• Niedziela, 27 września 2020

    imieniny: Wincentego, Amadeusza

Bez refundacji

Poniedziałek, 2 lipca 2012 (06:28)

Lekarze rozpoczęli protest receptowy. Od 1 lipca pacjenci będą mogli dostać wyłącznie druk bez refundacji.

Narodowy Fundusz Zdrowia w trosce o kondycję finansową chce ograniczyć dostęp do leków refundowanych - w ten sposób lekarze oceniają przygotowany przez rząd system refundacji, w ramach którego byliby oni karani za błędnie wypisane recepty.

Wczoraj rozpoczął się protest lekarzy przeciwko takim rozwiązaniom. Sprzeciw środowisk lekarskich budzi nie tylko zarządzenie poprzedniego prezesa NFZ Jacka Paszkiewicza, które nakłada kary za błędnie wypisane recepty, ale i nowe rozwiązania zaproponowane przez obecną szefową tej instytucji Agnieszkę Pachciarz.

"Przede wszystkim zdecydowany sprzeciw budzi nakładanie na lekarzy i lekarzy dentystów kar umownych w wysokości 200 zł za wszelkie najdrobniejsze nieprawidłowości na recepcie na lek refundowany. Nakładanie kary w sytuacji drobnych nieprawidłowości, które nie skutkują niemożnością realizacji recepty zgodnie z uprawnieniami pacjenta ani powstaniem szkody po stronie Narodowego Funduszu Zdrowia, budzi stanowczy sprzeciw" - napisał w sobotę w liście do prezes NFZ Romuald Krajewski, wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej.


Decyzję o rozpoczęciu protestu lekarze podjęli podczas sobotniego posiedzenia Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy i spotkania Porozumienia Organizacji Lekarskich.

Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL, w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" nie pozostawia suchej nitki na zaprezentowanym w piątek projekcie zarządzenia prezesa NFZ w sprawie wzoru umowy upoważniającej do wystawiania recept na leki, środki specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyroby medyczne refundowane ze środków publicznych.

- Konflikt receptowy trwa i nic nie zapowiada jego rozwiązania. Dlatego że propozycja, którą przedstawiła prezes Agnieszka Pachciarz, jest kpiną. To operacja na słowach, a nie na istocie rzeczy - ocenia Bukiel.

Wskazuje, że w projekcie dokonano tylko zamiany jednych wyrażeń na inne, "ale sens pozostał ten sam, a kary dla lekarzy są nawet jeszcze większe".

- Nasze oczekiwania w stosunku do rządu są proste: żeby uczciwi lekarze nie byli zagrożeni karą. Powinny one dotyczyć oszustów i naciągaczy, którzy wyłudzają refundację leków. Obecnie skonstruowana umowa wygląda w ten sposób, że kary obejmują ludzi, którzy uczciwie pracują, a mogą zostać zrujnowani tylko dlatego, że zrobią błąd w bardzo skomplikowanej materii, jaką jest system refundacji. A jest on chyba tylko dlatego tak zawikłany, żeby zastawić pułapkę na lekarzy - podkreśla przewodniczący.

Według niego, realizowana przez rząd koncepcja reformy ochrony zdrowia ma na celu zastraszenie medyków, żeby nie wypisywali recept refundowanych, ale najchętniej i najczęściej leki płatne w 100 procentach.

- W ten sposób NFZ zaoszczędzi pieniądze. Innego tłumaczenia logicznego dla tych działań nie ma - kwituje Bukiel.

Zdaniem Piotra Watoły z OZZL, możliwych jest pięć form protestu. Podstawową z nich jest wypisywanie od 1 lipca leków "zgodnie z najlepszą wiedzą medyczną lekarzy" na drukach recept opracowanych przez Naczelną Izbę Lekarską. Druga oznacza powrót do pieczątki, którą w styczniu lekarze przybijali na wszystkich receptach, czyli "Refundacja do decyzji NFZ". Inne formy protestu to: posługiwanie się nazwami międzynarodowymi leków, wypisywanie leków spoza listy leków refundowanych oraz niewpisywanie kodu NFZ na obowiązujących dziś wzorach recept.


Za konflikt receptowy zapłacą pacjenci, ale są oni świadomi, że to rząd postawił lekarzy w bardzo trudnej sytuacji.

- Oczywiście bardzo niedobrze, że doszło do tego protestu. Władze państwa powinny starać się zlikwidować ten problem. Był przecież wiceprezes NFZ [Zbigniew Teter - przyp. red.], który mógłby zmienić wcześniej te zarządzenia. Rząd tłumaczył bowiem, że prezes Paszkiewicz został odwołany i trzeba poczekać z decyzjami. Moim zdaniem, było to jednak działanie na zwłokę - twierdzi dr Adam Sandauer, honorowy prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere. Dodaje, że "aktualna prezes Pachciarz również mogła zrobić więcej".

- Są różne przyczyny błędów w recepcie. Może to wynikać z drobnej niedoróbki, np. ktoś napisał 3, a miało być 8 lub 9 w numerze PESEL lub adresie zamieszkania. Możliwa jest też sytuacja, że pacjent, chcąc mieć niższą opłatę, wprowadził w błąd lekarza, przynosząc nieaktualny dokument. A może być tak, że medyk jest członkiem jakiejś firmy farmaceutycznej i stara się, by ona zarabiała. Są to zatem trzy różne sytuacje. Nie można tego wrzucić do jednego worka i mówić, że zawsze winien jest lekarz - zaznacza Sandauer.

W jego opinii, stwierdzenie faktu źle wypełnionej recepty powinno skutkować wszczęciem postępowania wyjaśniającego.

- Oczywiście należy ukarać - o ile się udowodni - winnego. Ale nie na zasadzie rozporządzeń administracyjnych z pominięciem drogi sądowej, że za każdy błąd płaci lekarz - mówi Sandauer.

Pachciarz podczas sobotniego spotkania z dziennikarzami tłumaczyła, że kary dla lekarzy "mają co do zasady służyć wychwyceniu skrajnych przypadków".

- Przedstawiliśmy liberalny i bardzo konkretny katalog kar, którego celem są dwie rzeczy: chronienie praw pacjenta oraz ochrona dokumentu, zasad wystawiania recept. Recepta jest specjalnym dokumentem - powiedziała prezes NFZ.

Wyraziła jednocześnie oczekiwania, "że lekarze będą prowadzili dokumentację medyczną pacjenta, żeby nie wydawali osobom trzecim recepty, żeby ten dokument był właściwie chroniony".


W sobotę minął ustawowy termin, w którym prezes NFZ musi wydać zarządzenie w sprawie recept. Narodowy Fundusz przygotował plan awaryjny w sytuacji, gdyby pacjent, któremu przysługuje refundacja, został jej pozbawiony. Zgodnie z nim, taka osoba będzie mogła skorzystać z porady innego lekarza, który po zbadaniu wypisze nową receptę.

Jacek Dytkowski