• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Wiemy, że dochodziło do pochówków w Domu Turka

Niedziela, 24 marca 2013 (19:43)

Z dr. Marcinem Zwolskim, historykiem z Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Białymstoku, rozmawia Jacek Dytkowski     

Zakończył się pierwszy etap prac archeologicznych w Augustowie. Skąd wiemy, że komuniści więzili i mordowali ludzi w Domu Turka?

– Była to siedziba NKWD, a następnie PUBP, w latach 1945-1956. Już przez sam ten fakt budzą się pewne podejrzenia. Wiemy z analogii, że głównie na terenie północno-wschodniej Polski wszystkie placówki UB były nie tylko miejscem kaźni i zbrodni komunistycznych, ale wykorzystywano je także do dokonywania pochówków. Jeśli chodzi o Dom Turka, mówiły o tym osoby, które tam przebywały. Wspominały m.in., że do takich pochówków dochodziło. Wskazywały na to także osoby, które w późniejszych latach, podczas różnych prac ziemnych wygrzebywały kości, potwierdzając te pierwotne doniesienia. Augustów nie jest wielką miejscowością. Z kontaktów mieszkańców z funkcjonariuszami UB i „wieści gminnej” wynika, że szczątki tam się znajdują. Jeszcze w latach 50-tych jeden z byłych funkcjonariuszy UB Jan Szostak, wypowiedział się publicznie na sesji Miejskiej Rady Narodowej w Augustowie, że: „Jak trzeba było wieszać ludzi, strzelać do nich i topić ich w ustępach, to nikogo nie było.  A teraz moich zasług nikt nie bierze pod uwagę”. Więc informacje, które wskazywałyby, że na tym terenie grzebano osoby, można mnożyć. Takich historii było wiele. Poza tym, od pewnego czasu, prowadzono sondaże i różnego rodzaju badania na terenie Domu Turka. Doprowadziły one do tego, że prokuratorzy zdecydowali się wykonać pewne czynności odkrywkowe.

Kim byli przetrzymywani w Domu Turka?

– Specyfika Urzędu Bezpieczeństwa, była taka, że zajmowano się – ogólnie  mówiąc – wrogami ustroju. Czyli spektrum osób mogło być szerokie. Zasadniczo nie były one związane z działalnością kryminalną. Chociaż takie przypadki, też sporadycznie mogły się zdarzać. Specyfika terenu północno-wschodniej Polski, gdzie szczególnie w latach 40-tych, ale i 50-tych podziemie niepodległościowe było bardzo silne, spowodowała, że większość osób zatrzymywanych przez UB na tym terenie była w jakiś sposób związana z opozycją. Niekoniecznie musieli to być tylko żołnierze podziemia niepodległościowego. Mogły to być osoby, które im pomagały, współpracownicy, albo nawet sympatycy. Czyli ludzie, którzy gdzieś tam w nieodpowiednim towarzystwie stwierdzili, że popierają – choćby nawet tylko moralnie – działania podziemia. Zatem generalnie były to osoby związane z jakimkolwiek oporem.

Dokumentacja na temat Domu Turka jest obfita?

– Dosyć bogata. W zasobach IPN zachowały się księgi aresztowanych i więźniów. Mniej więcej wiemy, kto tam przebywał. Dysponujemy również nazwiskami więźniów, którzy tam zostali zamordowani. Nawet istnieją listy – oczywiście niepełne -  osób które trafiły do Domu Turka i ślad po nich zaginął. Wiemy mniej więcej z nazwisk, kogo szukamy. Oczywiście jesteśmy dalecy od stwierdzenia, że każdy, kto zginął w okolicach Augustowa, musiał być zamordowany przez UB. Te listy są różnego rodzaju. Oczywiście część z tych osób, znajdowano na terenach wokół Augustowa. Wygrzebywano zwłoki niemal przypadkowo, przy sadzeniu lasu i pracach rolnych. Więc nie jest tak, że wszystkie osoby, które zginęły w Domu Turka były grzebane na miejscu. Niemniej jednak są informacje, które pozwalają nam podejrzewać, że przynajmniej część z nich – tych pomordowanych oraz takich, które zmarły  na miejscu – trafiło „do ziemi” tam na miejscu.  Badania IPN mają to zweryfikować.

Dziękuję za rozmowę.

Jacek Dytkowski