• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Program Arłukowicza to czysta propaganda

Środa, 20 marca 2013 (22:08)

Bolesław Piecha, wiceminister zdrowia w rządzie PiS, obecnie przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia:

Komentując dzisiejsze wystąpienie ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza w sprawie rządowego programu finansowania in vitro, nie będę odnosił się do spraw światopoglądowych, ponieważ moje stanowisko w tej materii jest znane.

Po pierwsze, w Polsce obowiązuje Konstytucja i każdy grosz publiczny, a jest to grosz rzędu 250 mln złotych, musi być wydawany zgodnie z ustawami, czyli musi mieć podstawę prawną. Otóż ten program „zdrowotny” takiej podstawy prawnej nie ma.

Po drugie, także ta Konstytucja zapewnia równy dostęp do opieki zdrowotnej dla wszystkich obywateli. Równy to znaczy niezależny od sytuacji finansowej czyli każdy, kto cierpi na jakieś schorzenie albo korzysta z pomocy medycznej jest równy względem prawa. I w związku z tym nie bardzo rozumiem, jak pogodzić 1,5 mln par, które mają problem z poczęciem dziecka  z 15 tys. par, które będą wylosowane do tego programu, w jakiejś szczęśliwej loterii, w której prawdopodobieństwo wylosowania będzie zdecydowanie mniejsze niż w loterii wizowej w Stanach Zjednoczonych, i będzie mogło mieć „szansę” na dziecko.

A przecież sam fakt wylosowania nie znaczy, że procedura zakończy się sukcesem... Kto będzie tym superarbitrem, który zdecyduje, kto zakwalifikuje się do tego programu? I czy jeżeli zakwalifikujemy jakąś parę, a inną nie, to czy ta druga para będzie mogła się od tej decyzji odwołać? Niestety tego też nie wiemy. Jednakże podkreślam, że tych wszystkich decyzji nie należy z całą pewnością powierzać jakimś ekspertom.

I trzecia sprawa to zapewnienie ze strony premiera Donalda Tuska, że nie będzie niszczenia zarodków ludzkich. Projekt Jarosława Gowina zapewniał także, że nie będzie kriokonserwacji czyli mrożenia. Tymczasem ten program woluntarystycznie stwierdza, że będzie mrożenie, a także że będzie ono dotyczyło zarodków spełniających określone warunki. A co będzie, jeśli „szkiełko i oko” naukowca stwierdzi, że ten zarodek ludzki, czyli to życie ludzkie, nie kwalifikuje się do tej procedury? Czy w tym wypadku zastosuje się preselekcje, a dopiero po zatwierdzeniu wymogów zastosuje mrożenie? Na to zgody być nie może.

Ostatnią kwestią, na którą chciałbym zwrócić uwagę, jest to, że robi się „ułomny” prawnie program, gdzie ilość uznaniowych spraw jest potężna, gdzie poza propagandą nie ma on nic wspólnego z rzeczywistością. Rząd stwarza taką otoczkę prawną, ponieważ brak mu odwagi, żeby to nazwać. Trybunał Konstytucyjny już raz orzekł, że jeżeli coś finansujemy ze środków publicznych, to musimy to nazwać. Dzisiaj nie ma w ustawie świadczeń, które nazywają się in vitro, tymczasem minister zamierza na nie wydawać publiczne pieniądze. Miejmy nadzieję, że Trybunał Konstytucyjny obnaży niekonstytucyjność tego programu.

not. MM