• Piątek, 8 maja 2026

    imieniny: Stanisława, Wiktora, Lizy

Ewangelia

Niedziela, 18 grudnia 2022 (11:04)

Mt 1,18-24

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak.

Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.

Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”.

A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel”, to znaczy Bóg z nami.

Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.


 

Rozważanie

Zwiastowanie Józefowi

Święty Mateusz, w zestawieniu z rozbudowanym opisem narodzin Dziecięcia znajdującym się w Ewangelii św. Łukasza, jest zdecydowanie oszczędniejszy w słowach. W jego opisie znajdujemy za to bardzo szczególny fragment, który umownie możemy nazwać „Zwiastowanie Józefowi” – swoistą syntezę tego, co anioł powiedział Maryi. Znajdziemy również lęk przyszłego Opiekuna Jezusa, ale też jego wolne działanie, wielką wiarę, pokorę i posłuszeństwo.

Ujmując problem w sensie szerszym, można powiedzieć, iż postać św. Józefa pozostaje jakby w cieniu Matki Jezusa. Przez wieki postrzegano Go jako „statystę”, swoiste tło dla zbawczych wydarzeń – zresztą Ewangelia także niewiele poświęca uwagi Jego osobie (pięknie w swoich wizjach wspomina o Nim bł. Katarzyna Emmerich). Dziś, w epoce niepewności, ciemności, poszukiwań najlepszej drogi wyjścia z niezliczonych kryzysów, „odkrywamy” męża Miriam w Kościele, szukamy w Nim inspiracji do działania. Próbujemy usuwać lukier z hagiograficznych opisów, religijnych i ikonograficznych wyobrażeń. Malować Jego postać „po nowemu”, bez dystansu.

Bardzo dobrze, że tak się dzieje. I tak na przykład od kilku lat w okresie przedświątecznym na portalach społecznościowych użytkownicy sieci „podają” sobie dość nietypowe zdjęcie Świętej Rodziny: wyraźnie zmęczona Maryja śpi, gdy tymczasem Józef – przedstawiony na pierwszym planie – zajmuje się Dziecięciem, trzymając Je na rękach. Niby nic zaskakującego, a jednak wizja artysty łamie schematy myślenia o relacjach panujących w Świętej Rodzinie. Urealnia ją.

Ów proces jest nam bardzo potrzebny. Komercja, skupienie na ornamentyce i tradycji szczelnie „otulających” Boże Narodzenie zacierają to wszystko, co naprawdę w naszym świętowaniu jest ważne. W świecie, gdzie masowo wyprzedaje się transcendencję, prawdziwe wartości zamienia na świecidełka, trzeba, abyśmy stanęli w obronie Dziecięcia, nie ulegali pokusie trywializacji i spłycania. Fakt, o Bogu nie da się mówić łatwo. Ale jeśli Go zabraknie, nie będzie czego fetować! Dobrze, że święta mają swoją pociągającą siłę, ale trzeba mieć odwagę wstąpić na „wyższy stopień” przyjaźni z Jezusem. „Słowo, które stało się ciałem”, przyzywa nas do siebie! Jest pokorne. I tylko w tym kontekście może „zamieszkać wśród nas”.

Ks. Paweł Siedlanowski