• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Zapomniana choroba

Wtorek, 24 stycznia 2023 (01:41)

ROZMOWA z dr. Kazimierzem Szałatą, prezesem Fundacji Polskiej Raoula Follereau

 

W 2023 roku Światowy Dzień Trędowatych przypada na 29 stycznia (niedziela). Obchodzimy go już po raz 70. Czemu służy ta inicjatywa?

– Pierwszy Światowy Dzień Trędowatych obchodzony był 70 lat temu z inicjatywy Sługi Bożego Raoula Follereau, francuskiego filozofa, podróżnika i misjonarza. Było to jedno z wielu przedsięwzięć, które miało przynieść wsparcie osobom chorym na trąd. Już w 1942 roku wraz z matką Eugenią Ravasio ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Apostołów rozpoczął budowę pierwszej wioski dla trędowatych – Adzopé na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Powstało tam miejsce, w którym trędowaci znaleźć mogli schronienie, leczenie, ale też mogli zakładać rodziny i żyć jak inni ludzie. Przez kolejne lata takich wiosek wybudowano tysiące. Można je dziś spotkać na wszystkich kontynentach, a pracują w nich najczęściej misjonarze.

Ustanowienie w 1954 roku Światowego Dnia Trędowatych było następnym krokiem, który miał przypomnieć mieszkańcom zamożnych krajów o zapomnianej chorobie i zapomnianych chorych. To zadanie jest nadal aktualne, ponieważ dziś wiele osób otwiera oczy ze zdziwieniem, słysząc o trądzie i dowiadując się, że to nie zamierzchła historia, ale poważny problem najuboższych rejonów świata.

Czemu trąd to taki ważny problem?

– Osoby zarażone bakterią Hansena bardzo cierpią nie tylko z powodu samej choroby, ale także z powodu wykluczenia społecznego. Trąd kojarzy nam się z obrazem nieszczęśników wyrzucanych poza obręb miast i wiosek, by w odosobnieniu, bez jakiejkolwiek opieki, mogli w mękach spełniać dni swego życia. Trąd wyniszcza ludzkie ciała i deformuje je, a przez to przeraża ludzi zdrowych, budzi wstręt i strach. Trąd nie zabija, ale wyniszcza. Trąd jest synonimem nieszczęścia i największej biedy. Przez całe wieki, zamiast udzielać pomocy, izolowano trędowatych. Zmienił to Kościół katolicki poprzez prawdziwych świadków cierpiącego Chrystusa na ziemi.

Pierwsze leprozoria, przytułki i szpitale powstawały przy klasztorach, kościołach i katedrach. Ta tradycja trwa do dziś, kontynuują ją osoby świeckie i duchowne związane z ruchem zainicjowanym przez Raoula Follereau. Kontynuują ją misjonarze, także z Polski. Warto wspomnieć jezuitę z Wołynia o. Jana Beyzyma, założyciela ośrodka na Madagaskarze, pallotyna o. Adama Wiśniewskiego, założyciela ośrodka w Indiach, czy werbistę o. Mariana Żelazka. Współcześnie tę ważną pracę podejmują między innymi dr Helena Pyz pracująca w Indiach, s. Małgorzata Lange ze Zgromadzenia Franciszkanek Misjonarek Maryi w Antsirabe na Madagaskarze, s. Noemi Świeboda, józefitka, w Kongo Brazzaville, o. Józef Kloch, oblat posługujący na Madagaskarze.

To autentyczni świadkowie Jezusa Chrystusa, którzy rozumieją, że nasz Zbawiciel cierpi wraz z chorymi i najbardziej potrzebującymi. To są ci pełni miłości ludzie, którzy w odrzuconych i okaleczonych potrafią przede wszystkim dostrzec człowieka, bliźniego, a nie zagrożenie. Każdy, kto choć raz spotkał trędowatego z ciałem naznaczonym chorobą i twarzą pełną boleści, rozumie, jaki strach trzeba w sobie pokonać, by poświęcić im życie, by leczyć ich i nieść im pomoc, gdy inni nie chcą się do nich przyznać.

Czy sytuacja chorych na przestrzeni minionych 70 lat się polepszyła?

– Zdecydowanie tak. Od lat osiemdziesiątych trąd jest chorobą uleczalną. Dzięki wspaniałej pracy naukowców zaangażowanych w badania nad trądem mamy skuteczną terapię, która pozwala zatrzymać chorobę i ją wyleczyć. Człowiek wyleczony z trądu nikomu już nie zagraża, choć może nosić na swoim ciele trwałe ślady przebytej choroby. Dlatego niektórzy mówią, że trąd można wyleczyć, ale trędowatym zostaje się do końca życia. Tę błędną świadomość trzeba przełamywać. Trzeba pomóc zrozumieć ludziom, że wyleczony z trądu może żyć wśród innych ludzi, że on już nie zaraża, a okaleczenia, często nawet drastyczne, skutkujące ciężkim, trwałym kalectwem, to pozostałość po przebytej chorobie.

Ilu chorym udało się pomóc?

– Szacuje się, że tylko przez ostatnie trzydzieści lat wyleczono około siedemnastu milionów trędowatych. Ci ludzie jednak nadal potrzebują opieki, ponieważ często są tak okaleczeni, iż nie są zdolni do samodzielnego życia albo też pozostają na marginesie życia społecznego, wykluczeni na skutek złowieszczego naznaczenia piętnem „trędowaty”. Niekwestionowany postęp w walce z trądem rodzi pytanie, kiedy wreszcie całkowicie wyeliminujemy tę straszną chorobę.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

AB, "Nasz Dziennik"