• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Niezłomny duszpasterz

Czwartek, 29 grudnia 2022 (10:34)

Jak ks. abp Ignacy Tokarczuk przełamywał barierę strachu

Bullą z 3 grudnia 1965 r. Papież Paweł VI mianował ks. Ignacego Tokarczuka, pracownika naukowego Katolickiego Uniwersytetu Katolickiego, ordynariuszem diecezji przemyskiej. Nominat sakrę biskupią przyjął 6 lutego 1966 r., wpisując w swoim herbie biskupim – wzorem św. Jana – słowa „Deus Caritas” (Bóg jest miłością) oraz umieszczając w nim Dekalog. Jak sam wspominał po latach, uczynił tak, wychodząc z założenia, że jeśli oprze się na Panu Bogu i Bożych przykazaniach, na pewno nie przegra.

Wysuwając kandydaturę tego duchownego na ordynariusza diecezji przemyskiej, Prymas Stefan Wyszyński docenił jego bogate doświadczenie duszpasterskie, umiejętności na polu organizacyjnym, gotowość służenia Kościołowi niezależnie od przeszkód i „kosztów”, które trzeba będzie w związku z tym ponieść. Cechami nowo mianowanego biskupa, które zwierzchnik polskiego Kościoła zapewne wziął pod uwagę, były też: radykalizm społeczny i ewangeliczny, bezkompromisowość, wręcz niezłomność, hart ducha i umiłowanie prawdy (będącej według niego podstawą życia społecznego i moralnego).

Kazania bez cenzury

W pracy duszpasterskiej ks. abp Tokarczuk nakazywał kapłanom, aby kierowali się zasadą Salus animarum suprema lex esto, czyli „największym prawem i obowiązkiem jest zbawienie dusz ludzkich”. Czynił tak, będąc też w pełni przekonany, iż nie sposób pogodzić Ewangelii z założeniami ideologii komunistycznej.

Prawidłowo diagnozując problemy wiernych, zainicjował na terenie diecezji przemyskiej wieloletni program budownictwa sakralnego, prowadzony bez pozwolenia władz. Realizowano go w solidarnym współdziałaniu duchowieństwa z wiernymi, zapewniając im w przypadku ukarania pomoc prawną czy finansową.

Innym istotnym elementem działalności pasterza przemyskiego, który zjednywał mu autorytet w skali całego kraju, pozostawały jego kazania, w których w sposób celny opisywał otaczającą Polaków rzeczywistość, nie stroniąc od krytycznych uwag i opinii wobec komunistycznej władzy represjonującej wiernych i promującej ateizm. Jego postawę przez całe lata uznawano za „wrogą” i delegitymizującą PRL. Bowiem ks. abp Tokarczuk słowem i własnym przykładem oddziaływał zarówno na duchownych, jak i na świeckich, ukazując im inną, o wiele głębszą niż ideologia komunistyczna, Bożą perspektywę. W ten sposób przełamywał „barierę strachu”, zachęcając do działania na rzecz dobra wspólnego i w imię Ewangelii.

W opozycji do komunizmu

Charakteryzująca ks. abp. Tokarczuka niezależność w myśleniu, wyrażaniu sądów i przekonań oraz umiejętność ich obrony towarzyszyły mu przez całą drogę życiową. Już podczas edukacji w gimnazjum w Zbarażu młody Ignacy Tokarczuk odmówił uczestnictwa w przedstawieniu szkolnym, które wyśmiewało św. Mikołaja, biskupa. Z kolei w seminarium we Lwowie przyszły hierarcha otrzymał miano „Witosa w sutannie”, gdyż poza zamiarem prowadzenia pracy wśród ludności wiejskiej i robotniczej zyskał opinię kleryka „nazbyt samodzielnego w myśleniu” i zarazem „trudnego do prowadzenia” czy krańcowo niezależnego. W okresie powojennym, w 1952 r. zrezygnował z pracy naukowej na KUL, nie aprobując presji komunistycznej na tę uczelnię i założenia na niej Związku Młodzieży Polskiej.

W każdym z podanych przykładów dostrzec można niezłomność przyszłego metropolity przemyskiego, będącą pochodną umiłowania prawdy, za wierność jej płacił potem niejednokrotnie wielką cenę.

Przez ponad dwie dekady ks. abp Tokarczuk był członkiem Komisji/Rady Głównej Episkopatu Polski. Po latach swoją rolę w tym gremium tak oceniał: „Zadanie moje widziałem w tym, aby wpływać na ogólną linię Episkopatu tak, żeby nie przechyliła się w niewłaściwym kierunku, co było niebezpieczeństwem bardzo realnym. A więc w Episkopacie przez swoją postawę w jakimś stopniu wpływałem na linię całego Episkopatu, łącznie z Prymasem i sekretarzem Episkopatu. O to mi właśnie chodziło. Bez moich ingerencji linia Kościoła w Polsce poszłaby w dużym stopniu na lewo według życzeń partii. Nie było to dla mnie ani łatwe, ani przyjemne, musiałem jednak tak postępować, ponieważ dyktowało mi to moje sumienie i znajomość komunizmu”.

Od połowy lat siedemdziesiątych XX w. do ks. abp. Tokarczuka przybywało wielu opozycjonistów, otrzymujących od niego w sposób dyskretny wsparcie moralne i materialne. Doceniając wagę oporu społecznego, ordynariusz przemyski wykazywał dla jego uczestników ogromne zrozumienie, które sprawiło, że obecnie trudno wskazać struktury opozycyjne, które nie znajdowałyby się w orbicie zainteresowań księdza arcybiskupa.

 

Prześladowany przez SB

Rosnące znaczenie pasterza przemyskiego na mapie religijnej, jak i opozycyjnej Polski sprawiło, że władze komunistyczne zintensyfikowały swoje poczynania w celu ograniczenia jego „wrogiej” i „antypaństwowej” działalności. Poza klasyczną inwigilacją Służba Bezpieczeństwa prowadziła przeciwko ks. abp. Tokarczukowi działania o charakterze dezintegrującym, mające zszargać jego dobre imię. Dlatego też biskupa oczerniano na łamach różnych pism, rozgłaszano plotki i pomówienia, kolportowano anonimowe listy czy skargi (kierowane także do Watykanu). Za sprawą SB wydawano szkalujące go periodyki w postaci „Ordo Premisliensis” czy ogólnopolskiej „Ancory. Pisma katolików poświęconego zagadnieniom odnowy soborowej Kościoła”. Atakując pasterza przemyskiego, władze komunistyczne posunęły się bardzo daleko. Do tego stopnia, że 22 lipca 1976 r., podczas wakacji w Dębkach nad morzem, ks. abp. Tokarczuk wraz z ks. kanclerzem Zdzisławem Majchrem zostali pobici przez tzw. nieznanych sprawców. Ta bezpośrednia brutalna próba uciszenia i zastraszenia duchownego również nie przyniosła spodziewanego efektu.

Inną próbą „wpłynięcia” na ks. abp. Tokarczuka było przedstawianie jego postawy przez dyplomatów PRL i funkcjonariuszy MSW w rozmowach z przedstawicielami Stolicy Apostolskiej jako przeszkody w normalizacji stosunków pomiędzy komunistycznym państwem a Kościołem. Podczas pobytu w Watykanie w listopadzie 1977 r. ks. abp Tokarczuk był „proszony” przez ks. abp. Luigiego Poggiego i ks. kard. Agostina Casarolego o zmianę stosunku do władz PRL. W trakcie niełatwych wówczas rozmów odmówił, oddając się do dyspozycji Papieża Pawła VI. Swoje stanowisko uzasadniał następująco: „Ja niczego złego nie uczyniłem, służę Kościołowi, służę narodowi. Jeśli uważacie, że robię to niewłaściwie, proszę mnie zwolnić. Nie będę miał żalu. Podejmę pracę, jaka będzie możliwa, ale sam nie zrezygnuję, bo to wbrew sumieniu, wbrew prawdzie”.

Kilka lat później, w marcu 1983 r. w piśmie „Settegiorni” wydawanym na Sycylii, opublikowano artykuł, w którym fałszywie oskarżano ks. abp. Tokarczuka, że w czasie II wojny światowej jako wikariusz parafii w Złotnikach podjął współpracę z Gestapo. Insynuacje te, powstałe w wyniku wspólnych działań operacyjnych SB i najprawdopodobniej KGB, zostały z premedytacją powtórzone podczas procesu zabójców ks. Jerzego Popiełuszki. Uczynił to wówczas jeden z nich, kpt. SB Grzegorz Piotrowski.

Dr hab. Mariusz Krzysztofiński IPN Rzeszów