Niespodziewany prezent dla Włochów
Sobota, 30 czerwca 2012 (21:57)Klub Cracovia, aby wspomóc reprezentację Włoch, która trenowała na ich stadionie, przed meczem z Chorwacją podarował im na ręce Andrei Pirlo prezent - obraz Jezusa Miłosiernego wraz z wizerunkiem Jana Pawła II.
Squadra Azzurra do Krakowa przyleciała 5 czerwca i w tym samym dniu przeprowadziła otwartą sesję treningową, którą na żywo oglądało 10 tysięcy kibiców. Piłkarze z Włoch byli zaskoczeni, że aż tylu fanów przyszło na stadion ich oglądać.
- To nieprawdopodobne, nie spodziewaliśmy się takiej frekwencji - przyznał po tym treningu Gianluigi Buffon, gwiazda reprezentacji.
W pierwszym swoim meczu na Euro 2012 w grupie C Italia zremisowała 1:1 z Hiszpanią, będąc długimi momentami drużyną lepszą. Przed drugim starciem - z Chorwacją – fani krakowskiego zespołu postanowili Włochom pomóc. W końcu Włosi mieli Papieża "z dalekiego kraju", który był oddanym kibicem Cracovii.
- Mamy nadzieję, że ten obraz dopomoże wam w turnieju i zajdziecie jak najdalej. Jesteście w papieskim mieście, trenujecie na stadionie najstarszego polskiego klubu, którego Jan Paweł II był wiernym kibicem, więc macie jego "opiekę" - usłyszał Pirlo od przedstawiecieli Cracovii.
- Bardzo dziękuję w imieniu drużyny! Jan Paweł II jest dla nas, Włochów, ważną postacią i cieszymy się, że możemy mieszkać i trenować w Krakowie - odpowiedział wyraźnie wzruszony pomocnik reprezentacji i Juventusu Turyn.
Z Chorwacją Squadra Azzurra zremisowała 1:1, ale na koniec zmagań grupowych pokonała Irlandię 2:0 i zameldowała się w ćwierćfinale. Tam doszło do "derbów Krakowa", bowiem Włosi spotkali się ze stacjonującą na obiektach Hutnika ekipą Anglii. Italia zwyciężyła po rzutach karnych 4:2, ale trzeba przyznać, że podopieczni trenera Cesare Prandellego mieli mnóstwo szczęścia.
W półfinale włoską drużynę, w której prym wiodą Gianluigi Buffon, Andrea Pirlo oraz Mario Balotelli, czekał trudny bój z Niemcami. Drużyna prowadzona przez Joachima Loewa nigdy wcześniej nie wygrała z Włochami na wielkiej imprezie. Niby to tylko statystyka, ale jednak... Włochy po dwóch golach "Super-Mario" wyszły na prowadzenie, którego nie oddały do końca.
- Przywiozłem do Krakowa drużynę, która jest zdolna wygrać z każdym - mówił tuż po przylocie do Polski trener Cesare Prandelli. - Nigdy nie dedykowałem moich zwycięstw nikomu. To dedykuję wszystkim, którzy w nas wierzyli, nas wspierali, szczególnie w trudnych czasach. Nie będę wymieniał nazwisk, ale ci, o których mówię, wiedzą, że dotyczy to właśnie ich - podsumował szkoleniowiec Włoch po czwartkowym meczu z Niemcami.
MM