Dramat chrześcijan w Iraku
Wtorek, 19 marca 2013 (18:48)Przed inwazją USA na Irak w kraju tym mieszkało ponad milion chrześcijan. Teraz mniejszość ta liczy niespełna 500 tys. osób. Chrześcijanie stali się celami napaści, zamachów i porwań. Brak poczucia bezpieczeństwa nadal skłania ich do ucieczki z ojczyzny.
Po obaleniu reżimu Saddama Husajna Irak ogarnęła fala przemocy, której ofiarami padali również chrześcijanie. Według danych irackiej Organizacji Praw Człowieka im. Hammurabiego od 2003 do 2012 roku w Iraku zginęło około 900 chrześcijan, 200 zostało porwanych, a blisko 325 tys. musiało szukać schronienia, przemieszczając się wewnątrz kraju.
Najbardziej krwawy atak na tę społeczność miał miejsce 31 października 2010 roku, gdy rebelianci z Al-Kaidy zabili 44 wiernych oraz dwóch księży w syryjsko-katolickiej katedrze w Bagdadzie.
– Była to katastrofa, która sprawiła, że chrześcijanie zaczęli masowo uciekać z Iraku – powiedział w rozmowie z AFP ojciec Pios Cacha z kościoła Świętego Józefa w Bagdadzie.
„Być może podzielimy los naszych żydowskich braci” – mówi ojciec Cacha. Społeczność Żydów w Iraku liczyła dawniej dziesiątki tysięcy osób, a teraz skurczyła się niemal do zera – przypomina AFP.
Iracka wspólnota chrześcijańska, do której należy uznający zwierzchnictwo Papieża Kościół chaldejski oraz niezależny od Rzymu Asyryjski Kościół Wschodu, skurczyła się dramatycznie w ciągu ostatniej dekady, a wierni rozproszeni są między Bagdadem, Mosulem, Kirkukiem i Kurdystanem.
Iraccy chrześcijanie, którzy przez setki lat żyli w zgodzie z innymi wspólnotami religijnymi, są obecnie reprezentowani w rządzie przez zaledwie jednego ministra, a w parlamencie – przez dwóch deputowanych.
– W Iraku było kiedyś 300 kościołów. Dziś zostało tylko 57 i nawet te są wciąż celami ataków – mówi patriarcha Kościoła chaldejskiego Louis Sako.
Według ojca Cachy, spośród 1300 rodzin, które uczęszczały do jego kościoła, teraz zostało niespełna 500, a liczba rodzin chrześcijańskich w Basrze spadła z ponad tysiąca w 2003 roku do 450 obecnie.
Odkąd przez Bliski Wschód przetoczyła się arabska wiosna, a radykalni islamiści urośli w siłę, w wielu krajach tego regionu wciąż rosną obawy o losy mniejszości chrześcijańskich.
– Nadchodzące lata będą bardzo trudne dla chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w świecie arabskim. Trudnym wyzwaniem będzie wypracowanie środków, które zapewnią im bezpieczeństwo – wyjaśnił ksiądz Saad Sirop Hanna z kościoła Świętego Józefa w Bagdadzie i dodał, że nie jest pewien, czy przywódcy polityczni, których wyniosła do władzy arabska wiosna, dojrzeli do tego, by zadbać o losy chrześcijan. Ksiądz Hanna obawia się, że narastający konflikt między sunnitami a szyitami również okaże się groźny dla mniejszości chrześcijańskiej.
– Sytuację chrześcijan w Iraku pogarszają też względy ekonomiczne. Brak widoków na pracę w niestabilnym kraju skłania młodych ludzi do emigracji – mówi szef Organizacji Praw Człowieka im. Hammurabiego i dawny minister ds. emigrantów Pascal Wardeh.
IK, PAP