• Piątek, 8 maja 2026

    imieniny: Stanisława, Wiktora, Lizy

Nie szedł na żadne układy

Czwartek, 29 grudnia 2022 (13:19)

Z ks. bp. Edwardem Frankowskim rozmawia Dariusz Pogorzelski.

Mija 10 lat od śmierci ks. abp. Ignacego Tokarczuka. Czy Przemyśl i Podkarpacie pamiętają swego pasterza?

– Ksiądz arcybiskup Ignacy Tokarczuk był szanowany
nie tylko w Przemyślu i na Podkarpaciu, ale cieszył się też uznaniem w Polsce. Oddziaływał nie tylko na mieszkańców swojej diecezji, lecz także całej Ojczyzny. Tak, pamięć
o arcybiskupie jest żywa.

Był autorytetem zarówno dla wiernych,
jak i kapłanów?

– Można powiedzieć, że był niekwestionowanym autorytetem. Świadczyły o tym liczne wypowiedzi, jakie ukazały się w mediach po śmierci arcybiskupa. Pisano
o nim: „Niezłomny obrońca prawdy, religii, Ewangelii,
praw narodu”. „Nasz Dziennik” w numerze w całości poświęconym ks. abp. Tokarczukowi napisał: „Ojciec naszej niepodległości”. Arcybiskup Tokarczuk był też bardzo szanowany przez zwykłych ludzi.

Zasłużył sobie na to gorliwą posługą Kościołowi i ludziom.

– Wieloletnią posługą. Zmarł w 95. roku życia, w 70. roku kapłaństwa i 26. roku posługi biskupiej. Życzliwość wiernych zaskarbił sobie tym, że był z nimi, zwłaszcza
w trudnych chwilach. Rozumiał ich potrzeby.

Zwłaszcza potrzebę dostępu wiernych
do kościoła.

– Wierni zgłaszali potrzebę budowy kościoła czy kaplicy,
ale władze komunistyczne nie chciały dawać zgody. Wtedy ks. abp Tokarczuk zachęcał wiernych do budowy bez zezwolenia. Dodawał odwagi, wspierał też finansowo, zwłaszcza osoby, które były karane za nielegalną budowę świątyń. Wybudował bez pozwolenia 456 kościołów i kaplic. Utworzył 220 nowych parafii w diecezji przemyskiej. Wychodził z założenia, że wierny nie powinien mieć
do kościoła dalej niż pięć kilometrów.

Między innymi za to komuniści nienawidzili księdza arcybiskupa. Był pod stałą obserwacją SB.

– Jego nieustępliwość ich denerwowała. Drażniło ich to,
że mówił prawdę i się nie bał. Służba Bezpieczeństwa stale go śledziła. Jeździli za nim. W kurii miał zainstalowane podsłuchy. Kiedy w 1975 roku przeprowadzano w kurii remont, za kaloryferem znaleziono przewody. Gdy to wykryto, SB wpadła w panikę, bo o sprawie zrobiło się głośno. Potem te aparaty podsłuchowe arcybiskup przekazał na Jasną Górę.

Miał też wokół siebie całkiem sporą grupę tajnych współpracowników SB.

– Miał świadomość, że byli też wokół niego zdrajcy.
Ale to go nie zrażało do pracy, do działania. Był odważny. Nie uląkł się prześladowań, represji. Gotów był raczej ponieść śmierć niż ulec bezprawiu.

W Departamencie IV MSW na początku 1970 roku rozważano izolację ks. abp. Tokarczuka bez wytaczania mu procesu, zastanawiano się nad umożliwieniem mu wyjazdu za granicę, a następnie niewpuszczeniem go
do Polski. Ale kierownictwo partyjne tego nie zaakceptowało. Za to ordynariusza przemyskiego permanentnie oczerniano.

– Już kilka miesięcy po objęciu urzędu biskupa przemyskiego SB kolportowała wśród księży ulotki o tym, że nowy ordynariusz niesprawiedliwie traktuje kapłanów. Potem rozpowszechniano kłamstwa o ukraińskim pochodzeniu arcybiskupa. Wykorzystano w tym celu m.in. fakt, że urodził się na Kresach, w Łubiankach koło Zbaraża. Warto przypomnieć, że jako młody kapłan przeżywał gehennę prześladowań przez nacjonalistów ukraińskich, którzy wydali na niego wyrok śmierci. Został cudownie ocalony. Na potrzeby szkalującej kampanii SB wykorzystała również zaangażowanie arcybiskupa w ratowanie cerkwi greckokatolickich w Bieszczadach.

Najgłośniejszą kampanią propagandową przeciw ks. abp. Tokarczukowi było oskarżenie go o współpracę z Gestapo.

– W czasie procesu toruńskiego zrobił to jeden za zabójców ks. Jerzego Popiełuszki, Grzegorz Piotrowski. Jego wypowiedź była transmitowana przez telewizję. To była operacja SB wymierzona w ordynariusza przemyskiego.
W nagłośnienie tego kłamstwa na Zachodzie zaangażowani byli przedstawiciele Departamentu I MSW. Potem, w 1990 roku, Piotrowski w liście do arcybiskupa przeprosił go za ten czyn.

Ksiądz arcybiskup Tokarczuk wspierał
ks. Jerzego Popiełuszkę?

– Tak, kilka razy spotkał się z ks. Jerzym, który prosił go
o ocenę swojej posługi. Pytał, czy to, co głosi w kazaniach, jest zgodne z Ewangelią. I arcybiskup potwierdził, że linia jego duszpasterstwa jest zgodna z nauczaniem Kościoła
i potrzebami Ojczyzny. Odważna i rozważna postawa
ks. abp. Tokarczuka w okresie komunistycznego zniewolenia była wzorem i dawała nadzieję wszystkim tym, którzy nie godzili się ze złem ówczesnego reżimu.

Postawa nieustępliwości wobec komunizmu charakteryzowała ks. Tokarczuka właściwe zawsze. Szybko też władze zorientowały się, z kim mają do czynienia.

– Był obserwowany i szykanowany. Jeszcze kiedy był
w Olsztynie, władze nie zgodziły się na objęcie przez niego probostwa parafii Najświętszego Serca Jezusowego, położonej w samym centrum miasta, tuż koło urzędu wojewódzkiego. Uznali, że uprawia politykę i jest wrogiem Polski ludowej.

Tym bardziej zaskakujące jest to, w jaki sposób został biskupem przemyskim, ponieważ w tym czasie władze państwowe musiały zgodzić się na objęcie urzędu przez biskupa nominata.

– Pod koniec 1965 roku Papież Paweł VI mianował ks. prof. Tokarczuka biskupem przemyskim. Decyzję tę przekazał mu Prymas Stefan Wyszyński, zalecił jednocześnie, aby jak najszybciej objął protokolarnie władzę w diecezji.
W międzyczasie Sekretariat Episkopatu wysłał pismo do premiera Józefa Cyrankiewicza z informacją, kogo Papież mianował biskupem przemyskim. Władze miały określony czas na sprzeciw, jeśli w tym okresie nie zaprotestowano, Kościół uznawał, że nominacja jest zatwierdzona.

Cyrankiewicz zgodził się na ks. Ignacego Tokarczuka?

– Pewnie by się nie zgodził, ale Cyrankiewicz słynął
z bałaganu. Pismo Episkopatu przeleżało na jego biurku pod innymi dokumentami. Czas minął i władza już nie mogła się sprzeciwić. Biskup Tokarczuk był konsekrowany 6 lutego 1966 roku. Miał wtedy 48 lat. Rozpoczął swoją, jak się już wkrótce okazało, owocną posługę. Był realistą, który mocno chodził po ziemi, ale serce było u Boga.
Był bezkompromisowy.

Co nie podobało się Watykanowi.

– To były skutki działań SB, Urzędu ds. Wyznań i w ogóle całej władzy komunistycznej. Pisano donosy do Stolicy Apostolskiej, uruchamiano różnych agentów, aby podważali autorytet ks. abp. Tokarczuka.

Arcybiskup odbył rozmowy z ks. kard. Luigim Poggim, wysłannikiem Stolicy Apostolskiej do przywrócenia relacji
z państwami komunistycznymi, i nie były
to miłe rozmowy.

– Żądano od ks. abp. Tokarczuka zmiany postawy politycznej wobec władz. Wtedy arcybiskup odpowiedział wysłannikowi Watykanu, że z nikim nie walczy, nikogo nie prześladuje, tylko broni praw katolików, Narodu i niczego nie zmieni w swoim postępowaniu. Próbowano też naciskać na Prymasa Wyszyńskiego, ale bez skutku. Obaj byli zgodni w postępowaniu wobec komunistów. Gdy na Papieża został wybrany ks. kard. Karol Wojtyła, ks. kard. Poggi przyjechał do arcybiskupa i przeprosił go za naciski.

Ksiądz arcybiskup Tokarczuk mógł liczyć
na wsparcie św. Jana Pawła II?

– Bardzo dobrze się rozumieli. Arcybiskup przecierał szlaki ks. kard. Wojtyle. Mieli podobne spojrzenie na sprawy duszpasterskie, duchowe i narodowe. Święty Jan Paweł II chętnie przyjmował ks. abp. Tokarczuka w Watykanie.

Arcybiskup, mimo że sam był prześladowany, wspierał i chronił inwigilowanych księży, działaczy opozycji
i ich rodziny.

– On nie tylko nas wspierał, ale formował i uczył, jak mamy zachowywać się w trudnych sytuacjach. Mówił, jak zachować wiarę w Boga, jak mieć silne morale, żyć zgodnie z Dekalogiem i mieć „dyszel w głowie”, czyli roztropność. Wielokrotnie przestrzegał przed naiwnością
i przyjmowaniem tego, co mówią komuniści. Powtarzał nieustannie: „Kto uwierzył komunistom, już został oszukany”. Zawsze opowiadał się po stronie ludzi, księży, którzy mieli podobne myślenie. Wszyscy działacze opozycji wiedzieli, że w Przemyślu mogą liczyć na jego wsparcie.

To na terenie jego diecezji powstała „Solidarność” rolnicza.

– Tu podpisano porozumienia ustrzyckie i rzeszowskie. Arcybiskup wspierał rolników, którzy byli mu bardzo bliscy. Sam pochodził ze wsi, a jako profesor KUL naukowo zajmował się socjologią wsi.

Był bezkompromisowy wobec komunistów, ale nie ukrywał swego rozczarowania rzeczywistością po 1989 roku.

– Przestrzegał przed liberalizmem, przed dzikim kapitalizmem. Potępiał niszczenie zakładów pracy, przymusową emigrację, wpędzanie ludzi w biedę. Przeżywał to bardzo boleśnie, miał odwagę mówić,
że obrany kierunek zmian to krzywda wyrządzana Narodowi i poszczególnym grupom społecznym.

Podobnie mówiło o tych problemach Radio Maryja.

– Cenił Radio Maryja i Telewizję Trwam. Zawsze stawał
w obronie tych dzieł. Publicznie bronił o. Tadeusza Rydzyka. Pięknie mówił do Rodziny Radia Maryja. Doceniał znaczenie tej wspólnoty, która myśli w kategoriach całej Polski, Europy i świata. Przypominał nam, że Ewangelia musi być głoszona niezależnie od pieniędzy, decydentów, polityków, z którymi nie wolno się układać. Kościół zawsze ma być światłem świata i solą ziemi. Rozniecał w ludziach ogień Bożej łaski i miłości.

Wspomniał Ekscelencja, że arcybiskup mówił: „Kto uwierzył komunistom, to już został oszukany”. Czy teraz powtórzyłby
to wobec ideologów neomarksizmu?

– Neomarksizm to wyższy stopień perwersji i zakłamania, który ma zniszczyć sumienia, zwłaszcza dzieci i młodzieży. To jest obliczone na osłabienie społeczeństwa i samego człowieka. Tylko słabym można manipulować i słabego można wykorzystać. Nie mam wątpliwości, że ks. abp Tokarczuk też mówiłby o tym bardzo jasno. Mielibyśmy
w nim potężnego obrońcę, który nie oglądałby się na to,
co mówią inni. Głosiłby prawdę. Taki miał imperatyw sumienia.

Kim arcybiskup był dla Ekscelencji?

– Miałem wielkie szczęście, że był moim biskupem.
Wiele razy osobiście z nim rozmawiałem. To był mój ojciec duchowny. Podziwiałem go za ogromną wiedzę, zdecydowanie w działaniu, otwartość, a jednocześnie stanowczość w sprzeciwianiu się wszelkim uderzeniom niegodziwości. Arcybiskup rozumiał, co znaczą wolność, godność, uczciwość. Starał się wpoić w społeczeństwo podstawowe zasady, które powinny porządkować nasze myślenie, mówienie, działanie prywatne, rodzinne
i społeczne.

Ksiądz Biskup zawsze mógł liczyć
na wsparcie arcybiskupa?

– Zawsze. To był święty kapłan i biskup. Jestem mu bardzo wdzięczny, że stanął na mojej drodze życia i tak bardzo mi zaufał, że konsekrował mnie na swojego biskupa pomocniczego 5 marca 1989 roku.

Miał do Księdza Biskupa bardzo duże zaufanie, skoro powierzył Ekscelencji tak trudne zadania w Stalowej Woli?

– To było wyzwanie, duży ośrodek przemysłowy, z którego komuniści chcieli zrobić wzorcowe miasto ateistyczne.
W Stalowej Woli utworzyłem dwie parafie: Matki Bożej Różańcowej i Matki Bożej Królowej Polski, przy bazylice konkatedralnej. Arcybiskup zawsze mnie wspierał, pomagał we wszystkich działaniach duszpasterskich. Z jego inicjatywy powstawały liczne wspólnoty parafialne. Tak bardzo chciał, aby ludzie się jednoczyli. Najmocniejsze więzi rodziły się w tych parafiach, gdzie wspólnie budowano bez pozwolenia kościoły, kaplice, domy katechetyczne, domy parafialne. On zachęcał do działania, ale kiedy było trzeba, bronił.

Kiedy Ekscelencja ostatni raz rozmawiał
z ks. abp. Tokarczukiem?

– Było to w uroczystość św. Szczepana w 2012 roku. Rozmowa trwała pół godziny. Arcybiskup mówił już
z wielkim trudem. Mimo że cierpiał, ani razu nie skarżył się na ból, ale wykorzystał ten czas na pytania, co dzieje się
w Polsce, w Kościele, interesował się sprawami Kościoła na Ukrainie. Pytał o Radio Maryja i Telewizję Trwam. Zachęcał, aby bronić Radia. Prosił też, by wspierać „Nasz Dziennik”, cieszył się tym czasopismem. Pozdrawiał redakcję „Naszego Dziennika”, dyrektora Radia Maryja, słuchaczy
i czytelników. Sam bardzo często modlił się z Radiem.

Zdawałem sobie sprawę, że to ostatnie chwile jego życia. Poprosiłem, aby wskazał, jak mamy się zachować w tym, co idzie na Kościół, na Polskę. Powiedział wtedy, że najważniejsza jest wierność prawdzie – nie przegramy, jeśli zachowamy Dekalog i Credo, a nasza moralność będzie wypływać z naszej wiary. Mówił, aby głosić prawdę i żyć
w prawdzie. Kolejną ważną zasadą, jaką nam wskazał, była zasada miłości. Często powtarzał: „Tyle mam, ile dam, bo to jest nasze, czym dzielimy się z innymi”. Przez całe życie to robił, chętnie dzielił się ze wszystkimi.

W czasie tego spotkania, jak się okazało ostatniego, zachęcał, abyśmy zaufali Matce Najświętszej, a Ona nas poprowadzi.

Arcybiskup zmarł 29 grudnia 2012 roku.

– O godz. 8.30 w sobotę. Pięknie o ks. abp. Ignacym Tokarczuku napisał w imieniu Ojca Świętego Benedykta XVI sekretarz stanu ks. kard. Tarcisio Bertone: „Odszedł
do Pana wybitny pasterz, który z miłością troszczył się
o powierzonych jego pieczy wiernych. Z pewnością przejdzie do historii jako niestrudzony budowniczy kościołów, ale też gorliwy przewodnik duchowieństwa
i wiernych w trudnych czasach komunistycznego reżimu”.

Dziękuję za rozmowę.

Dariusz Pogorzelski