W trosce o przyszłe pokolenia Polaków
Wtorek, 4 kwietnia 2023 (20:51)Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego, wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej,
rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czego wyrazem była tak liczna obecność Polaków na marszach papieskich?
– Przypomnieliśmy sobie o tym, że Papież Jan Paweł II
był nie tylko zwierzchnikiem Kościoła katolickiego, ale też kimś bardzo nam bliskim, kimś, kogo traktuje się jak domownika. To było przypomnienie jego osoby, nauczania
i całego wiana, jakie wplótł w nasze narodowe dziedzictwo. To było wspomnienie wielkiego dobra, jakie Papież Polak wniósł nie tylko w nasze życie narodowe, państwowe, religijne, kościelne, ale także do naszych domów, rodzin,
w życie osobiste każdego z nas. Ta więź zaowocowała niedzielnymi marszami w obronie dobrego imienia św. Jana Pawła II. Mam nadzieję, że to będzie już coroczny zwyczaj, kiedy będziemy sobie przypominać wielką sylwetkę tego, który nas zdominował i stał się nam bardzo, bardzo bliski. Przypominam sobie historię z 11 listopada 1978 roku
– wówczas 60-lecie odzyskania niepodległości – wtedy
w krypcie wawelskiej, przy trumnie marszałka Józefa Piłsudskiego zebrali się jego żołnierze, legioniści, żołnierze z 1918, 1920 roku i inni obrońcy Polski z późniejszych naszych narodowych doświadczeń. Najstarszy z nich
por. Stanisław Leszczyc-Przywara, żołnierz 4. Pułku Piechoty Legionów i obrońca Lwowa, zameldował:
„Panie komendancie, jak co roku 11 listopada w Święto Niepodległości jesteśmy u ciebie. Miał z nami być
kard. Karol Wojtyła, ale go nie ma… Jest daleko, jest na Watykanie, jest naszym JPII, a ty jesteś naszym JPI
– a JP znaczy »Jeszcze Polska«”. Mówię o tym, bo ta prosta mistyka żołnierska oddawała wtedy istotę rzeczy.
Nasz Ojciec Święty był wówczas na początku pontyfikatu, po swoich pierwszych wystąpieniach, ale już wtedy był naszą wielką nadzieją, która się później coraz bardziej potęgowała i przeobrażała w czyny, w tym w odzyskaną wolność. Żołnierze marszałka już wtedy odczuli, że ten Papież jest kimś ważnym – jednym z najważniejszych.
I to samo dzisiaj – bogatsi o doświadczenia myśli, słów
i czynów Jana Pawła II – czujemy jeszcze bardziej,
że JP znaczy „Jeszcze Polska”. I cokolwiek ktoś chciałby
z tym zrobić, my na to nie pozwolimy.
Trzeba było tak podłych ataków, żebyśmy
na nowo odczytali, kim był, jest i zawsze będzie dla nas, Polaków, św. Jan Paweł II,
i zamanifestowali swoje przywiązanie
do wartości, które on uosabiał?
– Wszystko, co wydarzyło się w ostatnim czasie
– te nikczemne ataki na osobę i dzieło św. Jana Pawła II były plugawe, podłe, nędzne – myślę, że warto na to spojrzeć z pewnej perspektywy, tak jak Zofia Kossak-
-Szczucka, i odwołać się do jej „Błogosławionej winy”
– powieści, w której opowiada o kradzieży obrazu Madonny Gregoriańskiej z kaplicy papieskiej na Watykanie, dokonanej przez wojewodę mińskiego Mikołaja Sapiehę. Ten świętokradczy czyn, którego się dopuścił arystokrata, okazał się błogosławionym, bo zaowocował jego głębokim nawróceniem i de facto cudami w Kodniu, gdzie Sapieha założył nawiedzane do dziś sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej Królowej Podlasia. Myślę, że dzięki temu,
co się stało – mam na myśli ataki na św. Jana Pawła II
– uświadomiliśmy sobie, że nowemu pokoleniu musimy przekazać całe dziedzictwo myśli, słów i czynów Papieża
w całej jego rozciągłości – wielkości, dumie i chwale.
Te ataki nas obudziły i zgodnie z przekazem św. Pawła: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”,
zło ataków znalazło godną odpowiedź. Nie łudźmy się,
że te diaboliczne ataki się skończyły, one będą,
ale w odpowiedzi mamy już dywizje, które będą broniły
św. Jana Pawła II.
Panie Profesorze, co powinniśmy
zrobić z tym pospolitym ruszeniem,
jak wykorzystać te dywizje, o których
Pan mówi, by odrodzone dobro owocowało w przyszłości?
– To jest zadanie nas wszystkich. To musi się odbywać
w formie bardziej zorganizowanej. Okazuje się, że nie we wszystkich miejscowościach odbyły się marsze w obronie św. Jana Pawła II – i nie jest to zarzut, ale niech to będzie sygnał, że wszędzie trzeba ludzi budzić. Wszędzie przynajmniej raz w roku takie marsze powinny się odbywać, ale myślę, że będzie ich więcej, bo okazji, żeby pamiętać o naszym wielkim rodaku będzie wiele. Jeżeli wznieśliśmy pomniki Ojca Świętego, to teraz musimy o nie dbać. Przykład z Wrocławia, gdzie rektor Uniwersytetu pilnuje pomnika nie jako profesor, ale jako członek rady parafialnej, to wielka nadzieja, że świat nauki też się obudzi i stanie po właściwej stronie. Myślę, że tego typu przykłady trzeba pokazywać, nagłaśniać i naśladować, a jednocześnie musimy pilnować pomników Papieża, ponieważ jeśli je wznieśliśmy, to nie możemy pozwolić, żeby je bezczeszczono. To jest nasz obowiązek, nasze zobowiązanie i powinność, które muszą nas mobilizować
do organizowania się, działania – i to będzie przynosiło pozytywne efekty. Jednocześnie liczę, że Kościół – ten hierarchiczny, także będzie miał coś do zaproponowania nam wszystkim. Łódź jest przykładem, gdzie wydawałoby się postępowego, modernistycznego metropolitę ze strony łajdaków spod znaku czerwonej gwiazdy i zwiędłego tulipana spotkała rzecz przykra, mianowicie przed archikatedrą zbezczeszczono pomnik św. Jana Pawła II.
To tylko pokazuje, że neomerksistowska ideologia
nie ma względu na osoby, a jej celem jest zwalczanie wszystkiego, co dobre, co tradycyjne, co nasze, polskie.
Czego powinniśmy oczekiwać od naszych pasterzy? Były zdecydowane postawy biskupów, np. wyraziste kazanie ks. abp. Józefa Michalika w archikatedrze warszawskiej czy wystąpienie ks. abp. Jędraszewskiego podczas koncertu
w Wadowicach.
– Przepraszam bardzo, ale czy ks. abp Józef Michalik
jest biskupem, gospodarzem metropolii warszawskiej? Kościół hierarchiczny w Polsce ma piękne, bogate tradycje, ma wielkich pasterzy, ma także dzisiaj wspaniałych duszpasterzy, ale muszą być oni bardziej odważni.
Nam potrzeba dzisiaj przewodników, sama purpura
nie wystarczy, potrzeba więcej odwagi i zdecydowania.
Co zrobić, żebyśmy chętniej sięgali do nauczania św. Jana Pawła II, które wciąż jest aktualne i ważne?
– To trudne nauczanie, wymagające, ale nas, współcześnie żyjących, musi być stać na to, żeby uczynić je swoim
i wcielać je w życie. Byłoby dobrze stworzyć coś na wzór dawnych sacrosongów – przeglądów kultury religijnej, które kiedyś, w komunistycznej Polsce, w naszym życiu publicznym odgrywały ogromną rolę i spełniały ważne zadanie podnoszenia świadomości ludzi wierzących. Niezwykle ważne zadanie spoczywa też na mediach, zwłaszcza mediach katolickich. Ważne, żeby przypominały one nie tylko od święta o rzeczach dla nas istotnych. Warto też przypomnieć pozostałym mediom, mediom publicznym, że mają do spełnienia misję, bardzo istotną rolę. Także szkoła ma zadanie uczyć i utwierdzać nasze dzieci w duchu nauki i tych wartości, które zostawił nam w spadku nasz Papież. To są także wartości narodowe, uniwersalne,
a więc obowiązujące ludzi zarówno wierzących,
jak i niewierzących. Jeśli chodzi o szkołę,
to odpowiedzialność spoczywa również na katechetach. Dzisiaj mamy, niestety, dość modny proces wychodzenia
z zajęć religijnych, katechezy, a Warszawa zdaje się dominować pod względem deklaracji rezygnacji z nauki religii. Co więcej, są środowiska, które chcą wyprowadzić religię ze szkół. To się staje jakąś dziwną modą i warto się zastanowić, czy tu nie tkwi klucz do wszystkich diabelskich działań, bo jak wychowamy dzisiaj nasze dzieci, co im wpoimy w serca za młodu, taka będzie Polska.
Na młodzież czyha też wiele innych zagrożeń…
– Rozmawiam z psychologami, pedagogami i to, co mówią, przeraża. Dzisiaj jest wielkie uzależnienie dzieci i młodzieży od internetu, od ekranów komputerów, smartfonów.
Jeśli ktoś kilka czy nawet kilkanaście godzin spędza przed ekranem komputera, nie pozostaje to bez wpływu na jego mózg, na psychikę, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci. Zaobserwowałem, że rodzice dla tzw. świętego spokoju dzieciom w wózkach dają do zabawy smartfony. Oczywiście można z tego narzędzia korzystać, ale to nie może być cel, tylko środek. Kiedyś takim symbolem był nóż i mówiło się, że można nim ukroić chleb, ale można też zabić. Podobnie jest dzisiaj ze srebrnym ekranem, który stając się bożkiem, może wyrządzić ogromną krzywdę intelektualną
i moralną. Jest też kwestia sztucznej inteligencji, która odgrywa coraz większą rolę i coraz bardziej zaczyna dominować w codziennym życiu, gdzie zaciera się różnica między rzeczywistością a fikcją.
Widać, że podjęto próbę sterowania ludzką świadomością…
– I to zaczyna być groźne, bo przypomina się casus Pawlika Morozowa – donosiciela, którego stalinowska propaganda przekuła we wzorzec sowieckiej młodzieży,
z którego nazwiskiem kojarzą się setki tysięcy czy nawet miliony dzieci zdeprawowanych przez komunistyczny system sowiecki. Tak czy inaczej to jest przykład, który powinien być analizowany bardzo wnikliwie przez psychologów, pedagogów. Trzeba znaleźć na to remedium, bo to, co obserwujemy, te wszystkie próby zawłaszczania człowieka, uzależniania go w rozmaity sposób, usidlania,
szczególnie ludzi młodych, to wszystko jest dzisiaj szalenie niebezpieczne. Internet, jeśli jest użytkowany w sposób niewłaściwy, w sposób bezkrytyczny, staje się szalenie niebezpiecznym narzędziem. W czasach sowieckich donos na własnego ojca był dumą, ale w odwecie krewni zamordowali tegoż denuncjatora Morozowa. To jest tylko pewien symbol tamtych czasów, ale takich przykładów wówczas było bardzo dużo. I dzisiaj, jeśli się nie obudzimy, jeśli pozwolimy się rozwijać rozmaitym trendom
bez kontroli, jeśli będziemy w sposób bezkrytyczny przyjmować całą tę ideologiczną papkę, to podobne sytuacje, oczywiście w innym wymiarze, możemy mieć
też współcześnie u nas. Chodzi o pewien schemat destruowania, unicestwiania, wykluczania osób czy symboli.
Oby nie…
– Brzmi to życzeniowo. Owszem, musimy żyć nadzieją
i ufać, że dobry Bóg do tego nie dopuści, ale to nie znaczy,
że mamy stać z założonymi rękami i bezczynnie czekać,
co się wydarzy. To jest nasze posłannictwo, nasza powinność, nasza misja, którą zaszczepia w nas Opatrzność, a do czego zachęcał nas nasz wielki rodak,
św. Jan Paweł II – wzór, symbol dobra, które dzisiaj pewne środowiska chcą splugawić. Nie pozwólmy na to.