Skromna wygrana z amatorami z San Marino
Wtorek, 26 marca 2013 (22:37)W meczu z San Marino reprezentacja Polski w piłkę nożną miała zrehabilitować się za blamaż z Ukrainą. Pomimo symbolicznej wygranej Biało-Czerwonych na Stadionie Narodowym w Warszawie niesmak pozostał. Podopieczni Waldemara Fornalika w nieznacznie zmienionym składzie strasznie się namęczyli, żeby pokonać reprezentację złożoną w zdecydowanej większości z amatorów.
Skazani z góry na porażkę reprezentanci San Marino długo dzielnie się bronili. Biało-Czerwoni pomimo przewagi i wyższych podobno umiejętności nie potrafili sforsować obrony gości i wbić piłki do bramki. Mimo że w jedenastce gości dziewięciu piłkarzy to amatorzy, to dużo w tym było winy naszych zawodników – każdy nasz reprezentant starał się zdobyć bramkę za wszelką cenę – zapominając, że piłka nożna to jednak gra zespołowa.
W 21. minucie po zagraniu przez Alessandro Della Valle ręką sędzia podyktował rzut karny. Wprawdzie Simoncini wyczuł strzał Roberta Lewandowskiego, ale piłka wtoczyła się do bramki. Na drugą bramkę Biało-Czerwonych kibice musieli czekać siedem minut. Lewandowski do Łukasza Mierzejewskiego, ten świetnie wypatrzył w polu karnym Łukasza Piszczka i obrońca Borussii Dortmund umieścił piłkę w siatce. Do przerwy wynik i obraz gry nie uległ zmianie. Goście grali praktycznie na własnej połowie, Polacy dużo biegali, ale nie potrafili wykończyć żadnej akcji.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. W 50. minucie po raz kolejny w polu karnym zagrał ręką Alessandro Della Valle. Sędzia podyktował drugi rzut karny i tym razem jedenastkę na bramkę zamienił Robert Lewandowski. Jedenaście minut później, tuż po wejściu na boisko, Łukasz Teodorczyk wykorzystał podanie Kamila Grosickiego i zdobył czwartą bramkę.
Do poziomu widowiska niestety dostosował się sędzia prowadzący spotkanie. Norweg Ken Henry Johnsen nie widział ewidentnych fauli na naszych zawodnikach, widział za to faule Polaków na gościach, które nie miały miejsca…
W 90. minucie Danilo Rinaldi wychodzi sam na sam z Arturem Borucem, ale nasz bramkarz powstrzymuje napastnika San Marino. Na odpowiedź naszych reprezentantów długo nie musieliśmy czekać. W doliczonym czasie gry piątą bramkę w tym spotkaniu zdobył Jakub Kosecki, który wykorzystał doskonałe podanie Lewandowskiego.
Pięć bramek zdobytych z amatorami nie napawa nawet odrobiną optymizmu. Awans naszych piłkarzy na Mistrzostwa Świata w Brazlii w 2014 roku stoi pod dużym znakiem zapytania.
Polska – San Marino 5:0 (2:0)
Bramki: Robert Lewandowski (21. – karny, 50. – karny), Jakub Kosecki (90.+2.), Łukasz Piszczek (28.), Łukasz Teodorczyk (61.).
Sędzia: Ken Henry Johnsen (Norwegia).
Widzów: 43 008 tys.
Polska: Artur Boruc; Łukasz Piszczek, Kamil Glik (46. Jakub Kosecki), Bartosz Salamon (87. Marcin Wasilewski), Jakub Wawrzyniak; Kamil Grosicki, Grzegorz Krychowiak, Eugen Polanski, Adrian Mierzejewski; Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik (59. Łukasz Teodorczyk).
San Marino: Aldo Simoncini; Fabio Vitaioli, Alessandro Della Valle, Gian Luca Bollini (57. Simone Bacciocchi), Mirko Palazzi; Alex Della Valle (80. Lorenzo Buscarini), Alex Gasperoni, Matteo Vitaioli, Fabio Bollini, Matteo Coppini; Andy Selva (51. Danilo Rinaldi).
RP