• Czwartek, 7 maja 2026

    imieniny: Ludmiły, Benedykty, Gizeli

Tajemnica śmierci

Bądź wola Twoja

Czwartek, 23 lutego 2023 (09:56)

Jak radzić sobie z konsekwencjami tragicznej śmierci?

Każda śmierć boli. Największe cierpienie przychodzi jednak wtedy, gdy człowiek umiera nagle i w tragicznych okolicznościach. Czy da się pogodzić tego rodzaju śmierć z wizją miłującego Boga? Co robić, gdy ktoś bliski nagle i niespodziewanie umiera?

Już w czasach, kiedy Pan Jezus chodził po ziemi, a zapewne i wcześniej, ludzie próbowali szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego ktoś umiera śmiercią tragiczną. Od najdawniejszych czasów wierzono, że człowiek umiera śmiercią, na jaką zasłużył. Uważano, że jeśli zginął śmiercią tragiczną, to znak, że w jego życiu był obecny jakiś rodzaj zła. Tragiczną, nagłą śmierć odczytywano jako karę wymierzoną przez bogów. Wierzono też, że człowiek może doświadczać kary za zło uczynione przez krewnych bliższych lub dalszych. Kiedy zatem ginął ktoś, kogo uważano za sprawiedliwego, szukano „winnego” jego śmierci wśród krewnych. Nierzadko odbywało się to na zasadzie „kozła ofiarnego”. Jeśli ktoś został wytypowany jako „sprawca” zła, niespecjalnie przykładano się do uważnego zbadania, czy rzeczywiście popełnił on jakieś zło, ale po prostu osądzano go i surowo karano, nierzadko podobną śmiercią. Tego rodzaju wierzenia zachowały się do dziś w wielu kulturach pierwotnych, na przykład wśród niektórych plemion w Afryce.

Jezus rozprawia się z opiniami, iż tragiczna śmierć jest karą za grzechy. Kiedy ludzie pytali Go, co myśli o ofiarach rzezi, jakiej dokonał Piłat na niewinnych mieszkańcach Galilei, i o ofiarach katastrofy budowlanej w Siloam, odpowiedział: „Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie” (Łk 13,1-5). Jezus nie zaprzecza, że ci ludzie byli grzesznikami, ale też nie potwierdza, że grzechy były bezpośrednią przyczyną ich śmierci. Raczej wykazuje potrzebę nawracania się oraz czuwania, czyli bycia gotowym na śmierć bez względu na jej okoliczności. Odwraca uwagę słuchaczy od próżnych dociekań, dlaczego doszło do tragedii, w stronę jak najlepszego przeżywania chwili obecnej, zgodnie z wolą Boga.

Bóg tak chciał?

Ryszard i Hanna z Poznania osiem lat temu stracili syna w wypadku. Na osiemnastkę otrzymał od nich w prezencie wymarzony motor. Niestety, w czasie jednej z pierwszych przejażdżek nie opanował maszyny. Wypadł z drogi i wjechał prosto w drzewo, ponosząc śmierć na miejscu. Rodzice do dziś nie mogą pogodzić się ze stratą syna. Codziennie odwiedzają jego grób, wpatrując się w napis, który kazali wyryć na płycie nagrobkowej: „Bóg tak chciał”. Jak twierdzą, te słowa są dla nich pocieszeniem. „To samooszukiwanie się i spychanie odpowiedzialności na Boga” – twierdzi sąsiad dobrze znający okoliczności wypadku. „Wątpię, by Bóg chciał, aby rodzice kupili niedojrzałemu synowi tak mocną maszynę. To przykład ślepej miłości rodziców do dziecka i ulegania zachciankom syna. Poza tym Bóg na pewno nie chciał, aby ten młody mężczyzna jechał ulicą 150 km/h, gdy przepisy pozwalały jechać 50”.

Powyższy przykład ukazuje problem, jaki rozgrywa się po utracie bliskich w tragicznych okolicznościach. Pojawia się w nich przekonanie, że gdyby Bóg chciał, nie doszłoby do wypadku i śmierci, ale skoro doszło, widocznie tego chciał. W tego rodzaju myśleniu pojawia się niebezpieczna pokusa czynienia Boga winnym śmierci ludzi, którzy giną w tragicznych okolicznościach. Zakłada się fałszywie, że Bóg może łamać ludzką wolność, ograniczać ją lub zawieszać. Odbierać ludziom prawo do swobodnego podejmowania decyzji. Za lwią część tragicznych śmierci odpowiada sam człowiek: źle wykorzystując dar wolności, podejmując nieodpowiedzialne decyzje. Ludzkie zaniedbanie, brawura, lekkomyślność, głupota – to są prawdziwe przyczyny wielu niepotrzebnych śmierci, np. kiedy ktoś decyduje się prowadzić pojazd pod wpływem alkoholu, bez doświadczenia, uprawnień, będąc ciężko chorym, zmęczonym itd.

Natura nie jest wrogiem człowieka

Codziennie zdarzają się sytuacje, w których ludzie giną z powodu błędu własnego lub innych ludzi. Jednak szczególnie wstrząsają nami informacje o śmierci ludzi z powodu kataklizmów. Huragany, pożary, powodzie, trzęsienia ziemi, susze codziennie zbierają śmiertelne żniwo. „Nie mogę pogodzić się, że tak dzieje się na świecie. Trudno mi myśleć o miłosierdziu Boga, gdy tak wielu niewinnych ludzi, w tym dzieci, traci życie z powodu klęsk żywiołowych. Wierzę w Niego, staram się Mu ufać, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego Bóg dopuszcza do tych śmierci” – pisze Fabian z Bydgoszczy na jednym z portali społecznościowych.

Potęga natury od prawieków budzi respekt ludzkości. W zderzeniu z nią człowiek dostrzega swoją kruchość i ułomność. Natura jest darem dla człowieka, ale także może być śmiertelnym zagrożeniem. Nie wolno nam jednak demonizować natury. Bóg obdarzył człowieka rozumem, zdolnością przewidywania zagrożeń i chronienia się przed nimi. Dziś ludzie nadzwyczaj łatwo o tym zapominają. W kulturach pierwotnych lub prymitywnych, których przedstawiciele nie posiadają dostępu do wielu współczesnych zdobyczy nauki, pozwalających zachować jakiś stopień kontroli nad zagrożeniami ze strony natury, wypracowano inne sposoby pozwalające chronić życie. Podstawą jednak jest życie w harmonii z siłami natury, w postawie pokory wobec świata; życie w przekonaniu, że jesteśmy częścią tej planety i musimy się nauczyć mądrze korzystać z jej dóbr. Gdy człowiek o tym zapomina, natychmiast zaczynają się nieszczęścia.

Także w opinii wielu naukowców tak liczne ofiary kataklizmów naturalnych byłyby łatwe do uniknięcia, gdyby ludzie omijali miejsca, które są dla nich zagrożeniem. Chciwość ludzka i powody polityczne sprawiają, że ludzie są zmuszani do osiedlania się w miejscach, które nie nadają się do zamieszkania. Najlepsze i najbardziej bezpieczne grunty są zawłaszczane przez garstkę uprzywilejowanych bogaczy, którzy każą sobie słono płacić za komfort życia w poczuciu bezpieczeństwa. Podobnie wiele ofiar klęsk żywiołowych to ludzie, którzy zginęli, bo zawinił człowiek, nie przyroda. W jednym ze śledztw, które przeprowadzono w Japonii po tragicznym tsunami w 2011 roku, udowodniono, że liczba ofiar i strat materialnych byłaby wielokrotnie niższa, gdyby wszystkie służby odpowiedzialne za wczesne ostrzeganie dobrze spełniły swoje obowiązki.

Jak pokonać ból?

Każde cierpienie, które spotyka nas na ziemi, trzeba przeżywać z Bogiem i w pokorze. Jedynie wtedy nie zmiażdży nas, nie odbierze nam wiary ani nadziei. Przeżywać w pokorze to znaczy: nie próbując za wszelką cenę dociekać, dlaczego to się stało, dlaczego to nieszczęście dotknęło właśnie tę czy inną osobę. Być pokornym to nie szukać za wszelką cenę odpowiedzi na wszystkie pytania. Pewne sprawy trzeba oddać tylko Bogu.

Przeżywać tego rodzaju milczenie uczymy się od Maryi. W milczeniu obserwowała najbardziej niesprawiedliwy spektakl, jaki rozgrywał się w historii świata, kiedy Jej Syn szedł Drogą Krzyżową i umierał na krzyżu. Powtarzając wewnętrzne: „Bądź wola Twoja”, łączyła swoje cierpienie z cierpieniem Syna, ufając, że mądrość Boża wyprowadzi z tego bólu dobro. Trzeba być czujnym na wszelkie przejawy buntu, jakie mogą pojawić się w sercu, oraz na próby oskarżania Boga o brak reakcji. Człowiek w cierpieniu może zatracić zdolność trzeźwej oceny sytuacji i krzywdzić niewinnych podejrzeniami i oskarżeniami. Potrzeba wtedy wielkiej cierpliwości do samego siebie i do ludzi wokół. A każdą złą myśl – natychmiast oddawać Bogu, prosząc, by uleczył zranione bólem serce i wlał w nie pokój.

Ks. Sławomir Kostrzewa