Przywracamy pamięć o bohaterach
Poniedziałek, 12 czerwca 2023 (12:52)Z kpt. Marcinem Sochoniem z Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu, wiceprezesem Stowarzyszenia „Wizna 1939” rozmawia Andrzej Kulesza.
Stowarzyszenie „Wizna 1939” zajmuje się poszukiwaniem miejsc pochówku naszych żołnierzy 1920 roku oraz z II wojny światowej. W ostatnim czasie przeprowadzili Państwo ekshumację żołnierzy 1920 roku w Kołakach Kościelnych.
– Po długich (kilkuletnich) i trudnych poszukiwaniach udało się nam odnaleźć grób prawdopodobnie polskiego oficera z 1920 roku w miejscowości Sanie-Dąb (gm. Kołaki Kościelne, pow. zambrowski). We współpracy z wójtem gminy podjęliśmy inicjatywę ekshumacji żołnierzy z cmentarza w Kołakach Kościelnych. Była tam mogiła wojenna usytuowana blisko ogrodzenia, tak trochę z boku cmentarza. W porozumieniu z wójtem, ale też na jego prośbę, przeprowadziliśmy ekshumację, żeby – po pierwsze – dowiedzieć się dokładnie, kto w tej mogile spoczywa, a po drugie – żeby szczątki przenieść w godne miejsce w centrum cmentarza. Nie do końca wiadomo, kto tu jest pogrzebany. Na tablicy na mogile była jedynie informacja, że tu spoczywa trzech marynarzy. Były podejrzenia, że w tym miejscu pogrzebano jeszcze żołnierza z 1939 roku oraz żołnierza Armii Krajowej.
Jakie są wyniki poszukiwań?
– Ekshumowaliśmy żołnierza z 1939 roku oraz szczątki kobiety, która została tu pochowana zapewne już po wojnie. Prawdopodobnie kobieta zginęła lub została zamordowana podczas działań wojennych. Będą to ustalać specjaliści. Wstępne badania antropologiczne zostały przeprowadzone podczas ekshumacji i wykonała je specjalistka stowarzyszenia Urszula Okularczyk, natomiast szczegółowe badania odbędą się w najbliższym czasie. Odnaleźliśmy też szczątki żołnierza Armii Krajowej. Według ustaleń historycznych został zabity przez niemieckich żandarmów. Jednak przede wszystkim potwierdziły się relacje, że w mogile spoczywało trzech marynarzy z 1920 roku. Żołnierzy pochowano w trumnach. Kobieta została pogrzebana w mniejszej trumnie używanej zazwyczaj podczas ekshumacji, czyli prawdopodobnie jej szczątki zostały przeniesione z którejś z pobliskich miejscowości. Tak przypuszczamy, ale nie jesteśmy tego pewni. Być może jej szczątki zostały tu pogrzebane kilka lat po wojnie.
Apelujemy o zgłaszanie się osób, których bliscy zaginęli lub zostali zamordowani przez bolszewików w tym rejonie w 1920 roku lub przez Niemców w 1939 roku i mogli zostać pochowani na cmentarzu w Kołakach Kościelnych. Pozwoli to, być może, w przyszłości ustalić personalia ekshumowanych osób i przywrócić im tożsamość.
Zachowały się jakieś elementy umundurowania?
– Tak, przy szczątkach żołnierza z 1939 roku znaleźliśmy charakterystyczne guziki, natomiast marynarzy rozpoznaliśmy po małym skrawku munduru koloru niebieskiego i elementach wyposażenia. Wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście byli to marynarze, którzy w 1920 roku tworzyli pododdział piechoty. Przekazy historyczne potwierdzają, że w tym rejonie walczył batalion morski.
Gdzie zostaną pochowani odnalezieni żołnierze?
– Już wkrótce, 20 czerwca, znajdą wspólne miejsce spoczynku – w centralnej części cmentarza, przy głównej alei, zostanie utworzone miejsce pamięci, gdzie zostaną złożone szczątki ekshumowanych oraz szczątki odnalezionego na polach pobliskiej miejscowości Sanie-Dąb żołnierza z 1920 roku. Wspólne z wójtem Sylwestrem Jaworowskim i miejscowym księdzem proboszczem chcielibyśmy stworzyć tu miejsce pamięci.
Poszukiwania miejsca pochówku żołnierza w Saniach-Dębie trwały prawie cztery lata. Zakończyły się powodzeniem dzięki zdjęciu lotniczemu.
– Tak, do prezesa naszego stowarzyszenia Dariusza Szymanowskiego zgłosiła się osoba dysponująca archiwalnym zdjęciem lotniczym, prawdopodobnie z lat 60. Okazało się, że na fotografii widać charakterystyczne miejsce, gdzie w przeszłości miał być zlokalizowany pochówek. Z przekazów mieszkańców wiedzieliśmy, że przy pochówku zostało posadzone drzewo, które było widoczne na lotniczej fotografii. Później zostało ono wycięte, a miejsce wyrównano w związku z produkcją rolną. Dariusz Szymanowski, który jest specjalistą, inżynierem geodezji, nałożył mapę ze zdjęcia lotniczego na mapę współczesną i udało mu się wyznaczyć miejsce o wymiarach 10 na 10 metrów. Rzeczywiście w tym kwadracie odnaleźliśmy grób. Dodatkowo z pomocą przyszła nam również geofizyka. Oczywiście na miejsce została wezwana policja. Powiadomiliśmy także prokuratora i wójta. Za zgodą prokuratury ekshumowaliśmy żołnierza. Nasza antropolog również w tym przypadku wykonała wstępne badania antropologiczne.
Szczątki pogrzebano bardzo płytko. Kiedy drzewo było usuwane, prawdopodobnie czaszka, w którą wrosły korzenie, przesunęła się do góry. Była zlokalizowana trochę wyżej niż reszta szczątków. Znajdowała się trochę poniżej 40 cm, czyli niewiele głębiej niż najgłębsza warstwa orna. Wykopane podczas prac guziki mundurowe i elementy wyposażenia potwierdziły, że odnaleźliśmy szczątki żołnierza polskiego z 1920 roku. Potwierdzały to również zgromadzone przez nas przekazy historyczne.
Jak Państwo ustalili tożsamość żołnierza?
– Przekazy i dokumenty pozwalają domniemywać, że może to być oficer artylerii mjr Aleksander Majewski, który poległ w tym rejonie podczas nocnych walk z 3 na 4 sierpnia 1920 roku. Z ustaleń lokalnych historyków wynika, że mjr Majewski zaginął w tamtym czasie w tym rejonie, ale nie mamy stuprocentowej pewności. Będziemy chcieli odnaleźć jego rodzinę, aby przeprowadzić badania genetyczne, które ostatecznie potwierdzą lub wykluczą nasze przypuszczenia. Próbki przekażemy też do badań genetycznych do Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów prowadzonej przez Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie. Jeżeli stan zachowania czaszki na to pozwoli, mamy w planach także próbę rekonstrukcji twarzy żołnierza we współpracy z Laboratorium Kryminalistycznym Centrum Szkolenia Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim. Są to wybitni specjaliści, którzy za pomocą nowoczesnych metod wykonują takie rekonstrukcje na co dzień.
Odnalezienie rodziny żołnierza nie będzie łatwe ze względu na duży upływ czasu.
– Nadzieja umiera ostatnia. Zawsze dążymy do tego, aby odnalezionym żołnierzom czy zamordowanym cywilom przywrócić tożsamość, ponieważ w tej historii najważniejszy jest człowiek, który oddał życie za Ojczyznę. Każdego odnalezionego żołnierza staramy się zidentyfikować, zwrócić go rodzinie, żeby jego bliscy wiedzieli, że on spoczywa tu, na tym cmentarzu, tu poległ, i mogą zapalić świeczkę na jego grobie oraz pomodlić się za niego. Muszę podkreślić, że wszyscy odnalezieni stają się też naszymi rodzinami ze względu na więź łączącą nas z nimi. Do spraw podchodzimy profesjonalnie, ale nie wyklucza to również emocjonalnego i edukacyjnego podejścia do tematu badań.
Stowarzyszenie Wizna 1939 współpracuje z Pomorskim Uniwersytetem Medycznym?
– Tak, Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie to jest naprawdę jedna z najlepszych placówek tego typu w Europie. Posiada ogromną bazę genetyczną, o której wspomniałem wcześniej i właśnie tam przekazujemy próbki do badań. Chciałbym podkreślić, że specjaliści z PUM z prof. Ossowskim na czele przeprowadzili już niezliczoną ilość badań i identyfikacji, ale działają również terenowo, i to z wielkimi sukcesami. Współpracują również z prokuraturą.
Udało się odnaleźć miejsce pochówku kpt. Władysława Raginisa. Teraz poszukują Państwo miejsca pochówku innego bohatera, majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”.
– Prezes Dariusz Szymanowski na podstawie wieloletnich badań postawił śmiałą tezę, że miejsce spoczynku „Hubala” znajduje się w kościele pw. św. Idziego, który usytuowany jest na cmentarzu w Inowłodzu. I teraz wspólnie ze stowarzyszeniem stara się uzyskać pozwolenia na to, żeby móc przeprowadzić tam badania inwazyjne. Czekamy na zgodę wojewódzkiej konserwator zabytków z Łodzi. Jaki będzie zakres tych badań? To wszystko zależy od konserwatora. Oczywiście badania będziemy prowadzić w porozumieniu z księdzem proboszczem z Inowłodza. Jeżeli odnajdziemy szczątki, będziemy chcieli dokonać ich identyfikacji.
Poświęcają Państwo swój czas na to, by miesiącami, a nawet latami szukać naszych bohaterów…
– Nie chcemy, aby żołnierze spoczywali w rowach, lasach czy w innych niegodnych miejscach. Zależy nam, żeby mogli znaleźć miejsce na cmentarzu w uświęconej ziemi, ponieważ to jest ważne. Jeśli uda się odnaleźć żołnierza, to dla nas wielka radość, ale również poczucie spełnienia. Wtedy wiemy, że godziny i dni spędzone na badaniach nie poszły na marne, że być może następna rodzina odnajdzie bliskiego. Przywracanie pamięci o nieznanych bohaterach, którzy leżą w zapomnianych i zatartych miejscach, bez upamiętnienia i modlitwy, to nasz obowiązek, ale i zaszczyt. Jestem przekonany, że taką mamy ziemską misję.