• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Pozorna reforma dowodzenia

Czwartek, 14 marca 2013 (03:35)

Bronisław Komorowski liczy na to, że projekt ustawy zmieniającej system dowodzenia armią – który we wtorek przyjął rząd – „szybko przejdzie przez parlament”. Ale to niewiele poprawi funkcjonowanie wojska.

Prezydent i premier wzięli wczoraj udział w dorocznej odprawie kierowniczej kadry Ministerstwa Obrony Narodowej i Sił Zbrojnych. Głównymi tematami, jakie poruszono na spotkaniu, były: reforma dowództw, redukcja sił w Afganistanie i modernizacja armii.

– Udało się utrzymać mechanizm finansowania, który stwarza szansę na pogłębioną modernizację Sił Zbrojnych – powiedział Bronisław Komorowski, podkreślając jednocześnie, że Polska każdego roku przeznacza 1,95 proc. PKB na obronność.

Komorowski zaznaczył ponadto, że zgodnie z jego oczekiwaniami i sugestiami rząd przyjął odpowiedni projekt ustawy zmieniającej system dowodzenia armią.

– Liczę, że ona szybko przejdzie przez parlament. Zmiany mają sprawić, że dowództwa będą w stanie skutecznie zarządzać i dowodzić armią, zarówno w warunkach pokoju, jak i wojny. Wstyd się przyznać, ale po dwudziestu paru latach niektóre elementy wojennego dowodzenia nie zostały nigdy jasno określone. Czas zerwać z tymi złymi nawykami – dodał prezydent.

Według niego, Sztab Generalny Wojska Polskiego powinien po reformie funkcjonować „na zasadzie intelektualnego dowodzenia”.

– Dzisiaj jest sytuacja taka, że ta sama instytucja dowodzi, planuje, rozlicza. Według mnie, to nie jest najzdrowsza sytuacja – tłumaczył Komorowski.

Prezydent zapowiedział realizację strategii budowania armii w celu wzmacniania zdolności obronnych kraju, dodając, że jest zwolennikiem odejścia od koncepcji rozwoju polskich Sił Zbrojnych opartej na polityce misji ekspedycyjnych.

– Tego typu strategia jest błędna. Dlatego będziemy realizowali strategię budowania polskich Sił Zbrojnych pod kątem wzmacniania zdolności do obrony własnego terytorium, ale również do możliwości wypełnienia zobowiązań Polski z tytułu planów NATO, które dotyczą naszego terytorium – powiedział Komorowski.

Eksperci są zdziwieni jego słowami, bo to przecież nikt inny, tylko sam Komorowski przedłużał misję kontyngentu w Afganistanie. Poza tym trudno rezygnować całkowicie z misji ekspedycyjnych, gdyż nie da się pełnej zdolności bojowej osiągnąć tylko na symulatorze czy na poligonach.

W trakcie odprawy wyróżniono przodujące oddziały i instytucje wojskowe.

– Przez piękne słowa, zaklinanie rzeczywistości nie zmienimy jej. Faktycznie mamy co pokazać: eksportowe 10 procent. Ale zdecydowana większość naszej armii to jest skansen, nie mówiąc o tym, że niewypałem są nieszczęsne Narodowe Siły Rezerwy. Jeśli chodzi o system dowodzenia i kierowania Siłami Zbrojnymi, to jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia – powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” gen. rez. Roman Polko, były dowódca jednostki specjalnej GROM.

Polko zgadza się z tym, że obecny system panujący w armii jest zły, bo tak naprawdę ubezwłasnowolnia ministra obrony, gdyż ten dowodzi Siłami Zbrojnymi poprzez szefa Sztabu Generalnego.

– Uważam, że diagnoza jest trafna, natomiast leczenie powinniśmy zacząć od samej góry, zdefiniować rolę prezydenta, premiera, ministra obrony narodowej w czasie ewentualnego konfliktu zbrojnego, bo naczelny dowódca będzie podporządkowany prezydentowi, a szef Sztabu Generalnego ministrowi obrony – stwierdził Polsko.

– Kompletnie nie rozumiem powoływania dowódcy generalnego Sił Zbrojnych, który w istocie po tej reformie, mimo że nie będzie miał tak naprawdę kluczowej misji, odpowiedzialności, to będzie miał de facto największą władzę. Będą mu podlegać wszystkie wojska, on będzie miał pieniądze, logistykę – wylicza Polko.

Były dowódca GROM twierdzi, że nieprawdą jest to, co gen. Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, mówił, iż taki system jest w Stanach Zjednoczonych. – Tam nie ma generalnego dowódcy Sił Zbrojnych.

Tym kluczowym, pierwszym żołnierzem jest szef sztabów połączonych (czyli nasz szef Sztabu Generalnego), który zbiera szefów rodzajów wojsk, spotyka się z nimi i wypracowuje warianty, a potem przedstawia je cywilnemu ministrowi.

Widziałbym to tak, że cywilny minister, który do tej pory bił się trochę ze Sztabem Generalnym o władzę, tworząc swoje jakieś dodatkowe struktury, powinien je tak naprawdę rozwiązać i przeprowadzić się z wąskim gabinetem do Sztabu Generalnego, i tam pracować razem z szefem Sztabu – kwituje gen. Roman Polko.

Piotr Czartoryski-Sziler