Nowa mieszanka – wielka niewiadoma
Czwartek, 14 marca 2013 (21:20)Już w najbliższą niedzielę pierwsze w tym sezonie Grand Prix Formuły 1, które rozegrane zostanie na torze Albert Park w Australii. Jednakże emocje dla kibiców tego motosportu rozpoczną się już jutro wczesnym rankiem, gdy bolidy wyjadą na pierwsze okrążenia australijskiego toru. Mimo że w tym sezonie nie ma zbyt wielu zmian regulaminowych, to nadchodzące zmagania zapowiadają się wyjątkowo ciekawie i równie zagadkowo. A to z kilku powodów.
Po pierwsze, nowe opony. Dostawca ogumienia dla Formuły 1, firma Pirelli, przygotował całkiem nową mieszankę. Producent deklaruje, że tegoroczne opony mają mieć nieco lepszą przyczepność od tych wykorzystywanych w zeszłym sezonie, z tym że jednocześnie będą się zużywały nieco szybciej. Jak pokazały przedsezonowe testy, jeśli chodzi o zużywanie się ogumienia, jest dużo gorzej, niż oczekiwano. Większość kierowców alarmowała, że bez względu na twardość mieszanki większość z opon traciła swoje najlepsze właściwości już po około trzech okrążeniach. Z uwagi na to, że większość rozgrywanych w sezonie wyścigów ma często grubo ponad 50 okrążeń, oznacza to duże kłopoty dla wszystkich zespołów.
Z drugiej strony wyniki przedsezonowych jazd nie są nigdy rozstrzygające, a w tym sezonie mówią nam wyjątkowo mało, gdyż rozgrywane były w niespotykanych w Formule 1 warunkach. Dla porównania warto wspomnieć, że temperatura powietrza podczas testów w Barcelonie rzadko kiedy przekraczała 10 stopni Celsjusza, a raczej zbliżała się do 5 stopni. Tymczasem już w pierwszym GP te warunki będą całkowicie odmienne. Obecnie w Melbourne temperatura oscyluje między 25 a 30 stopniami Celsjusza. Także wszystkie następne wyścigi rozgrywane będą raczej w gorącym klimacie, jak choćby w Malezji czy Bahrajnie, toteż dane zebrane w zimowych warunkach europejskich w kwestii opon na niewiele się tam przydadzą.
W związku z tym niebywale cenne będą wnioski po każdym z pokonanych na Albert Park kółek. Także z tego powodu, iż australijski tor charakteryzuje się (obok brazylijskiego Interlagos) największą nieprzewidywalnością w całym sezonie. Niejednokrotnie widzowie byli świadkami wyścigów, w których do mety docierała nie więcej niż połowa bolidów.
Mimo że w obecnym sezonie nie wprowadzono większych zmian w budowie bolidów, to jednak nie jest powiedziane, że czołówka będzie kształtowała się identycznie jak w roku 2012. Zespoły w padoku raczej kurtuazyjnie odpowiadają, że znów najmocniejszy jest mistrz świata, czyli Red Bull. Wyniki z przedsezonowych testów nie pokrywają się jednak z takimi zapowiedziami. Austriacki zespół uzyskał bowiem najgorszy najszybszy czas pojedynczego okrążenia. W tym zestawieniu najlepiej wypadł zespół Mercedesa i jego nowy nabytek – Lewis Hamilton. Wiele wskazuje na to, że mistrz świata miał więc nosa, przenosząc się do niemieckiej stajni.
Zdaniem obserwatorów, duże szanse w walce o koronę powinien mieć także Kimi Raikkonen, gdyż Lotus przygotował równie niezawodną i jeszcze szybszą niż przed rokiem maszynę. Nie należy lekceważyć także Ferrari i Fernando Alonso, który w stosunkowo słabym bolidzie w zeszłym sezonie do końca walczył o tytuł. Obecna konstrukcja jest zdaniem drugiego kierowcy Ferrari Felipe Massy „milion razy lepsza” od poprzedniej. W związku z tym szanse „czerwonych” stawiać trzeba także wysoko.
Największą niewiadomą z czołówki jest McLaren, który zatrudniając kierowców, postawił na rewelację początku zeszłego sezonu (niestety tylko początku, gdyż pod koniec jeździł wyjątkowo słabo) – Sergio Pereza. W przypadku tej brytyjskiej stajni, odwrotnie niż w Lotusie, głównym problemem, który nie pozwalał walczyć o końcowy tryumf, była słaba niezawodność bolidów. Czy w tym sezonie Button i Perez dostaną bardziej wytrzymałe maszyny, przekonamy się już wkrótce.
Na koniec zaś dwa cytaty z Roberta Kubicy, który właśnie oznajmił, że w najbliższym sezonie będzie jeździł w rajdowych mistrzostwach świata (WRC2) i Europy (ERC). „Faworytem w tym sezonie jest Vettel. Niespodziankę może sprawić Mercedes. Ferrari będzie walczyło o mistrzostwo świata”. Zaś drugi, specjalnie dla tych, którzy zastanawiają się, czy nasz rodak będzie jeszcze jeździł w najwyższej serii wyścigowej. „Nie wykluczałbym mojego powrotu do F1. Wręcz przeciwnie. Może to się stać szybciej, niż niektórym się zdaje. Na dzień dzisiejszy nie wiadomo, kiedy i czy będzie to możliwe, ale ja jestem dobrej myśli”.
Łukasz Sianożęcki