• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Czerwona fala

Sobota, 10 grudnia 2022 (01:47)

Coraz więcej mieszkańców Ameryki Łacińskiej zszokowanych jest zmianami, do których doprowadza lewacka rewolucja.

Ameryka Łacińska od dawna pozostaje głównym celem międzynarodowego komunizmu. Jej ogromne rozmiary – od Antarktyki po Kalifornię, jej nieprzebrane bogactwa naturalne, jej strategiczne usytuowanie – pomiędzy dwoma głównymi oceanami, w pobliżu Stanów Zjednoczonych, jej kulturowa i religijna jednorodność oraz wiele innych cech czynią z niej główną figurę na szachownicy stosunków międzynarodowych.

Jej znaczenie prędko zrozumiał Komintern (Międzynarodówka Komunistyczna), poświęcając jej wiele usilnych starań. Sowiecka Akademia Nauk otworzyła Instytut Ameryki Łacińskiej, by analizować zagadnienia latynoamerykańskie i snuć plany. KGB posłało tam niektórych spośród swoich najlepszych agentów. Założone zostały miejscowe partie komunistyczne, mnożyć się zaczęły związki zawodowe i stowarzyszenia, inspirowane sowiecką ideologią. Współpracowali z nimi „poputczicy”, choćby z tzw. prądu populistycznego, który także dążył do wywołania niepokojów społecznych w regionie.

Taran teologii wyzwolenia

Najznaczniejszym zwycięstwem było oczywiście zdobycie Kuby z Fidelem Castro w 1959 roku. Dało to Związkowi Sowieckiemu przyczółek, z którego mógł szerzyć rewolucję po całym kontynencie, a także zagrażać Stanom Zjednoczonym z bezpośredniej bliskości. Wszyscy pamiętamy np. „kryzys rakietowy”, który w 1962 roku o mało nie wywołał III wojny światowej.

Mając odskocznię na Kubie, partyzanci komunistyczni pojawiali się wszędzie po trochu, próbując powtórzyć wyczyn Fidela Castro i wciągnąć Amerykę Łacińską w strefę sowiecką. W 1966 roku pod egidą specjalnego wysłannika moskiewskiego na Kubie odbyła się Konferencja Trójkontynentalna, podczas której starano się stworzyć plan przeprowadzenia zbrojnej rewolucji w Ameryce Łacińskiej. Na szczęście większość z tych grup partyzanckich została pokonana w walce. Z kolei w wolnych wyborach komuniści nigdy nie zdołali sięgnąć po władzę, co świadczy o odrzuceniu ich ideologii przez tamtejsze narody.

Tym, co decydowało o ich niepowodzeniach w regionie, był przede wszystkim zdecydowany sprzeciw Kościoła katolickiego wobec doktryn i ruchów wywodzących się z Moskwy.

Sytuacja zmieniła się zasadniczo w latach 60. XX wieku – wraz z wtargnięciem nowego, potężnego czynnika, mianowicie teologii wyzwolenia. Ów prąd, interpretując wiarę katolicką na sposób rewolucyjny i stosując marksistowską terminologię w opisie problemów społecznych, zachęcał katolików, by zaangażowali się w walkę o socjalizm i komunizm. „Komunizm i Królestwo Boże to jedno i to samo” – pisał nikaraguański kapłan Ernesto Cardenal. „Tym, co chcemy osiągnąć, jest ustanowienie socjalizmu” – ogłosił ks. Gustavo Gutierrez, Peruwiańczyk, twórca teologii wyzwolenia.

Z pomocą wielu biskupów, wobec przychylnej postawy Watykanu, teologia wyzwolenia szerzyła się wszędzie, wciągając coraz większe masy wiernych w działalność rewolucyjną. Pozostając w symbiozie z komunistami i socjalistami, ruch teologii wyzwolenia sprzyjał dojściu do władzy reżimów lewicowych: Velasca Alvarado w Peru, Salvadora Allende w Chile, Juana José Torresa w Boliwii, Daniela Ortegi w Nikaragui, Hugo Cháveza w Wenezueli i innych. Były to dla komunizmu w Ameryce Łacińskiej najlepsze lata.

Podręcznikowy przykład stanowi Nikaragua – kraj, w którym „katolicka” partyzantka, wywodząca się z „kościelnych wspólnot podstawowych” [grup tworzonych w parafiach przez zwolenników teologii wyzwolenia – przyp. tłum.], połączyła się z partyzantką komunistyczną z FSLN (Frente Sandinista de Liberación Nacional – Sandinistycznego Frontu Wyzwolenia Narodowego), by przejąć władzę w 1979 roku. Przykładem tej symbiozy było także Chile. Salvador Allende zdołał sięgnąć po władzę w roku 1970 tylko dzięki silnemu poparciu wśród duchowieństwa, któremu przewodził kard. Raúl Silva Henríquez. Zostało ono zdemaskowane w przełomowej książce „The Church of Silence in Chile”.

Sytuacja jednak zaczęła ponownie się zmieniać. W 1973 roku grupa Tradición y Acción por un Perú Mayor, której jestem współzałożycielem, przeprowadziła pierwszą publiczną kampanię przeciwko teologii wyzwolenia. Reakcja zaczęła narastać. W 1984 roku Papież Jan Paweł II potępił teologię wyzwolenia i zaczął mianować umiarkowanych biskupów. Tak oto atmosfera w Kościele uległa zmianie.

Nowe oblicze komunizmu

Do tego trzeba dodać schyłek Związku Sowieckiego, który pozbawił tę pseudokatolicką ideologię modelu, na którym wcześniej się wzorowała.

Niestety, pomimo pontyfikatu Benedykta XVI odwrót teologii wyzwolenia nie trwał długo.

W międzyczasie komunizm uległ przemianie, czy raczej ewolucji. W ewolucyjnej naturze rewolucji leży ciągłe dążenie ku formom jeszcze bardziej egalitarnym i jeszcze bardziej libertariańskim. Komunizm sowiecki był tylko jednym ze stadiów w tym procesie. Począwszy od lat 60. XX wieku rewolucja zaczęła ukazywać jeszcze bardziej radykalne oblicze, zwane powszechnie „rewolucją kulturalną”. Teraz chodzi już nie o „wyzwolenie” proletariatu, lecz o „wyzwolenie” wszelkich grup, które w jakikolwiek sposób czują się „uciśnione”: mniejszości rasowych, kobiet, homoseksualistów itd. Mówi się nawet o „wyzwoleniu” Ziemi z „opresji” spowodowanej obecnością człowieka…

Wierna towarzyszka podróży komunizmu: teologia wyzwolenia, również zaczęła ewoluować, dostosowując się do nowych prądów rewolucyjnych. W ten sposób namnożyło się wiele nowych „teologii”: teologia wyzwolenia Murzynów, teologia wyzwolenia Indian, feministyczna teologia wyzwolenia, gejowska teologia wyzwolenia, teologia ekologiczna etc. Cel jednak pozostał ten sam: wprzęgnąć katolików w działalność rewolucyjną.

Tak oto dochodzimy do sytuacji obecnej, kiedy to skrajna lewica zdaje się powracać.

Podczas gdy w niektórych krajach – takich jak Kuba, Brazylia, Wenezuela, Peru i Nikaragua – wciąż jesteśmy świadkami dominacji socjalizmu w starym stylu, w innych – jak Chile i Kolumbia – widzimy bardziej zaawansowane formy rewolucji. Prezydenci Borić w Chile i Petro w Kolumbii proponują coś, co nazywa się „rewolucją molekularną”, czyli unicestwienie wszelkich tradycyjnych struktur. W Meksyku natomiast widać ponowny wybuch antykatolicyzmu, takiego jak tamten, który w 1927 roku wywołał powstanie Cristeros. Niedawno rząd Lópeza Obradora usiłował nawet sprzeciwiać się kultowi Matki Bożej z Guadalupe. Ogólnie rzecz ujmując, Amerykę Łacińską zalewa czerwona fala. Fala, którą jeszcze wzmocniła reelekcja prezydenta Luli w Brazylii, choć dokonana bardzo niewielkim odsetkiem głosów.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

AB, Nasz Dziennik