• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Kandydat mimo woli

Środa, 13 marca 2013 (02:05)

Wybory przewodniczącego Platformy Obywatelskiej przez wszystkich członków ugrupowania mają uchronić Donalda Tuska przed buntem „partyjnej góry”.

Donald Tusk miał już nie startować w wyborach na przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, ale zmienił zdanie. A stało się to akurat w chwili „grillowania” ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, nieco na wyrost uważanego za przywódcę konkurencyjnego wobec Tuska tzw. konserwatywnego skrzydła PO.

Oficjalnie premier przekonywał, że musi ponownie ubiegać się o stanowisko przewodniczącego partii, ponieważ nie wyobraża sobie, aby szefem rządu był ktoś, kto nie jest jednocześnie szefem partii rządzącej. W oficjalnych wypowiedziach Donald Tusk sprawia też wrażenie osoby pewnej zwycięstwa, mówi wprost, że nie ma w jego partii osoby, która lepiej by sobie poradziła na tym stanowisku niż on.

Choć nie ukrywa, iż spodziewa się, że o przywództwo w partii będą z nim rywalizowali także inni kandydaci. Najczęściej w tym kontekście wymienia się Grzegorza Schetynę –pierwszego wiceprzewodniczącego Platformy.

Tusk czyści przedpole

Działacze PO przyznają, że decyzja o wyborach bezpośrednich szefa partii była zaskoczeniem. Ale już przestali się dziwić Tuskowi, bo taka ordynacja wyborcza daje premierowi większe szanse na zachowaniem kontroli nad partią.

– Przecież nasza partia już dawno się podzieliła na kilka frakcji. Jeśli liderzy tych największych by się dogadali, to mogliby wybrać swojego człowieka na przewodniczącego – mówi nam jeden z posłów Platformy Obywatelskiej.

Jego zdaniem, Tusk stosuje więc zasadę „ucieczki do przodu”, zdobywając przy okazji kilka dodatkowych punktów. Przede wszystkim szef PO ma większe poparcie wśród szeregowych członków partii, których jest niemal 40 tys., niż w aparacie partyjnym.

Przewodniczący po prostu nie ufa wielu najbardziej wpływowym członkom partii, a jeśli notowania Platformy będą dalej słabe, a z czasem z powodu sytuacji gospodarczej kraju jeszcze bardziej by się pogorszyły, wówczas łatwo sobie wyobrazić chęć dokonania głębokich zmian personalnych w PO ze strony partyjnego aparatu.

Wszak przewodniczący PO ma być wybrany w lutym 2014r., czyli ledwie kilka miesięcy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. – Widmo utraty części mandatów przy słabych notowaniach PO byłoby katalizatorem skłaniającym do szukania nowego przywództwa – mówi osoba z władz krajowych PO. – Ale szeregowi członkowie Platformy będą tę sytuację oceniać inaczej i musiałaby się stać naprawdę wielka katastrofa, aby i oni odwrócili się od Tuska – tłumaczy.

Dodatkowo nasi rozmówcy z Platformy zwracają uwagę na przebiegły manewr Donalda Tuska. Otóż zasugerował on, że jeśli nie będzie szefem partii, to może też przestać sprawować funkcję premiera, a więc poszedłby śladem Waldemara Pawlaka, który po przegraniu wyborów na prezesa PSL zrezygnował ze stanowiska wicepremiera i ministra gospodarki.

Tylko że w przypadku Tuska byłaby to decyzja oznaczająca dymisję całego rządu. „A wtedy będziecie musieli negocjować nową umowę koalicyjną z PSL i ryzykować kilkumiesięczny bałagan we władzach państwa, co jeszcze bardziej osłabiłoby Platformę i odebrało jej głosy w wyborach do PE oraz do Sejmu i Senatu w 2015 roku” –tak można streścić strategię Tuska.

Tak przynajmniej widzą ją jego partyjni koledzy. I wskazują, że z tych właśnie powodów neutralność w sporach o władzę w Platformie ma zachować prezydent Bronisław Komorowski. Obawia się on, że chaos w PO zmniejszyłby i jego szanse na reelekcję w 2015 roku.

Nie bez znaczenia jest również fakt, że partia popadła w marazm i Tusk liczy, że roczna kampania wyborcza ożywiłaby Platformę. –To byłoby nie tylko potwierdzenie, że PO jest partią demokratyczną, ale ożywiłoby także partyjne struktury, które po pięciu latach przy władzy popadły w marazm –twierdzi premier. – Mam nadzieję, że nie będę jedyny, że kandydatów będzie wielu, bo tylko wtedy będzie prawdziwa rywalizacja – podkreślał Tusk. Ale chyba nawet sam w to nie wierzył.

Poszukiwanie słabego lidera

Nie wiadomo, kto dokładnie będzie rywalem Donalda Tuska. Wiceprzewodniczący Grzegorz Schetyna powiedział, że jeszcze nie podjął decyzji.

– Ogłoszę na jesieni, czy będę rywalem Donalda Tuska – zadeklarował. Jest namawiany przez swoich stronników, aby powalczył o fotel przewodniczącego.

– To byłby niezły kandydat – tak o Schetynie mówił Rafał Grupiński, przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Mówi się, że sam Tusk stara się jednak swojego zastępcę odwieść od startowania w wyborach na szefa PO, jednak Schetyna unika jasnych deklaracji. Zrobił to natomiast Jarosław Gowin, który nie widzi w tej chwili możliwości ubiegania się o przywództwo.

– Mógłbym wystartować w wyborach na przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, gdybym nie był ministrem sprawiedliwości – stwierdził Gowin.

–Czyli dopóki Gowin będzie ministrem, Tusk może być spokojny o jego lojalność. I taka jest pewnie cena pozostania ministra sprawiedliwości w rządzie –mówi z żalem jeden z jego stronników w PO.

Dlatego na razie najbardziej groźnym rywalem Tuska pozostaje Grzegorz Schetyna. Ma on spore poparcie wśród szeregowych członków partii. Nawet jeśli nie wygra z Tuskiem, to może zabrać mu bardzo dużo głosów.

– Przewodniczącemu zależy na bardzo wyraźnym zwycięstwie. Każdy wynik poniżej minimum, czyli 65-70 proc. głosów, byłby i tak traktowany jako porażka Tuska oraz osłabienie jego pozycji. Tusk wolałby więc, aby jego rywalem był jakiś słabszy kandydat niż Schetyna – tłumaczy jeden z liderów mazowieckiej PO.

Jego zdaniem, Tusk ma sporo czasu, aby „wybić z głowy’’ Schetynie kandydowanie i wykreować kogoś innego na ”lidera partyjnej opozycji„. Już nawet pierwsze rozmowy podobno się odbyły.

Co ciekawe, taka rywalizacja rozpaliłaby emocje w całej Platformie i część działaczy partii obawia się, czy wybory bezpośrednie przewodniczącego nie spowodują poważnego pęknięcia w partii, jeszcze większego niż teraz. Dlatego na ich wsparcie może liczyć Tusk –będą oni naciskać na Schetynę, aby jesienią ogłosił, że jednak nie zawalczy o fotel szefa PO.

Krzysztof Losz