• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Powinniśmy wyciągać wnioski

Czwartek, 17 listopada 2022 (21:48)

Z dr. hab. nauk wojskowych, prof. Społecznej Akademii Nauk, Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministra obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Szef BBN Jacek Siewiera mówi, iż wszystkie dowody wskazują na to, że tragedię w Przewodowie spowodowała rakieta systemu S-300 wystrzelona przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Prezydent Zełenski temu zaprzeczył. Co zatem w trawie piszczy?

– Myślę, że prowadzący w specjalnym trybie śledztwo ws. tragicznego zdarzenia, jakie miało miejsce w Przewodowie, skorzystają również ze źródeł ukraińskich, ponieważ wyjaśnienie tej sprawy jest bardzo istotne. Ponadto wiadomo, że NATO i Stany Zjednoczone dysponują systemami dalekiego zasięgu, a samoloty wczesnego ostrzegania i dowodzenia AWACS, które zostały skierowane, patrolują niebo nad Polską i Rumunią, co sprawia, że będzie możliwe wyjaśnienie tego, co zaszło. Może być tak, jak mówią na razie wciąż tylko doniesienia: że była to rakieta ukraińska, ale musimy też pamiętać, z jakim przeciwnikiem mamy do czynienia. Rosja jest wprawiona w tworzeniu różnego rodzaju prowokacji i mieszaniu śladów. Poczekajmy zatem na oficjalne komunikaty po zakończeniu śledztwa. Mam nadzieję, że ten ślad rosyjski, o którym mówi prezydent Zełenski, zostanie zbadany przez prowadzących dochodzenie specjalistów polskich, ale też amerykańskich. Wtedy będziemy mieli jasność, jak to się stało. Jakkolwiek rzeczywiście jest prawdopodobne, że to mógł być nieszczęśliwy wypadek. Ponadto nikt z naszej strony nie oskarża Ukrainy o to, że zabiła dwóch obywateli Polski. Nawet jeśli miałaby to być ukraińska rakieta, to przecież wiadomo, że było to działanie mające na celu odparcie ataku rosyjskiego, a co za tym idzie, sprawcami tego nieszczęśliwego dla nas zdarzenia są Rosjanie. I to nie ulega wątpliwości.

Tylko czy rakieta, która nie sięgnęła celu, nie powinna ulec samozniszczeniu?

– Powinna, ale proszę pamiętać, jaka to jest rakieta. To rakieta rosyjskiego pochodzenia, jeśli rzeczywiście okaże się, że był to pocisk systemu S-300. Na razie są domniemania, ale wciąż nie mamy jasnego stwierdzenia, jaka rakieta spadła w Przewodowie. Pamiętajmy też, że strona rosyjska używa rakiet ziemia-powietrze do atakowania celów na ziemi. Jest to sytuacja paranoidalna, ale tak rzeczywiście się dzieje. Dlatego – w mojej ocenie – do wszystkich informacji, wiadomości, które się pojawiają w związku z incydentem w powiecie hrubieszowskim, należy podchodzić z rozwagą i bardzo ostrożnie. Powinniśmy się zatem uzbroić w cierpliwość i poczekać do zakończenia śledztwa i ustalenia, jakie były fakty. Stan techniki pozwala dzisiaj na ustalenie, co to była za rakieta, skąd została wystrzelona itd. Poczekajmy zatem na zakończenie śledztwa i oficjalny komunikat ekspertów.

Niezależnie od wyników tego śledztwa, jakie wnioski powinniśmy wyciągnąć z incydentu i tragedii w Przewodowie?

– Wnioski zmierzają w jednym kierunku – mianowicie że powinniśmy nadal wspierać Ukrainę walczącą z rosyjskim najeźdźcą, tak żeby tę wojnę wygrała. I to jest jeden, ale zasadniczy wniosek.

Wyciągając wnioski po incydencie w Przewodowie, może warto rozważyć na poważnie zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Ukrainą i utworzenie strefy zakazu lotów?

– Mówił o tym już na początku konfliktu prezydent Zełenski, apelując do Zachodu o takie właśnie działanie. To byłoby najlepsze rozwiązanie, gdyby zamknąć przestrzeń powietrzną nad Ukrainą, ale jest to o tyle trudne do przeprowadzenia, że oznaczałoby bezpośrednie zaangażowanie się Sojuszu Północnoatlantyckiego w toczącą się wojnę, a to jest wykluczone.

Tym bardziej że Jens Stoltenberg uważa, iż nie ma w tej chwili przesłanek, żeby Rosja chciała zaatakować NATO, ale testować zawsze może i to robi?

– To tylko pokazuje, że jest to sprawa trudna i skomplikowana. Nic więc dziwnego, że przewodniczący NATO stwierdza, iż wybuch w Polsce miał miejsce w momencie, kiedy Rosja przypuściła zmasowany atak rakietowy na Ukrainę. Potwierdza też, że wiele wskazuje na to, iż eksplozję w okolicach Hrubieszowa spowodowała rakieta ukraińskiego systemu obrony. Prezydent Zełenski miał i ma rację, że zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Ukrainą uniemożliwiłoby działania rosyjskie i ograniczyłoby stosowanie zbrodniczej praktyki, jaką realizuje Moskwa, atakując infrastrukturę krytyczną, by pozbawić Ukraińców prądu i ciepła w obliczu zbliżającej się zimy. Putin dokonuje też zbrodni, atakując ludność i obiekty cywilne, m.in. domy mieszkalne, szpitale czy szkoły na obszarze całej Ukrainy. To, co robi Rosja podczas trwającej wojny, to oczywista zbrodnicza praktyka i należałoby tę praktykę ukrócić.
To, o co apelował prezydent Zełenski, na pewno spowodowałoby ograniczenie tych działań. Rosyjskie samoloty i rakiety nie mogłyby operować na niebie nad Ukrainą.

Tylko czy jest to w ogóle realne?

– Niestety nie jest. NATO nie jest stroną rosyjsko-
-ukraińskiego konfliktu, i to było jasne od samego początku. Jednak są inne sposoby wsparcia Ukrainy i to się dzieje. No cóż – jedyny wniosek, jaki z tego wypływa, to dążyć i robić wszystko, żeby ta wojna się jak najszybciej zakończyła i żeby zwycięsko z tego starcia z Rosją wyszła Ukraina.

Panie Ministrze, czy dysponujemy dzisiaj odpowiednim potencjałem, systemem obrony powietrznej, który zabezpieczałby nas przed zdarzeniami jak to z Przewodowa, czy w ogóle przed atakami rakietowymi?

– Nie wiem dokładnie, jakimi możliwościami aktualnie dysponujemy, bo sytuacja w związku z zakupami jest dynamiczna. Wiem natomiast, że systemy przeciwlotnicze przyjechały na teren Rzeczypospolitej zdaje się
m.in. z Wielkiej Brytanii, która – jak wiadomo – dysponuje bardzo zaawansowanym mobilnym systemem przeciwlotniczym Sky Sabre, ale jakie aktualnie są nasze możliwości w tym zakresie – tego do końca nie wiem. Tak czy inaczej musimy pamiętać, że nawet posiadając supernowoczesny sprzęt, objęcie całej przestrzeni powietrznej państwa jest bardzo trudne, a wręcz niemożliwe. Przykładem Izrael, który posiadając supernowoczesny i bardzo skuteczny systemem obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej – tzw. żelazną kopułę, jest w stanie przechwycić tylko – albo aż – ok. 90 proc. palestyńskich rakiet. Zatem nie jest w stanie zagwarantować stuprocentowego bezpieczeństwa. Jeśli zaś chodzi o rakietę, która spadła na nasze terytorium w pobliżu granicy z Ukrainą – bodajże 6 czy 7 km, to czas na reakcję – nawet w przypadku wykrycia takiego obiektu i działania kontrującego – jest bardzo krótki. Nie możemy więc oczekiwać cudów. Nie łudźmy się, że nawet jeśli będziemy posiadać odpowiednie środki, uda się nam uszczelnić przestrzeń powietrzną i zneutralizować wszystkie rakiety, które – oby nie – zbliżyłyby się do naszego terytorium.

Na razie sprzęt, jakim dysponujemy, pozostawia wiele do życzenia, bo wyrzutnie Piorun i pociski przechwytujące sprawy chyba nie załatwiają?

– Cały czas się rozwijamy, ale pełnego zestawu systemu Patriot jeszcze nie mamy. Budowa tarczy antyrakietowej dopiero się rozpoczyna – jest to proces. Ważne, że po latach wygaszania naszej armii wreszcie się rozpoczął. Amerykanie stacjonujący w Polsce zainstalowali baterię Patriot w rejonie lotniska w Jasionce pod Rzeszowem. Ten właśnie sprzęt pilnuje nieba nad Podkarpaciem. Natomiast na nasze zakupione od Amerykanów baterie Patriot, których w ramach systemu „Wisła” ma być bodajże osiem, wciąż czekamy. Do tego dochodzą zestawy przeciwlotnicze Narew i Pilica, które w pełni będą gotowe za kilka lat. Powtórzę raz jeszcze, że nawet jeśli mielibyśmy nie wiadomo jak dużo zestawów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, to nie bylibyśmy w stanie zabezpieczyć całego terytorium kraju, a więc takich miejscowości, jak Przewodowo. Nie ma takiej fizycznej możliwości. W innych krajach jest podobnie. Tego typu tarcze buduje się jako ochronę obiektów o strategicznym znaczeniu: lotnisk, centrów i ważnych węzłów komunikacyjnych, itd. W taki sposób obrona każdego centymetra nie jest możliwa. Oczywiście, terytorium państwa można zabezpieczać innymi środkami przeciwlotniczymi, i do tego dążymy, zwiększając swój potencjał obronny. Najważniejsze jest jednak, żeby był pokój, żeby nie było wojny.

             Dziękuję za rozmowę.      

 

 

Mariusz Kamieniecki