• Sobota, 9 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Kareny, Beginy

Z nadzieją patrzymy na geotermię

Niedziela, 23 kwietnia 2023 (20:23)

Z Anną Moskwą, minister klimatu i środowiska, rozmawia Jacek Sądej

Polska jest zasobna w złoża geotermalne, jak wykorzystać ten potencjał?

– Myślę, że po poprzednim roku wszyscy bardzo doceniamy suwerenność i niezależność, a geotermia na pewno je zapewnia. Chociaż w Polsce połowa kraju ma potencjał geotermalny, to dostępne zasoby wykorzystujemy jedynie w 7 miastach. Mam nadzieję, że geotermia w Polsce będzie się szybko rozwijać. W tym momencie w ministerstwie mamy 50 nowych wniosków. Na razie pierwszy odwiert sprawdzający, czy jest potencjał, finansujemy w 100 proc., żeby samorządy nie ponosiły dodatkowego ryzyka. Wiadomo, że jest to trudna decyzja finansowa, więc zdejmujemy tę odpowiedzialność z samorządu wszędzie tam, gdzie w oparciu o wstępne badania mogą występować zasoby geotermalne.

Niedługo rozpatrzymy kolejne wnioski i zobaczymy, ile z nich będzie miało realny potencjał. Mam nadzieję, że niebawem dojdziemy do 100 wniosków na realizację inwestycji geotermalnych.

Podczas konferencji „Geotermia dla rozwoju polskich miast i społeczności” w Toruniu zwrócono uwagę na wieloletnie zaniedbania.

– Zdecydowanie, bo dopiero w 2021 r. – po kilku latach trudnych prac i analiz geologicznych – powstała „Polska mapa geotermii do 2040 r. z perspektywą do 2050 r.”, po raz pierwszy oceniająca potencjał Polski przede wszystkim dla ciepłownictwa, ale również dla energetyki, a także innych bardzo ważnych gałęzi gospodarki: rekreacji czy turystyki. Takiego dokumentu nigdy nie było. W strategii rozwoju ciepłownictwa też po raz pierwszy wskazujemy, by środki krajowe zostały przeznaczone na dofinansowanie pierwszego odbioru, bez czekania na fundusze europejskie. Działania rządu PiS to okres ogromnego rozwoju geotermii w Polsce.

Jaka jest w tym zakresie perspektywa dla samorządów?

– Potrzebowaliśmy danych, musieliśmy dokładnie przeanalizować całą powierzchnię Polski. Zakończone w 2021 r. badania potwierdziły, że potencjał naszego kraju w zakresie geotermii jest bardzo duży. Teraz trzeba go odkrywać. Mamy dobre przykłady gmin, które już wykorzystują geotermię, i tych, które dołączają, jak np. Sieradz, Koło i jeszcze kilka innych samorządów. To efekt kuli śnieżnej: zachęcić innych, pokazać konkretne rachunki i udowodnić, że sam sposób realizacji inwestycji nie jest taki trudny. Warto pamiętać, że od strony technologicznej kolejne samorządy nie będą się już mierzyć z wyzwaniami, które zostały rozwiązane w innych miejscach.

Co z zakazem samochodów spalinowych?

– Na dzisiaj Unia Europejska to przegłosowała z założeniem, że w 2025 r. dokona rewizji, a w 2026 r. podejmie ostateczną decyzję. Jesteśmy przekonani, że do 2025 r. niewiele się zmieni w stosunku do 2023 r. Wtedy najprawdopodobniej ostateczna decyzja zostanie przesunięta w czasie albo – ze względu na niedojrzałość rynku, brak infrastruktury lub brak gotowości społecznej – będzie negatywna. Wierzę, że w tej kwestii zwycięży zdrowy rozsądek. Mam też nadzieję, że do tego czasu w państwach UE będzie rządzić więcej partii konserwatywnych i dużo łatwiej będzie zbudować koalicję.

Ten pomysł budzi wiele emocji i nie brakuje krytycznych uwag.

– W unijnych dokumentach podstawą analizy były wpływ na środowisko i obniżenie emisyjności. Działając jedynie w oparciu o te przesłanki, UE uznała, że elektromobilność będzie dobrym narzędziem do osiągnięcia wyznaczonych celów. Zabrakło jednak solidnej analizy: gospodarczej, technologicznej, a przede wszystkim społecznej. Zabrakło także uczciwej dyskusji.

Polacy są zdecydowanie przeciwni takim rozwiązaniom?

– Z ostatnio opublikowanych badań wynika, że 65 proc. ankietowanych jest przeciwnych regulacjom wprowadzonym przez państwa członkowskie UE. Dużo jeszcze przed nami. Potrzebne jest nie tylko rozwinięcie infrastruktury ładowania przy istniejących drogach, ale też wybudowanie nowych wraz z infrastrukturą ładowania. W tej kwestii wiele stolic europejskich ma dużo do zrobienia. Liczymy więc na rozsądek w 2025 i 2026 r. Aktualne rozwiązanie na poziomie UE nie jest dla nas satysfakcjonujące, dlatego w Brukseli głosowałam przeciwko rozporządzeniu.

Elektromobilność w Polsce stopniowo się rozwija. Dziś jest ponad 60 tys. aut elektrycznych, a my wspieramy finansowo rozbudowę infrastruktury ładowania. Dofinansowujemy również zakup nowych autobusów elektrycznych czy wodorowych w samorządach w całej Polsce. Do elektromobilności podchodzimy ze zdrowym rozsądkiem – nie chcemy nikogo zmuszać czy stosować zakazów. Jeżeli ktoś widzi taką potrzebę – czy jest to obywatel, czy samorząd – staramy się ich wspierać w ramach naszych kompetencji. Jesteśmy w kontrze do rozwiązań, które mają kogoś do czegoś zmuszać.

Dzisiaj doszliśmy do takiej sytuacji, że musimy bronić polskich lasów.

– 30 proc. powierzchni naszego kraju to lasy, co stanowi jeden z najwyższych wskaźników w Unii Europejskiej. To dowodzi, że nasza gospodarka leśna jest dobrze zarządzana, w sposób zrównoważony – zarówno w zakresie ochrony zasobów, jak i w wymiarze gospodarczym. Gdy patrzymy na naszą rzeczywistość, to jesteśmy otoczeni drewnem i jesteśmy z tego dumni. 2,3 proc. naszego PKB to przemysł drzewny – bardzo ważny sektor gospodarki krajowej, który zapewnia 500 tys. miejsc pracy.

Możemy pochwalić się bardzo dobrze zarządzaną gospodarką leśną?

– Zdecydowanie. Zwiększa się zasobność lasów, czyli ich jakość, konsekwentnie zwiększa się też powierzchnia lasów w Polsce. Rocznie przybywa pół miliona drzew. W ciągu godziny polscy leśnicy sadzą w lasach publicznych 50 tys. drzew. Warto zaznaczyć, że 80 proc. wszystkich lasów należy do Skarbu Państwa i jest zarządzana przez Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe. Jedynie 20 proc. to lasy prywatne, mniej gęste, o mniejszej zasobności, dużo młodsze i gorzej zarządzane. Pozostawienie lasów w rękach publicznych, w polskich rękach się broni. W tym miejscu trzeba wyraźnie podkreślić, że spośród ok. 6 tysięcy przedsiębiorstw, które mają dostęp do polskiego drewna, tylko poniżej 30 to firmy zagraniczne. Być może wszystkie próby sprywatyzowania polskich lasów mają zwiększyć ich dostępność dla zagranicznych firm, zwiększyć eksport? Dzisiaj Lasy Państwowe nie eksportują drewna, chociaż jest im to zarzucane. Robią to wyłącznie prywatne podmioty. Nie możemy zamknąć granic i zakazać wolnego rynku w jedną czy w drugą stronę. Pamiętajmy, że sporo drewna z zagranicy przypływa również do Polski. Nadal więcej tego surowca jest importowane niż eksportowane przez podmioty prywatne.

 

Polska posiada zasoby, których można nam pozazdrościć.

– Patrząc na to bogactwo, które mamy w Polsce, na pewno w państwach zachodnich jest duża pokusa, żeby przejąć zarządzanie nad najcenniejszymi terenami, by czerpać z nich korzyści gospodarcze. Nie wierzę, że opinia [Komisji Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności Parlamentu Europejskiego – przyp. red.] ma jakikolwiek związek z ochroną środowiska. Pewne decyzje z zakresu ochrony środowiska już dziś są w UE podejmowane wspólnie, np. dotyczące wskaźnika lesistości czy procentów pochłaniania. Rybołówstwo dzisiaj jest zarządzane w 100 proc. To „doskonała” polityka UE doprowadziła do tego, że w Bałtyku praktycznie nie ma dorsza. Proszę pamiętać, że kiedy nie byliśmy w Unii, kiedy rybacy sami zarządzali naszymi zasobami, dorsz miał się świetnie i wszystkie inne gatunki również. W posiedzeniach rad unijnych dotyczących rybołówstwa uczestniczyłam wielokrotnie i nigdy nie widziałam tam podejścia w kierunku ochrony zasobów. Było to wyłącznie podejście biznesowe, sprzyjające dużym „paszowcom” i zachodnim przetwórniom.

Ktoś obcy lepiej będzie zarządzał naszymi zasobami?

 – Jeżeli jest głosowanie większościowe, czyli kiedy np. hiszpański czy portugalski minister decyduje o polskim rybołówstwie, a tu decydowałby o polskich zasobach leśnych, to przecież nie ma żadnej wiedzy na ten temat. Tak samo ja nie mam wystarczającej wiedzy, jak wygląda gospodarka leśna w Hiszpanii i w Portugalii, dlatego nie chcę o tym decydować. Wierzę, że każde państwo zarządza swoimi zasobami najlepiej jak potrafi. Z tego powodu nie chcielibyśmy nie tylko, żeby ktoś zarządzał nami, ale my też nie chcemy zarządzać zasobami leśnymi należącymi do innych państw członkowskich. Oczywiście, zawsze możemy podzielić się dobrymi doświadczeniami, bo takie mamy. Nie chcemy natomiast tym administrować, nie ma w tym żadnej racjonalności.

Czy jesteśmy przygotowani na unijne sankcje dotyczące importu gazu z Rosji?

– Jeżeli chodzi o sankcje gazowe całościowo, to dyskusja w Unii Europejskiej jest trudna. Polska ma przygotowane terminale, nie musi więc korzystać z rosyjskiego gazu. Od 1 stycznia br. właściwie byliśmy już przygotowani na zamknięcie połączenia z Rosją. Wiadomo, że przygotowując się do takiego odcięcia, zawsze wcześniej planuje się testy. W momencie gdy Rosjanie nas odcięli, a to wydarzyło się w kwietniu ubiegłego roku, nikt w Polsce tego nie odczuł. Gazu nie zabrakło, bo terminal LNG działał, połączenie Polska – Litwa rozpoczęło funkcjonowanie od początku maja. Chwilę później Baltic Pipe ruszył konsekwentnie z takimi przepustowościami, jakie były potrzebne. Oczywiście pojawiły się głosy, że nie ma kontraktów, że przepustowość nie jest wystarczająca. My natomiast wiedzieliśmy, że w stosunku do zapotrzebowania wszystko zostało bardzo precyzyjnie zaplanowane. Zdaliśmy egzamin. Gazu nikomu nie zabrakło, nie było żadnych ograniczeń.

A jeśli chodzi o gaz LPG?

 – Oczywiście toczy się teraz duża dyskusja o gaz LPG. Niewielu jest użytkowników w Europie, niemniej gdyby takie sankcje pojawiły się, my jesteśmy już gotowi. Jednak biorąc pod uwagę, że LPG do Polski jest dostarczane zarówno koleją, transportem drogowym, jak i drogą morską – to tutaj wymagana byłaby już pełna solidarność unijna i zamknięcie granic, tak żeby ten gaz nie wpływał żadnym kanałem. Przy węglu to było dość proste: był Kaliningrad, jedna ścieżka. Zamknięcie tej drogi odcięło nas od Federacji Rosyjskiej. Jednocześnie wiedzieliśmy, że Unia pracuje już nad sankcjami, które za chwilę wejdą w życie. Swoją decyzją pewnie też w jakiś sposób Unię zachęciliśmy do tego.

Chciałabym podkreślić, że jesteśmy gotowi na sankcje gazowe, w przeciwieństwie do całej UE, jak np. Austrii, uzależnionej od gazu rosyjskiego czy wielu innych państw, które nie mają dostępu do morza. Węgry wykorzystują ciągle gaz rosyjski. W przypadku tych państw odejście od wspomnianych surowców powinno odbywać się stopniowo, z zachowaniem okresów przejściowych. Ważne jednak, żeby padła jasna deklaracja ze strony UE. O wprowadzenie pełnych sankcji gazowych wielokrotnie postulowaliśmy w Komisji Europejskiej. Wierzę, że nadejdzie na nie czas, łącznie z sankcjami jądrowymi. Pamiętajmy, że paliwo jądrowe też jeszcze ciągle płynie do Europy, choć nie płynie do Polski. Mamy jeden reaktor, nie używamy paliwa jądrowego z Rosji, ale taki sygnał do Federacji Rosyjskiej, że również w tym sektorze nie będzie współpracy, jest bardzo istotny.

Trwają prace nad rozporządzeniem metanowym uderzającym w polskie górnictwo. Jakie jest stanowisko Polski w tej sprawie?

– Z jednej strony Komisja Europejska dyskutuje z nami na temat umowy społecznej i planu transformacji sektora górniczego. Tam jest jasna data powolnego dochodzenia do 2049 r. Z drugiej strony bocznymi drzwiami wprowadza rozporządzenie metanowe, w którym napisano, że kluczowe dla Polski kopalnie zostaną objęte nowym podatkiem. Tak jak teraz jest ETS od emisji CO2, tak byłby nowy podatek od emisji metanu. To kolejna hipokryzja unijna, bo nawet jeżeli w Polsce nie będziemy już wydobywać węgla, to na potrzeby energetyczne czy ciepłownicze wciąż będziemy musieli importować ten surowiec. Jeżeli emisje nie powstaną tu, to powstaną w innych państwach świata. Nie wpłynie to na zmniejszenie emisji globalnych na świecie, wpłynie jedynie na sytuację finansową polskiej gospodarki.

Na poziomie państw i ministrów do spraw energii udało nam się już dużo wywalczyć. Oczywiście opowiedzieliśmy się przeciwko końcowemu kształtowi rozporządzenia, bo średnia emisyjność naszych kopalń wynosi od 8 do 14 ton na 1000 ton wydobytego węgla. Unia zdecydowała o 5 tonach w pierwszym okresie przejściowym, potem o 3 tonach w drugim okresie, o wyłączeniu węgla koksującego, który jest bardzo ważny w Polsce. To rozwiązanie, oczywiście, nie jest satysfakcjonujące. Obecnie trwają negocjacje w europarlamencie. Aktualna propozycja utrzymania 0,5 tony metanu na kilotonę stawia nasze górnictwo w absolutnie niekorzystnej sytuacji, a właściwie prowadzi wprost do bankructwa. Mamy nadzieję i robimy to, co możliwe – i z poziomu rządowego, i z poziomu polskich europosłów, aby europarlament zmienił swoje stanowisko w tej sprawie.

Co można z tym zrobić?

– Mamy nadzieję, że solidarność polskich europosłów oraz negocjacje i porozumienia z innymi frakcjami przyczynią się do tego, że ten dokument zostanie zmieniony, i albo wejdzie w lepszym kształcie, albo w ogóle nie wejdzie w życie. Tu nie chodzi tylko o klimat i środowisko, ale o miejsca pracy, o bezpieczeństwo energetyczne właściwie całej Europy i o dotrzymywanie tych zobowiązań, które Unia już podjęła.

Czy w Polsce nie zabraknie energii? Eksperci mają wątpliwości, czy OZE wystarczą naszej gospodarce.

– W debacie publicznej pojawiają się głosy, że OZE zapewnią nam samowystarczalność, ale myślę, że każdy, kto funkcjonuje w polskim klimacie, dobrze wie, że to nie jest możliwe. Były takie okresy, że przez 2 tygodnie nie wiało i było mało słońca, więc wtedy pozostalibyśmy bez ciepła i bez energii – dlatego mówimy, że tak długo, jak do systemu nie wejdzie atom, tak długo będziemy utrzymywać węgiel – i to w takich mocach, w jakich będzie potrzebny w naszym systemie. Oczywiście rozwijamy też wszystko, co nasze, krajowe: biogaz, biomasę. Tu potrzebujemy jednak więcej pracy, akceptacji społecznej oraz rozwoju technologii. Na dzisiaj podstawowym surowcem dla nas jest węgiel – tak w ciepłownictwie, jak i w energetyce. Z tego powodu widzimy potrzebę pilnej modernizacji bloków węglowych na najbliższe lata, ponieważ wzrasta zapotrzebowanie na energię. Takie modernizacje będą przeprowadzane. Priorytetem jest dla nas bezpieczeństwo energetyczne.

Jednak to wspomaganie jest konieczne?

– Absolutnie. Nikt odpowiedzialny w Polsce nie jest w stanie powiedzieć, że na OZE możemy budować bezpieczeństwo gospodarcze. Chyba że się pojawi jakaś nowa technologia, wtedy będziemy dyskutować, ale na dzisiaj jej nie ma. U nas ciągle 60-70 proc. produkcji opiera się na węglu. Zastąpienie tego surowca z dnia na dzień czymkolwiek nie jest możliwe. Z nadzieją patrzymy na geotermię, ale nie każdy region w Polsce ma wystarczający potencjał geotermalny.

Dziękuję za rozmowę.

Jacek Sądej