Dziś w „Naszym Dzienniku”
Będziesz szła sama
Poniedziałek, 6 lutego 2023 (01:39)Środowiska promujące cywilizację śmierci posługują się farmakologicznymi środkami wywołującymi aborcję w celu kontroli populacji na świecie.
W ciągu ostatnich dwóch dekad zmieniły się metody mordowania nienarodzonych. Obecnie dostępnych jest wiele środków poronnych, przy użyciu których dokonuje się tzw. aborcji farmakologicznej na wczesnym etapie ciąży. Szczególnie w krajach wysoko rozwiniętych sposób ten wypiera inne formy tzw. aborcji. Polega on na wywołaniu poronienia przez podanie kobiecie dwóch środków farmakologicznych o działaniu poronnym (mizoprostol, mifepriston). Tabletki do tzw. aborcji farmakologicznej nie są tym samym co pigułki „dzień po”, które kobieta zażywa do 72 godzin po współżyciu. Tak zwaną aborcję farmakologiczną przeprowadza się aż do 60 dni od terminu spodziewanej miesiączki, choć na polskich stronach internetowych możemy znaleźć barbarzyńską instrukcję,
w jaki sposób użyć tych środków nawet w drugim trymestrze ciąży.
Wynalazek dla głupich i leniwych kobiet
Najpierw krótko o historii. Ciekawej i pouczającej. Skąd wziął się pomysł na wytworzenie środków do tzw. aborcji farmakologicznej? Choć może to brzmieć zaskakująco, tabletki poronne są wynikiem wyścigu firm farmaceutycznych, aby wyprodukować „idealną” tabletkę antykoncepcyjną. Taką, którą można połknąć raz
w miesiącu zamiast tabletek hormonalnych, o których trzeba pamiętać codziennie. Gdy w latach 60. w Stanach Zjednoczonych pojawiła się pierwsza tabletka antykoncepcji hormonalnej o nazwie Enovid, reklamowano ją jako uwolnienie kobiet od tzw. aborcji. Oto miała nastać nowa epoka, w której kobiety odzyskują kontrolę nad swoim ciałem, a tzw. aborcja – jako szkodliwa dla kobiet
i przestarzała metoda „kontroli urodzeń” – właśnie staje się przeszłością. Szybko okazało się jednak, że tabletki hormonalne mają wiele wad – raportowane skutki uboczne były coraz bardziej przerażające. Początkowy entuzjazm ostygł. Kobiety nie chciały ich stosować.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym