie odkrywcze, że mogę przyjść i oddać Mu wszystkie trudy – wyjaśniła Beata.

    – Namiot spotkania to jest jedyna modlitwa, gdzie nie do końca to my mówimy, ale jesteśmy otwarci na słuchanie. Jest miejscem spotkania, gdzie odkrywamy Boże plan na nasz dzień – dodał Krzysztof.

    – Może jesteśmy z takiego pokolenia, gdzie Pismo Święte było w domu, ale nigdy nie widziałam, żeby ktoś po nie sięgał. Jednak przekonaliśmy się, że to Słowo Boże jest na wyciągnięcie ręki, że mogę je wziąć, poczytać, bo nie jest to księga zarezerwowana dla jakiejś grup ludzi, że każdy może bardziej poznać Jezusa. To miejsce, gdzie doświadczam Bożej miłości – wspominała Beata.

Krzysztof natomiast zachwycił się modlitwą małżeńską.

    – Jak usłyszałem na samym początku, że jestem odpowiedzialny za rodzinę, że nie rządzę, ale jestem odpowiedzialny, a to duża różnica i w pełni budująca, dlatego poczułem, że to mężczyzna powinien zaprosić żonę do tej wspólnej modlitwy, ale musieliśmy się tego uczyć. Nie mieliśmy tego przykładu z domu, ponieważ widzieliśmy naszych rodziców modlących się, ale osobno – dodał.

    – Podczas modlitwy małżeńskiej musieliśmy pokonać nasz lęk, wstyd, bo to właśnie na niej odkrywamy swoje wnętrze, swoją duszę. Na początku był to znak krzyża i krótka modlitwa, jednak z czasem to się zmieniało. Zaczęliśmy na niej powierzać Panu Bogu wiele spraw i odkryliśmy, że to nas coraz bardziej do siebie zbliżało i także pomagało nam przebrnąć wiele trudności. To jest „cudowne lekarstwo” na relacje małżeńskie. Podobnie dzieje się podczas dialogu małżeńskiego. Myślę, że nie jesteśmy jedyni, którzy doświadczyli tego, że rozmowa, którą prowadzimy na co dzień, jest inna od dialogu, bo to zobowiązanie dotyczy również naszych spraw duchowych – wyjaśniła Beata.

    – Mamy też doświadczenie dialogu rodzinnego, do którego zapraszaliśmy nasze dzieci, i jest ono bardzo cenne. Tłumaczyliśmy im, że to nie jest zwykły dialog,
iż w zapalonej świecy jest widoczny realny udział Ducha Świętego w naszej rozmowie, i że z miłością możemy rozmawiać też o tych trudnych sprawach – dodała.

Państwo Krawczykowie zwrócili uwagę, że z dialogu wypływa ich reguła życia, którą realizują przez cały miesiąc.

    – Mamy taką tradycję, że od wielu lat, może nie od początku formowania się w wspólnocie, ale zapisujemy swoje reguły. Mamy specjalny notes, w którym mamy wszystko zapisane. Nie zawsze jest idealnie i do niektórych reguł wracamy, ale widać tam naszą drogę, jaką przeszliśmy wspólnie. Regułę wybieramy sami dla siebie albo jedną wspólną dla naszego małżeństwa, a zdarzało się tak, że wybieraliśmy ją sobie nawzajem. To nas uczyło, aby wzrastać razem w miłości i stawać się dla siebie lepszymi osobami – wyjaśnili.

Wielką łaską dla małżonków okazała się też modlitwa rodzinna.

    – Mieliśmy to szczęście, że do Domowego Kościoła trafiliśmy, jak nasze dzieci były małe. Bardzo nam zależało, aby nauczyć je osobowej relacji z Panem Bogiem. Wiedzieliśmy, że na początek nie może to być długa modlitwa, dlatego znaleźliśmy jakąś krótką, która tak naprawdę była jednym zdaniem, ale postawiliśmy głównie na modlitwę spontaniczną. Jak się okazało, ta wieczorna modlitwa pokazała nam, czym żyją nasze dzieci w ciągu dnia, co ich dotyka, z czym się mierzą – wskazał Krzysztof.

Małżonkowie akcentowali, że zobowiązaniem, które jest dla nich bardzo ważne, są wspólne rekolekcje.

    – To jest dla nas – jak mawiał ks. Franciszek Blachnicki – wyjazd do oazy. To jest wyjątkowy czas bycia we wspólnocie, zostawienia codzienności, czas odbudowania, odświeżenia relacji z Panem Bogiem, zatrzymania, spojrzenia wstecz i zobaczenia, co jest przed nami. Niesamowici są tam ludzie, ta wspólnota, z którą jedziemy, z którą spotykamy się po raz pierwszy, bo często są to ludzie z całej Polski i nagle po kilku dniach potrafimy być dla siebie jak rodzina. Jest to wyjątkowy czas przynoszący wiele owoców – zauważyła Beata.

    – Rekolekcje to przełomowy moment dla naszego małżeństwa, bo wcześniej znaliśmy tylko te parafialne
w okresie Adwentu czy Wielkiego Postu, i to poruszenie serca było kilkudniowe. Natomiast rekolekcje Domowego Kościoła dają możliwość pozostawienia codzienności
i zobaczenia swojego życia z innej perspektywy, ogarnięcia tego, jak wygląda moje życie duchowe, mojego małżeństwa i rodziny. Myślę, że to jest czas osobowego spotkania z Panem Bogiem – dodał Krzysztof.

Małżonkowie ocenili, że wspólnota Domowego Kościoła jest dla nich jak rodzina, w której otrzymują bezpieczeństwo wiary.

APW, Anita Suraj-Bagińska/radiomaryja.pl