• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Ilu Simmów jest w Polsce?

Wtorek, 19 marca 2013 (02:06)

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przyznaje, że byli funkcjonariusze SB, współpracujący z KGB, są zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa. Dwóch takich milicjantów szpiegów złapano w Estonii. Jednym z nich był Herman Simm.

Posłowie zaczytują się w najnowszym opracowaniu ABW pt. „Współpraca SB MSW PRL z KGB ZSRR w latach 1970-1990 – próba bilansu”. Jak dowiedział się „Nasz Dziennik’’, sprawa publikacji stanie na posiedzeniu Komisji ds. Służb Specjalnych.

Parlamentarzyści chcą się dowiedzieć, jak mają rozumieć zawarte w niej informacje i wnioski. Marek Opioła (PiS), szef sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, zwraca uwagę, że podczas pracy autorzy bazowali głównie na dokumentach jawnych.

– Najciekawsze byłoby odtajnienie tych dokumentów, które znajdują się w zbiorze zastrzeżonym IPN. Nie widzę w tym materiale jakichś niedopowiedzeń, które sugerowałyby, że odchodząc z ABW, pan Bondaryk chciał nam zostawić jakąś informacje na ten temat. Jest to po prostu skondensowana w jednej publikacji wiedza już wcześniej znana – ocenia poseł Opioła.

– Po co służba specjalna robi takie opracowanie, jeśli nie prowadzi bieżącego monitoringu? Co to jest za opracowanie, jeśli powstaje na bazie dokumentów IPN, a nie uwzględnia dokumentów pozostających w służbie? Tym bardziej że ABW przyznaje, że te osoby mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa – podnosi Maciej Lew-Mirski, współtwórca Służby Kontrwywiadu Wojskowego i członek Komisji Weryfikacyjnej WSI.

Jednocześnie przypomina, że w ostatnich latach działania Rosjan, np. w NATO, są niezwykle agresywne i nawet dalej idące niż w czasach zimnej wojny.

Cień tajemnicy

W ocenie Opioły, ujawnienie informacji z tzw. zbioru zastrzeżonego w IPN rzuciłoby jaśniejszy snop światła na skalę zjawiska, jakim były związki funkcjonariuszy PRL-owskiego MSW, a więc SB i milicji, oraz ich agentury z sowieckimi służbami specjalnymi.

Tymi samymi, których bezpośrednią kontynuację stanowią dziś GRU, Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) czy Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR).

W listopadzie 2011 roku poseł Opioła zwrócił się do premiera z pytaniami bezpośrednio związanymi z informacjami zawartymi w opracowaniu. Nie doczekał się jednak odpowiedzi.

Podobnie jak w przypadku licznych innych tego typu zapytań ówczesny minister spraw wewnętrznych Jacek Cichocki, a wcześniej sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych, zasłaniał się niejawnym charakterem informacji.

Tymczasem wśród pytań skierowanych do rządu było kluczowe, dotyczące wspomnianych również w tej publikacji 600 funkcjonariuszy MSW, którzy od roku 1972 r. odbywali szkolenia w Akademii KGB w Związku Sowieckim.

Poseł pytał, czy ABW wie, jak potoczyły się ich losy po odejściu z czynnej służby, i czy kontrwywiad (ABW i SKW) posiada ścisłą ewidencję funkcjonariuszy tych jednostek MSW oraz czy poddał analizie ich aktywność zawodową po odejściu ze służby pod kątem ustalenia aktywacji powiązań ze służbami rosyjskimi.

Opioła chciał też wiedzieć, czy kontrwywiad dokonał oceny możliwości dalszego wykorzystywania agentury, która była używana przez Sowietów do ochrony jednostek Armii Sowieckiej w Polsce.

W tym roku minie 20 lat od opuszczenia terytorium RP przez ostatni garnizon sowiecki. Ciągle jednak otwarte jest pytanie, jak liczną agenturę pozostawili Rosjanie w Polsce. Współpracą z KGB zajmował się IIDepartament MSW. Istotne są m.in. pytania, czy kontrwywiad posiada ścisłą ewidencję oficerów oddelegowanych służbowo do KGB i czy kiedykolwiek poddano analizie ich aktywność zawodową po odejściu ze służby. Czy ludzie ci utrzymywali powiązania ze służbami rosyjskimi?

– Tu istnieje realny problem, ponieważ służby do dziś nie rozliczyły się z tego tematu. Jeśli cofniemy się nawet do czasów istnienia Urzędu Ochrony Państwa, nie ma takich opracowań, które mówiłyby o tym, czy byli współpracownicy SB lub jej funkcjonariusze mogą być dziś wykorzystywani przez Rosjan. Jak ten problem wygląda np. w przestrzeni gospodarczej? To temat ważny, choć na pewno bardzo trudny – zwraca uwagę Opioła.

Zdaniem posła, takie opracowanie powinno powstać wiele lat temu, miałoby wtedy znacznie większą wartość.

Hulanki szpiegów

Przykładem destrukcyjnej aktywności funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki czy nawet milicji jest historia Hermana Simma, Estończyka, który w czasach sowieckich był oficerem milicji.

Jego historia to jeden z największych skandali szpiegowskich, jakie dotknęły NATO w całej historii Paktu. Aresztowany w 2008 r. jako urzędnik ministerstwa obrony Estonii, został skazany na 12 lat więzienia za przekazanie SWR ponad 2 tys. stron dokumentów z informacjami, w tym tajnych dokumentów Sojuszu. Rosjanie poznali w ten sposób tajemnice natowskiego systemu zabezpieczeń i ochrony informacji niejawnej.

Innym przykładem jest Aleksiej Dressen, również były milicjant, który w 1993 r. trafił do estońskiej służby Kaitsepolitsei. Jak się okazało, był od kilku lat współpracownikiem FSB, w ostatniej chwili został zatrzymany na lotnisku tuż przed ewakuacją do Moskwy.

Czy fakt, że w Polsce nigdy nie ujawniono tak spektakularnej afery, świadczy o tym, że jesteśmy wolni od tego rodzaju działań, czy po prostu służby nie chciały ścigać i rozpracowywać ludzi starego aparatu podejrzanych o współpracę z Rosjanami? Maciej Lew-Mirski uważa, że w III RP takich osób po prostu nie chciano szukać.

– Ukrywano takie sytuacje, a kiedy nawet wychodziły one na jaw, to po prostu starano się sprawę zamiatać pod dywan, przenieść daną osobę na inne stanowisko – podkreśla.

Przypomina przy tym, że nasycenie służb wojskowych oficerami WSW i Zarządu II Sztabu Generalnego było olbrzymie.

– W raporcie z likwidacji WSI wskazano, w jaki sposób wyglądała droga awansów tych oficerów, którzy przeszli szkolenia GRU. Byli faworyzowani, wybierano do tego osoby perspektywiczne, które w przyszłości miały zajmować kierownicze stanowiska. I tak się działo – ocenia Lew-Mirski.

Jak się okazuje, nie tylko przed 1990 r., ale również później, a przepustką do objęcia takiego stanowiska było zakorzenienie danego oficera w systemie bezpieczeństwa Układu Warszawskiego.

Publikacja ABW dotyczy wszelkiego rodzaju służb cywilnych. Warto przypomnieć w tym miejscu choćby postać Romana Kurnika, w latach80. ostatniego szefa kadr w SB.

W 1989r. Czesław Kiszczak uczynił go zastępcą dyrektora Departamentu Kadr Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i przez wiele lat miał wpływ na to, kto i jaką funkcję pełnił w policji III Rzeczypospolitej. Tej samej policji, pod okiem której przez lata bezkarnie działała mafia, a której macki zdawały się sięgać dalej i głębiej niż do Pruszkowa i Wołomina.

– Nie ma afery politycznej czy gospodarczej, która nie byłaby udziałem byłych esbeków lub ich tajnych współpracowników. Skupiając się na lustracji i historii ludzi, którzy podjęli współpracę z tym aparatem, zapominamy o tysiącach funkcjonariuszy i żołnierzy, którzy w nim służyli –przyznaje Maciej Lew-Mirski.

Maciej Walaszczyk