10. rocznica śmierci ks. abp. Ignacego Tokarczuka
PROROK I APOSTOŁ WOLNOŚCI
Czwartek, 29 grudnia 2022 (17:34)Arcybiskupa Ignacego Tokarczuka konfrontacje
z komunizmem.
Życie i działalność kościelno-religijna i społeczna ks. abp. Ignacego Tokarczuka przebiegały w czterech okresach historycznych: 1918-1939 – Rzeczpospolita odrodzona, 1939-1945 – II wojna światowa, 1945-1989
– dziesięciolecia komunistycznego zniewolenia, 1989-2012 – Polska demokratyczna. Szczególnie dwie fazy w jego życiorysie zostały naznaczone osobistym doświadczeniem istoty systemu komunistycznego, co pozwoliło mu
w dojrzałym życiu trafnie odczytywać rzeczywiste założenia ideowe i metody ich realizacji tego kierunku. Były to lata formacji intelektualnej i ascetyczno-religijnej we Lwowie 1937-1942 oraz okres PRL-u po 1945 roku.
Nie wolno się bać
Dzieciństwo i wczesna młodość chłopskiego syna spod historycznego Zbaraża na południowo-wschodnich Kresach Rzeczypospolitej upłynęły w odrodzonej po zaborach Ojczyźnie. Ten region Polski nosił w sobie wyjątkowy ładunek postaw patriotyczno-religijnych lokalnej wieloetnicznej społeczności. Na fali entuzjazmu
z odrodzenia struktur państwowych, zapału do budowania wolnej Polski, rozwoju społeczno-gospodarczego Polacy włączyli się w proces reaktywowania i utrwalania długo wyczekiwanej niepodległości.
Młody Ignacy chłonął tę atmosferę, podejmując edukację na szczeblu podstawowym, średnim i wyższym. Studia filozoficzno-teologiczne na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie niespodziewanie przerwał wybuch II wojny światowej. Kilkakrotnie zmieniające się fale okupacji niemieckiej i sowieckiej dały mu możliwość doświadczenia z autopsji obu reżimów: faszyzmu niemieckiego
i ateistycznego sowieckiego komunizmu. Zarówno podczas studiów, jak i w pierwszych latach pracy duszpasterskiej zetknął się z opresyjnymi metodami Sowietów, wobec czego musiał podjąć odpowiednie kroki z myślą nie tylko
o przetrwaniu, ale też sui generis normalnym pełnieniu swej misji. W spóźnionych zabiegach o sowiecki paszport został nawet aresztowany we Lwowie w roku akademickim 1940-1941 jako „element podejrzany”, jednak dzięki determinacji i sprytowi, zagrożony wcieleniem w szeregi Armii Czerwonej bądź wywózką w głąb Związku Sowieckiego zdołał uzyskać wymagane dokumenty, nabywając tym samym sowieckie obywatelstwo.
Otrzymał wówczas dobrą lekcję tzw. siłowej konfrontacji
z funkcjonariuszami komunistycznymi opartą na psychologicznej zasadzie: „Nie gra roli racja czy prawo, tylko strach, ktoś musi się bać; jeśli się nie boi obywatel, nabiera strachu urzędnik”.
Tego rodzaju metoda niemal dosłownie sprawdziła się
w polskiej powojennej rzeczywistości w dobie konfrontacji władz państwowych z Kościołem katolickim. Ksiądz Ignacy Tokarczuk, mając za sobą lwowskie doświadczenia wojenne, był już wówczas o wiele mądrzejszy niż inni obywatele PRL-u, a przede wszystkim uodporniony
na kłamliwą propagandę komunistyczną.
Mówił prawdę o komunizmie
Aby gruntownie przygotować się do totalnej konfrontacji
z władzą komunistyczną powojennej Polski, ks. Tokarczuk podjął w latach 1946-1951 studia specjalistyczne
w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim na Wydziale Prawa
i Nauk Społeczno-Ekonomicznych oraz na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej, wieńcząc je stopniem naukowym doktora filozofii. Zatrudniony na uczelni w pionie dydaktyczno-
-naukowym, dość szybko zrezygnował z pracy wskutek ingerencji czynników państwowych w funkcjonowanie uczelni. Podobnych trudności doświadczył w środowisku kościelnym i akademickim Olsztyna, gdzie w latach
1952-1962 wykładał filozofię i katolicką naukę społeczną
w seminarium duchownym. Jednocześnie pełniąc funkcję duszpasterza akademickiego, spotkał się z szykanami władz państwowych, obarczających go winą za brak respektu dla ich antyreligijnych zarządzeń. Po latach pisał we wspomnieniach: „[…] klerykom mówiłem o komunizmie całą prawdę […]. Nikt z profesorów tych spraw nie ruszał,
a przecież klerykom należało się powiedzieć całą prawdę, aby ich przygotować do życia w takich właśnie warunkach”.
Zwierzchnicy duchowni diecezji warmińskiej, doceniając pastoralne i osobowościowe kwalifikacje ks. Tokarczuka, usiłowali powierzyć mu obowiązki proboszcza
w renomowanych parafiach Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie i Nidzicy, ale bezskutecznie – próby
te bowiem napotkały na zdecydowany opór władz państwowych zarzucających kandydatowi bojkot prawodawstwa Polski ludowej.
Bardziej słuchał Boga niż ludzi
Właściwy, najbardziej dynamiczny w inicjatywy pastoralno-
-ideowe rozdział w życiorysie ks. Ignacego Tokarczuka wyznaczały lata 1965-1993, objęte pontyfikatem przemyskiego biskupa diecezjalnego. Niespodziewana,
a zarazem niezakwestionowana przez aparat partyjno-
-państwowy nominacja duchownego, obciążonego opinią wroga systemu komunistycznego, otworzyła nową epokę nie tylko w dziejach lokalnego Kościoła, lecz także na forum ogólnopolskim w relacjach państwo – Kościół.
Nowy hierarcha gruntowanie zreorganizował sieć parafialną i dekanalną, erygując 220 nowych parafii, rozbudowując liczbę dekanatów do 55. Z niebywałym rozmachem zainicjował akcję budowy 456 nowych kościołów i kaplic, „przybliżając ołtarz ludziom”, a jednocześnie wyzwalając
w nich ducha solidarności, współdziałania i poczucia trwałych więzi wspólnotowych.
W licznych wystąpieniach publicznych uczył Polaków „przełamywania bariery strachu” przed bezbożnym, ateistycznym komunizmem, budził nadzieję, zagrzewał
do obrony zasad wolności obywateli oraz swobody wyznawania wiary. Inwigilowany przez czynniki państwowe, oskarżany o współpracę z niemieckimi faszystami podczas II wojny światowej, szykanowany psychicznie i fizycznie – aż do pobicia włącznie – nie zrezygnował z postawy apostoła Prawdy. Odmawiał władzy rządowo-partyjnej społecznej legitymizacji, oskarżając ją
o uzurpację hegemonii oraz terror polityczny. Jako jeden
z niewielu – zarówno w gronie polskich biskupów,
jak i w środowisku opozycyjnym – prorokował nieuchronny upadek komunizmu nie tylko w Polsce, ale też w Związku Sowieckim.
W swoim dzienniku zanotował: „Nie jestem anarchistą, chcę szanować prawo, ale nie pogodzę się z faktem
ucisku religijnego, który jak listkiem figowym pokrywa nomenklaturę prawa. Chrystus czy Apostołowie, gdyby byli legalistami (takimi chce nas mieć partia), nie ruszyliby
z miejsca dzieła ewangelizacji świata. Jest prawo i ’prawo’; pierwsze trzeba szanować, a z drugim walczyć i bronić sumień ludzkich przed zaciskaniem pętli totalitaryzmu,
bo inaczej nas zaduszą. […] Tam, gdzie ludzie zdobyli się na odwagę wybudowania kościoła, tam są bardziej wyprostowani pod względem obywatelskim. Sprawdza się zasada, że przełamanie bariery strachu poszerza margines wolności, która jest niepodzielna na zagony religijne, polityczne czy gospodarcze. Poszerzenie jej w jednym punkcie, poszerza i pogłębia ją całą. Ileż jest rezerw
w narodzie niewykorzystanych w pełni? Tu jest wielka rola Kościoła względem Narodu. Wydaje mi się, może się mylę, że nie wszystkie szanse Kościoła są wyzyskiwane. Może ktoś postawi zarzut, że to program maksymalistyczny, że nie wszyscy do niego dorośli. Ale czasy dzisiejsze takiego programu wymagają. Są momenty w historii, kiedy nie ma miejsca na przeciętną, spokojną uczciwość; albo się będzie w jakimś choćby minimalnym odsetku bohaterem, albo automatycznie niejako człowiek się plami i leci moralnie
na dół”.
Ksiądz abp Ignacy Tokarczuk nie tylko właściwie diagnozował komunistyczny totalitarny system panujący
w Polsce powojennej, ale nade wszystko jak mało kto potrafił obrać właściwą taktykę walki o wolność i godność Narodu. W konfrontacji z ówczesną rzeczywistością stosował metodę dezawuowania kłamstw i manipulacji czynników partyjno-rządowych, proklamując je na forum publicznym. Niektórzy przypisywali mu fantazję, brak realizmu i myślenie wyobrażeniowe. Dopiero praktyczne rezultaty konfrontacji biskupa z władzami państwowymi zmusiły wielu do przyznania mu racji. Z nieskrywaną satysfakcją rekapitulował po upływie czasu swoją taktykę: „Cieszę się, że mogę coś wycierpieć dla Chrystusa, bo niczego złego nie czynię, tylko w swoich kazaniach, pracy
i całej działalności trzymam się zasady apostolskiej: ’Więcej trzeba słuchać Boga niż ludzi’. Ta zasada okazała się wielką mocą, przed którą nawet tak potężna partia musi ustępować […]. Dziś, po latach dziękuję Bogu i jego Matce za tę łaskę odwagi; doświadczenie pokazało,
że jedynie ta droga jest słuszna”.
W czasie swojego pontyfikatu ks. abp Ignacy Tokarczuk nie tylko zdynamizował życie religijne przemyskiego Kościoła, ale stał się niekwestionowanym apostołem wolności, nadziei, zatroskanym o obronę godności człowieka i jego prawa do wolności sumienia, wyznawania wiary katolickiej oraz pokonywania barier lęku przed komunistycznymi represjami. Swoją postawą zapisał się na trwałe w historii diecezji, Kościoła w Polsce i Ojczyzny.
Ks. prof. Józef Wołczański