• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Sytuacja może się powtórzyć

Piątek, 18 listopada 2022 (02:01)

ROZMOWA / z dr. hab. Pawłem Soroką, prof. Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach

 

Jak poinformowały polskie władze, wtorkowe wydarzenia w Przewodowie, gdzie w wyniku zabłąkanej rakiety życie straciły dwie osoby, nie były efektem działania intencjonalnego – a więc nie był to atak wymierzony w Polskę. Takie sytuacje się zdarzają?

– Próby znalezienia przyczyn tej tragedii należy rozpocząć od ustalenia, jakiego rodzaju był to pocisk. Samo to znacznie zbliży nas od uzyskania odpowiedzi na pytanie, co wydarzyło się we wtorek na Lubelszczyźnie. Są dwie możliwości. Mógł być to pocisk przeciwlotniczy lub ziemia-
-ziemia. We wtorek Rosjanie wystrzeliwali na terytorium Ukrainy bardzo dużo pocisków manewrujących. Do ataków dochodziło bardzo blisko granicy polsko-ukraińskiej, w zasadzie tuż przy niej. Ukraińcy podjęli próbę obrony rakietami przeciwlotniczymi. Mogło dojść do tego, że jeden z ukraińskich pocisków minął cel w powietrzu, nie eksplodował, spadł na terytorium Polski i wówczas zabił dwie osoby. To jest jedna z możliwości. I takie sytuacje wielokrotnie zdarzały się w przeszłości. Chociaż nie zapominajmy, że rakiety są o wiele bardziej precyzyjne niż artyleria. Mówi się, że najprawdopodobniej była to rakieta produkcji sowieckiej. Ukraina ma na stanie wiele takich pocisków, które odziedziczyła po Związku Sowieckim – w końcu była jedną z republik. Po rozpadzie Związku Sowieckiego, gdy Ukraina się usamodzielniła, przejęła całe zestawy sowieckich rakiet. Tu warto wspomnieć o dwóch zestawach ziemia-ziemia: Toczka i Łuna. I zestawy Toczka były używane przez Ukrainę w tej wojnie z Rosją.

I gdyby był to pocisk przeciwlotniczy?

– Wówczas wariant, że to Ukraińcy strzelali do rosyjskich rakiet manewrujących lub samolotów i pocisk nie trafił celu, jest bardzo możliwy, wręcz prawdopodobny. Ale nie zapominajmy, że przy tego rodzaju wydarzeniach nie bada się tylko jednego wariantu. Trzeba badać wszystkie. Z kolei gdyby to był pocisk ziemia-ziemia lub powietrze-ziemia, wystrzeliwany z samolotu, to wtedy bardzo prawdopodobne jest to, że na nasze terytorium dostała się rakieta rosyjska. Rosjanie wystrzeliwują w cele położone na Ukrainie rakiety powietrze-ziemia z bombowców T-95 i Tu-22M. Z kolei pocisk ziemia-ziemia musiałby być o wiele większym zasięgu, gdyż Rosjanie są w stanie ostrzeliwać ukraińskie cele z własnego terytorium lub ziem okupowanych. Tych czynników jest naprawdę bardzo dużo. Jednak wariant, według którego był to pocisk przeciwlotniczy, który miał strącić samolot lub pocisk manewrujący, a nie trafił celu, wydaje mi się bardzo prawdopodobny. Pech chciał, że działo się to blisko polsko--ukraińskiej granicy i że dostał się na nasze terytorium. Jednak sądów w tej sprawie jeszcze nie można wydawać. Wszystko wymaga gruntownego zbadania.

Prezydent Andrzej Duda poinformował, że wiele wskazuje na to, iż była to radziecka rakieta S-300. Prawdopodobnie wyprodukowana została w końcu lat siedemdziesiątych.

– Ciągle poruszamy się w obszarze hipotez. Rakiety S-300 są na stanie armii rosyjskiej i są produkowane przez ich przemysł obronny. Obecnie są one unowocześnione. Ich armia ma jeszcze nowsze S-400 Triumf – jest to najnowocześniejszy tego rodzaju sprzęt w Rosji. I z tego, co wiemy, rakiety S-300 – już nowej generacji, ale jednak trochę starsze, stacjonują na terenie Białorusi. 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

AB, „Nasz Dziennik”