Ludzka solidarność wygrywa z poczuciem strachu
Piątek, 16 czerwca 2023 (14:47)„Ludzka solidarność i miłosierdzie wygrywają z poczuciem strachu. Wiemy, że choć codziennie ryzykujemy życiem,
to nie możemy tych ludzi pozostawić samych” – tak
o niesieniu pomocy na terenach zalanych przez wywołaną przez Rosjan powódź powiedział Radiu Watykańskiemu
ks. Piotr Rosochacki. Szef Caritas Spes w Odessie podkreślił, że z powodu nasilenia ostrzału sytuacja na tym terenie staje się coraz trudniejsza.
Polski kapłan, który na Ukrainie posługuje od 2007 roku przypomniał, że obwód chersoński, w którym doszło
do katastrofy już wcześniej znacząco ucierpiał z powodu wielomiesięcznej okupacji. „Ci ludzie przeszli gehennę,
a mimo to nie chcą stąd wyjeżdżać, tylko jak najszybciej pragną osuszyć i odbudować swoje domy” – stwierdził
ks. Rosochacki.
„Są to ludzie, którzy bardzo często przeżyli osiem, dziewięć miesięcy okupacji rosyjskiej. Potem kilka miesięcy regularnych ostrzałów. A teraz przyszła do nich woda. Jeden z ojców rodziny z dwójką dzieci, która nigdy stamtąd nie wyjechała, powiedział mi bardzo trudne słowa, których początkowo w ogóle się nie rozumie: »proszę księdza, lepiej woda niż ruskie«. Woda, które niesie ogrom zniszczeń” – wskazał kapłan.
Szef odeskiej Caritas podkreślił zagrożenie cholerą i innymi chorobami. „Ja wiem, że nie mogę zostawić tych ludzi samych. Tam, gdzie się teraz pojawiamy z pomocą humanitarną w postaci produktów żywnościowych, produktów higienicznych, to wiemy, że my musimy
tam wrócić ze środkami do sprzątania, z pompami,
z generatorami. Wiemy, że musimy wrócić do tych ludzi
z materiałami budowlanymi. A w międzyczasie jeszcze
to wszystko wesprzeć pomocą psychologiczną” – zaznaczył
ks. Rosochacki. Dodał, że osoby te często mówią,
iż zaatakowali ich ludzie, którzy są bez sumienia. „Ostatnio została zaatakowana cerkiew w jednej z miejscowości,
w których pomagamy. Jeden z mieszkańców powiedział: »dla nich nie ma rzeczy świętych«. Więc jest to tragedia”
– zaznaczył duchowny.
Szef odeskiej Caritas ujawnił, że pojawienie się dziennikarzy czy pomocy humanitarnej w jakimś regionie ściąga na dane miasto czy wioskę od razu zmasowany ostrzał. Dlatego też wolontariusze Caritas nie ujawniają konkretnych miejsc, w które jadą z pomocą, by nie ściągać na ludzi dodatkowego niebezpieczeństwa. „Nigdy nie zatrzymujemy się w jednym miejscu dłużej. Zmieniamy
też punkty wydawania pomocy, żeby nie być jakimś dodatkowym obiektem, który mógłby spowodować ostrzał tego konkretnego miejsca” – podkreślił ks. Rosochacki.
„Sytuacja jest zdecydowanie trudniejsza niż dwa tygodnie temu. Chodzi zarówno o skutki powodzi, jak i zmasowany ostrzał Odessy, gdzie mieści sią nasza baza główna. Zniszczony został m.in. magazyn, w którym zaopatrywaliśmy się w żywność” – powiedział.
„Mamy świadomość, że Rosjanie nie liczą się z życiem Ukraińców, ale też nie liczą się z życiem swoich żołnierzy
i nie pozwalają na ich ewakuację. Ta wojna już dawno wyszła poza ramy standardów wojennych, a raczej nigdy ich nie respektowała. Od pierwszych dni nie były przestrzegane normy humanitarne” – akcentował
szef Caritas Spes w Odessie.
Przyznał, że wolontariusze, niestety, muszą używać hełmów, muszą używać kamizelek kuloodpornych. „Jesteśmy bardzo widoczni, nosimy czerwone kamizelki
z napisem Caritas. Podobnie zachowują się też inne organizacje, ale to jest niewystarczające, żeby być bezpiecznym, więc musimy naprawdę być bardzo – i to bardzo uważni. Musimy reagować na sygnały alarmowe
i zatrzymywać wydawanie pomocy również w tym momencie. Mamy świadomość tego, że nasza misja jest niebezpieczna, ale jednocześnie mamy świadomość, że nie możemy zostawić tych ludzi samych, bo tak jak to mówią nasi wolontariusze, ci ludzie są jeszcze w gorszej sytuacji niż my. Więc solidarność ludzka i miłosierdzie wygrywają
z poczuciem strachu” – powiedział papieskiej rozgłośni
ks. Piotr Rosochacki.
Pomoc dla powodzian na Ukrainie można przekazać
za pomocą Caritas Polska:
https://caritas.pl/ukraina/
APW, KAI