Dziś w „Naszym Dzienniku”
Prawda zwycięży manipulację
Wtorek, 13 grudnia 2022 (05:01)ROZMOWA / z prof. Januszem Kaweckim, byłym członkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
W najnowszym „Gościu Niedzielnym” w wywiadzie „Kardynał Wojtyła wyprzedzał epokę” przeczytać możemy o domniemanych, niepotwierdzonych w dokumentach zaniedbaniach ks. kard. Karola Wojtyły w jego reakcji na nadużycia osób duchownych wobec nieletnich. Co Pan Profesor myśli o takiej publikacji?
– Pogoń dziennikarzy za nowinkami, chęć bycia pierwszym informującym o temacie, często bez należytego sprawdzenia, sprawiają, że upowszechniają oni za pomocą mediów wiadomości, którym daleko do prawdy. Zdarza się jednak, że publikuje się kłamstwo albo zmanipulowane informacje po to, aby komuś wyrządzić krzywdę. Taki zamiar publikującego można łatwo zidentyfikować, jeśli publikowany materiał nie jest tzw. newsem. Czytelnik takiej publikacji (np. wywiadu, który przecież wymaga minimum autoryzacji i wiąże się z upływem pewnego czasu od jego zarejestrowania do skierowania do publikacji) może zinterpretować zauważone nieścisłości jako działanie z rozmysłem dla osiągnięcia pewnego celu.
Dobrym przykładem tego rodzaju działań może być opublikowany w „Gościu Niedzielnym” wywiad z Tomaszem Krzyżakiem, który jest redaktorem „Rzeczpospolitej”. Rozmowie nadano tytuł „Kardynał Wojtyła wyprzedzał epokę”, który ma wyraźnie informować, iż późniejszy Papież Jan Paweł II w sprawach ochrony dzieci przed wykorzystaniem seksualnym (to temat tego wywiadu) wręcz wzorowo – i to nawet według wymagań współczesnych – reagował na wszelkie wykroczenia w tym zakresie ze strony kapłanów. W rozmowie podano dwa przypadki, które dotyczyły kapłanów pracujących w archidiecezji zarządzanej przez kard. Karola Wojtyłę.
Opis dotyczący pierwszego przypadku wyraźnie świadczy o nadzwyczaj skrupulatnym działaniu ówczesnego metropolity i wsparty jest sprawdzonymi dokumentami i faktami. W przypadku drugim, który dotyczył kapłana przynależnego do innej diecezji, po stwierdzeniu nadużyć metropolita odwołał go z wykonywanych zadań i przekazał do diecezji macierzystej. Tylko tam mogły być stosowane wobec tego kapłana stosowne sankcje. Jednakże ten opis bez poświadczenia w odpowiednich dokumentach i faktach zawiera wiele niejasności, co do których relacjonujący sprawę Tomasz Krzyżak coś podejrzewa, ale nie ma pewności, „sądzi jednak”, wyraża „pewne wątpliwości” itp.
Te wątpliwości to sugestie?
– Widać, że w przeciwieństwie do przykładu pierwszego sprawa nie jest rozpoznana do końca i jednoznacznie. Po co w takim razie przedstawiać stan, który nie doczekał się zakończenia i pełnej oceny? Czy ma to zrobić czytelnik wywiadu? Jaką ma w tym zakresie wiedzę, aby to wiarygodnie uczynić? – takie pytania nasuwają się podczas lektury tej części wywiadu.
Ale nie koniec tych podejrzeń wyrażanych przez takiego czytelnika jak ja. Aby wzbudzić we mnie kolejne wątpliwości, rozmówcy zwracają uwagę na inny nie do końca rozpoznany wątek.
Jaki?
– Jeden drugiego pyta o reakcję ówczesnego metropolity w odniesieniu do rodziny pokrzywdzonych objętych pierwszym z przykładów: czy metropolita krakowski odwiedził ich, czy rozmawiał z nimi itp. Dowodów na to, jak było w rzeczywistości, obydwaj nie posiadają, ale stawiane pytania mają – według mnie – identyfikowalny cel: wzbudzić u czytającego wywiad wątpliwość.
Ani pytający, ani odpowiadający, informując o tym, że ówczesny sąd skazał owego pierwszego kapłana na karę 1,5 roku więzieniu i on ją odbył, w żaden sposób nie odnieśli się do wymiaru kary zastosowanej przez sąd świecki. A warto było chociaż rozpoznać i ocenić, jak wygląda odniesienie wymiaru tej kary sądu cywilnego do obecnych i ówczesnych zapisów Kodeksu karnego. A jeśli możliwe jest wykazanie, że była to kara nadzwyczaj ulgowa, to jacy sędziowie ją wyznaczyli? W wywiadzie nie ma tych pytań i nie ma też na nie odpowiedzi. Czy dlatego, że w sprawie analizuje się – jak to współcześnie jest w modzie – rolę kapłana (metropolity krakowskiego) i poza oceną pozostawia świeckiego sędziego? Dlaczego wobec kapłana (metropolity krakowskiego) pomija się wymagania wówczas obowiązujące, a przykłada się kryteria dziś obowiązujące, a decyzję sędziego oraz zainteresowanie świeckich instytucji nadzoru nad resocjalizacją winnego pozostawia się poza oceną? Widać, że ostrze krytyki zwrócone jest wyraźnie w jednym kierunku.
To ostrze krytyki jest atakiem, ale czemu on służy?
– Publikację, o której rozmawiamy, chociaż zamieszczoną w katolickim tygodniku, zaliczam również do napastliwych wobec św. Jana Pawła II. Jaki inny jest bowiem cel publikowania gdybań (to ten drugi opisywany w wywiadzie przykład), jeśli nie wzbudzenie u czytelnika podejrzeń: coś tam było? czemu ukrywają? A gdzie są informacje o bezpośrednich działaniach św. Jana Pawła II, jako Papieża, w sprawie ochrony małoletnich przed seksualnym wykorzystywaniem? Czy ktoś, kto tak perfekcyjnie postępował w sprawie pierwszej opisanej w wywiadzie, mógłby zbagatelizować to, co działo się w drugiej? Czy udowodnione wręcz wzorcowe – we współczesnej ocenie i wykazane w tej części wywiadu – postępowanie kard. Karola Wojtyły w pierwszym przykładzie nie powinno – wobec braku materiałów umożliwiających współcześnie pełne rozpoznanie – zastanowić rozmówców i wstrzymać ich przed generowaniem wątpliwości i gdybań wobec tej samej osoby zarządzającej archidiecezją? Owe gdybania generują tylko wątpliwości. Czy tego rodzaju spojrzenie na całość wywiadu jest takie trudne dla rozmawiającego z red. Tomaszem Krzyżakiem? Czy katolicki tygodnik ma dołączać do tych, przed którymi powinniśmy bronić św. Jana Pawła II?
Kupując tygodnik katolicki, oczekuję, że dostanę tu argumenty do obrony św. Jana Pawła II przed nieuzasadnionymi napaściami w mediach przeciwnych Kościołowi. Otrzymałem egzemplarz z opisanymi wyżej gdybaniami zamiast przypomnienia o tym, do jakiej formacji zobowiązywał kapłanów św. Jan Paweł II, pisząc adhortację „Pastores dabo vobis”, albo o tym, jak kard. Alfonso López Trujillo, podpisując w imieniu św. Jana Pawła II „Deklarację” na konferencji w Bangkoku (9-11 września 1992 r.), bronił małoletnich przed seksualnym wykorzystywaniem ich, czy wreszcie o tym, jak w tych sprawach wypowiadał się Papież wobec Konferencji Episkopatu USA, czy jak w liście apostolskim „Sacramentorum sanctitatis tutela” z 2001 r. zobowiązywał kierować m.in. przestępstwa pedofilskie bezpośrednio do Kongregacji Nauki Wiary. Czy wobec tak zdecydowanych działań św. Jana Pawła II jako Papieża, przy szczegółowo rozpoznanym i opisanym w wywiadzie przykładzie pierwszym, jest się uprawnionym do formułowania owych gdybań w odniesieniu do przykładu drugiego?
Jak bronić autorytetu św. Jana Pawła II w sytuacji takich pomówień?
– Każdy, kto pozna nauczanie św. Jana Pawła II oraz przeczyta o jego życiu i aktywnościach, będzie przyjmował różne pomówienia i manipulacje jako dezinformację. Tylko przysłowiowi głupcy mogą w te kłamstwa i manipulacje uwierzyć. Ilu jest jednak takich, którzy przeczytają to, co pisał, i wysłuchają tego, co mówił św. Jan Paweł II?
Trzeba więc im to przypomnieć. Pięknie od lat czyni to Radio Maryja, emitując nagrania z nauczaniem Papieża, skierowanym do Polaków. Warto z tego źródła korzystać. Wielu z nas żyło też wtedy, gdy on nas odwiedzał, pielgrzymując do Polski, wielu też do Watykanu pielgrzymowało, aby z nim się spotkać. Nasiąkaliśmy tą atmosferą, wpisywaliśmy w naszą pamięć i sumienia jego nauczanie. I być może wielu z nas wydawało się, że ci wszyscy, którzy później przyszli na świat, też są tym przejęci. A tu okazuje się, że Szatan nie śpi. Kusi najchętniej tych, którzy tego „nasiąknięcia” nie doświadczyli. Rozejrzyjmy się wokoło, czy wśród naszych bliskich są tacy. Naprawmy błąd przeszłości i przybliżmy im to, czym wtedy żyliśmy. Może najpierw sięgnijmy po fotografie z tamtego czasu. Potem przyjdzie moment zainteresowania słowem i opisaniem czynów św. Jana Pawła II. Prawda się obroni. Trzeba ją tylko pokazać i uzmysłowić, jak jest piękna. A więc do dzieła!