• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Każdy pacjent musi czuć się bezpiecznie

Wtorek, 12 marca 2013 (10:42)

Z Marią Ochman, przewodniczącą Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”, rozmawia Marta Milczarska

Jak Pani  ocenia obecną sytuację w ratownictwie medycznym? Gdzie leży problem, że nie funkcjonuje ona tak, jak powinna?

– W mojej ocenie, pierwszą fundamentalną sprawą, którą należałoby zrobić, jest przede wszystkim przekazanie ludziom w sposób umiejętny, rzetelny informacji, kiedy i jak korzystać z pomocy medycznej w razie zagrożenia życia i zdrowia.  Zwłaszcza w porze nocnej i w święta. Ta informacja powinna być dostępna każdego dnia, na każdym etapie, tak żeby w trudnej i stresującej sytuacji mieć zakodowany sposób działania. Dzięki temu człowiek w sytuacji zagrożenia życia nie traci głowy i nie traci cennego czasu. 

Po drugie, każdy z nas musi czuć się bezpiecznie, to znaczy musimy mieć świadomość , że domagając  się pomocy, mamy do tego prawo i że tę pomoc otrzymamy, a nikt nie będzie odsyłał nas od Annasza do Kajfasza.

I ostatnia sprawa, bodaj najważniejsza, to kwestia finansowania. Niedopuszczalne jest, że po godzinie 18.00, wtedy kiedy zamykają się drzwi większości przychodni otwartych w ciągu dnia, pacjent  trafia na szpitalne oddziały ratunkowe lub dzwoni po karetkę, bo nie może dostać się na wizytę do swojego lekarza pierwszego kontaktu! Choć oficjalnie prezes NFZ twierdzi, że do podstawowej opieki zdrowotnej nie ma zapisów, każdy z  nas wie, jaką „ścieżkę zdrowia” trzeba pokonać, aby dostać się do lekarza, nie mówiąc już o specjalistach. Każde ogniwo systemu zasłania się limitami, kosztami, procedurami… To są trudności nie do przebycia, więc chorzy szukają pomocy albo w szpitalach, albo dzwonią po karetkę.

Nie będę tu już po raz kolejny oceniać, jak działa obecny system. Liberałowie rządzący Polską doprowadzili do jego odhumanizowania, doprowadzili do sytuacji, w której pacjent znaczy tyle, na ile jest wyceniona przez NFZ  jego dolegliwość. Powtarzam, pacjent jest ważny tylko tyle, ile wynoszą  jego składki, ważny jest jego PESEL. Jeśli jego choroba jest dobrze wyceniona, to o takiego pacjenta szpital będzie zabiegał, a jeżeli jest  kosztochłonna, będzie takiego pacjenta przerzucał na innych. To są rzeczy niebywałe w cywilizowanym świecie. To jest właśnie efekt ustawy o działalności leczniczej, spojrzenia na system opieki zdrowotnej jako machiny do zarabiania pieniędzy.

Coraz częściej mamy do czynienia z sytuacją, w której  świadczenia ratownictwa medycznego przejmowane są przez prywatne firmy. Czy to dobre rozwiązanie?

– „Solidarność” bardzo wyraźnie sprzeciwia się takiej praktyce.  Tak jak jesteśmy przeciwni prywatyzacji szpitali, tak również jesteśmy bardzo przeciwni – i mówiliśmy o tym bardzo wyraźnie – prywatyzacji ratownictwa medycznego. Bo przecież jest to sytuacja przedziwna, gdyż mamy ustawę o państwowym ratownictwie medycznym, tymczasem często te świadczenia  realizują podmioty prywatne. Wygrywają z publicznymi, bo na starcie oferują niższe ceny. Jak pokazuje jednak doświadczenie, nie idzie za tym jakość. Wiadomo, że ich celem  jest zysk, a powinna być  misja.

Rewolucyjne, jak zawsze spóźnione, zapowiedzi  ministra nie są jeszcze nawet decyzjami. Napisać ustawę, wprowadzić ją w życie to jest jedna rzecz, ale znaleźć środki na jej finansowanie to dopiero jest zadanie. Na pewno trzeba w tej obowiązującej już ustawie o ratownictwie medycznym wiele zmienić, natomiast trzeba zdecydować się, czy chcemy iść w kierunku  nowoczesnego systemu ratownictwa medycznego, czy być obok i w dalszym ciągu realizować coś w rodzaju „przychodni na kółkach” . Trzeba również zadbać o właściwe finansowanie szpitalnych oddziałów  ratunkowych, bo o ile ratownictwo medyczne jest finansowane z budżetu państwa, to szpitalne oddziały ratunkowe już nie. A tak naprawdę tam generowany jest najwyższy koszt, bo tam trafia chory, tam się go diagnozuje i podejmuje  decyzje co do dalszego leczenia. Bardzo często jest tak, że nie każdy pacjent, który jest przywożony przez ratownictwo, wymaga hospitalizacji, a koszty jego diagnozy są bardzo wysokie.

Burzę medialną wokół ratownictwa medycznego wywołał kolejny raz Jerzy Owsiak. To kolejna kampania na rzecz WOŚP czy może szczera troska o dobro pacjentów?

– Trzeba przyznać, że Jerzy Owsiak obnażył nie tylko słabość tego ministra zdrowia, ale po prostu sposób  działania całego rządu. Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz na  gwizdek Owsiaka, w sytuacji medialnej awantury, staje na baczność i zapowiada, że sam będzie nadzorował tę sprawę. Niezwykła dzielność! Jednakże kiedy partnerzy społeczni, lekarze,  eksperci udowadniają  panu ministrowi  od półtora roku, kiedy pokazujemy, mówimy wyraźnie, że system opieki zdrowotnej po działaniach byłej minister zdrowia Ewy Kopacz wymaga szybkich zmian, to minister nie tylko nie naprawia błędów  swojej poprzedniczki, ale je utrwala. Okazuje się, że nawet pan premier nie był w stanie zmobilizować ministra Arłukowicza tak jak mainstreamowe media i Jerzy Owsiak.

Chyba należy zastanowić się nad rolą Owsiaka w tym rządzie, być może rzeczywiście jest jakimś nadpremierem? To żałosne, bo to oznacza upadek państwa, upadek odpowiedzialności i powiem szczerze – trzeba zrobić wszystko, by te rządy zakończyły się jak najprędzej. To jest to wstyd dla Polski, jest to wstyd dla nas wszystkich, że mamy takich polityków,, że jeden  mówi, że nie ma dzieci głodnych, bo rośnie szczaw, a drugi staje na baczność przed rockandrollowcem. I kto tu mówi: „Róbta, co chceta”?

Dziękuję za rozmowę.