Misja Klimka
Środa, 27 marca 2013 (02:07)Z płk. rez. Andrzejem Pawlikowskim, szefem Biura Ochrony Rządu w latach 2006-2007, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Pod kierownictwem nowego szefa BOR płk. Krzysztofa Klimka formacja ma szanse na odzyskanie dobrego imienia?
– W ostatnim czasie doszło do znacznych zmian osobowych w resorcie spraw wewnętrznych. Nastąpiła zmiana ministra spraw wewnętrznych, zostali powołani nowi wiceministrowie i w końcu nowy szef BOR – płk Krzysztof Klimek, który wcześniej czasowo – po odejściu gen. Mariana Janickiego – pełnił te obowiązki. Mamy też nowych zastępców szefa BOR. Dokonane zostały więc istotne zmiany personalne. Ale jak one będą rzutowały na dalsze funkcjonowanie w służbach, w samym Biurze Ochrony Rządu, czas pokaże. Ja ze swojej strony życzę nowemu kierownictwu jak najlepiej, aby dbało o formację, o pracujących w niej funkcjonariuszy i pracowników cywilnych, bo to oni są motorem napędowym sprawnego funkcjonowania formacji, oraz aby sumiennie i z należytą starannością realizowali jej ustawowe cele. Mam nadzieję, że staną na wysokości zadania i usprawnią system bezpieczeństwa, system funkcjonowania służb mundurowych. Wiem, że płk. Klimkowi nie będzie łatwo jako szefowi, będzie musiał się zmierzyć z przyjętymi wcześniej założeniami rządowymi dotyczącymi reformy służb. Jednak trzymamy za niego mocno kciuki, ja zresztą pozwoliłem sobie już do niego wykonać telefon z gratulacjami i ze swojej strony zadeklarować całkowite wsparcie, jeżeli takiego będzie oczywiście potrzebował.
Katastrofa smoleńska i styl szefostwa Mariana Janickiego mocno nadszarpnęły prestiż BOR.
– Pod rządami Janickiego prestiż firmy znacznie podupadł zarówno na arenie krajowej, jak i zagranicznej. Mocno także podupadło morale. Tę analizę przeprowadziłem na podstawie bieżącej obserwacji oraz rozmów z kolegami, tymi, którzy aktualnie służą w BOR, i tymi, którzy są już poza tą formacją, a także z byłymi czy obecnymi szefami z podobnych formacji zagranicznych. Mam nadzieję, że nowy szef BOR będzie starał się usprawnić funkcjonowanie Biura, a także poprawić jego wizerunek.
Jak Pan ocenia samego Klimka, który wcześniej był szefem ochrony premiera Tuska.
– Jeżeli chodzi o kwestie formalno-prawne, czy zgodnie z ustawą o BOR może piastować funkcję szefa Biura Ochrony Rządu, to według mojej wiedzy jak najbardziej posiada te kwalifikacje. Nie mam tutaj żadnych zastrzeżeń. To dla niego duże wyzwanie, bo wcześniej nie kierował tak dużym potencjałem ludzkim, zajmował się głównie ochroną osobistą polityków. Był przecież funkcjonariuszem ochrony prezydenta Wałęsy czy później premiera Buzka. Ma więc duże doświadczenie, jeżeli chodzi o zakres działań ochronnych. Oczywiście należy tutaj też wspomnieć o ostatnich 5-6 latach jego pracy z premierem Tuskiem czy wcześniej z premierem Marcinkiewiczem. Dziś wiele będzie zależało od jego umiejętności menedżerskich, od tego, jakich ludzi sobie dobierze, ludzi, którzy będą stanowili dla niego wsparcie w zakresie działań ochronnych, logistyki, finansów czy też spraw kadrowych.
Co w BOR wymaga najpilniejszej naprawy?
– Jeżeli jako były szef BOR mógłbym ze swej strony doradzić coś płk. Klimkowi, to posiadając niepokojące informacje, że w BOR dochodziło do ewentualnych nieprawidłowości związanych z zakupami czy przetargami, powołałbym zespół ludzi, którym zleciłbym sprawdzenie, czy takie precedensy miały miejsce. Byłoby to z korzyścią dla niego samego, bo w przyszłości – czy to następne szefostwo BOR, czy też prokuratura nie zarzuciliby mu zaniechań. Jeżeli potwierdziłyby się informacje, że dochodziło do nieprawidłowości, obligowałoby to go do złożenia zawiadomienia do prokuratury, by ta podjęła odpowiednie czynności.
Widzi Pan szansę na powrót funkcjonariuszy, którzy odeszli przez Janickiego?
– Nie ukrywam, że wielu funkcjonariuszy, którzy pozostali jeszcze w służbie, pokłada jakieś nadzieje w płk. Klimku. Tutaj dużo będzie zależało od jego mądrości i klarownych decyzji, żeby tych ludzi zmotywować do pracy. Żeby do BOR wrócili specjaliści z bardzo dużym doświadczeniem, którzy odeszli, płk Klimek musiałby zwrócić się o to do nich bezpośrednio, proponując im korzystne warunki i jakąś swobodę działania w ramach obowiązujących procedur prawnych.
Nie obawia się Pan jednak, że Klimek, w końcu zaufany Tuska, nie zdobędzie się na poważne zmiany i utrzyma w BOR status quo?
– Może tak być. Tak jak powiedziałem – jako szef BOR będzie miał ciężkie zadanie. Pułkownik Klimek, będąc szefem ochrony pana premiera Tuska przez ostatnie sześć lat, w jakiś sposób wzbudził do swojej osoby jego zaufanie. Gdyby Donald Tusk nie miał do niego pełnego zaufania, to by go nie wyznaczył na to stanowisko. Wszystko będzie zależało od determinacji Klimka, czy będzie potrafił „przeciwstawić” się propozycjom czy decyzjom przełożonych nie do końca mogącym służyć samej formacji.
Na ostatnim posiedzeniu sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych szefostwo BOR, tłumacząc się z udostępnienia „Gazecie Wyborczej” teczki z zabezpieczenia wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w 2007 r., uzasadniało ten fakt zainteresowaniem dziennikarzy. Przekonuje Pana ta argumentacja?
– Muszą jakoś to tłumaczyć i bronić swojej racji stanu. Jednak nadal uważam, że tego rodzaju teczki dotyczące ochrony osób ustawowo ochranianych przez BOR nie powinny być w żaden sposób udostępniane dziennikarzom. Można ewentualnie udostępnić jakąś część dotyczącą ogólnego opisu, ale pewne dane zawarte w tych teczkach nie powinny być w ogóle ujawnione. Nigdzie na świecie nie spotkałem się z taką sytuacją, aby którykolwiek z szefów czy którakolwiek z formacji udostępniała swoje dokumenty dziennikarzom.
Teczka z zabezpieczenia wizyty prezydenta w 2010 r. ma zostać odtajniona najwcześniej po 2015 roku.
– Teczka ta obecnie jest w dyspozycji prokuratury i stanowi istotny dowód rzeczowy w sprawie. Więc w tym przypadku podjęto decyzję o przedłużeniu klauzuli tajności do 2015 roku. Jednak osobiście uważam, że nawet ta teczka po zdjęciu klauzuli tajności nie powinna być udostępniana dziennikarzom.