• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Sobieski wędruje po Polsce

Wtorek, 8 listopada 2022 (00:07)

ROZMOWA z Piotrem Zapartem, przewodniczącym Komitetu Budowy Pomnika Króla Jana III Sobieskiego w Wiedniu

Skąd pomysł na prezentację w różnych miastach pomnika króla Jana III Sobieskiego, który nie może stanąć
w Wiedniu?

– Przyjęliśmy takie stanowisko, że pomnik czeka na swój czas. Mam nadzieję, jako przewodniczący komitetu,
że ten dobry czas nadejdzie. Tymczasem pomnik jest prezentowany w miastach i miejscowościach, w których Jan III Sobieski odegrał historyczną rolę. Miasta same zapraszają monument. Jego historia w ten sposób jest wspaniale odtwarzana. To jakby po raz drugi działy się wydarzenia z udziałem Jana III Sobieskiego.

We wrześniu był w Narolu. 350 lat temu w tym miejscu Jan Sobieski, jako hetman, stoczył z Tatarami zwycięską bitwę podczas wojny z Turcją. W tym roku monument był
w Podegrodziu, Starym Sączu, Rzeszowie, Stalowej Woli, Brzegu, Raciborzu i Piekarach – w miejscach przemarszu wojsk Sobieskiego na Wiedeń. Natomiast w Oławie towarzyszyła mu wystawa o wnuczce króla, Marii Klementynie, która była żoną Jakuba Stuarta, pretendenta do tronu Anglii i Szkocji.

Pomnik wszędzie przyjmowany jest z inscenizacjami historycznymi, prezentowane są wystawy. To jest popularyzacja historii. To się świetnie sprawdza. Cały czas mamy zapytania o możliwość przyjazdu. Niektóre władze samorządowe są zainteresowane, żeby pomnik na stałe stanął w ich miastach i osiadł na naszych polskich ziemiach.

Pomnik to pokaźny monument – trzy metry wysokości, szeroki na osiem metrów. Nie ma problemów z jego przewiezieniem?

– Problemów nie mamy, a to dzięki sponsorowi, który zresztą przyczynił się do powstania tego monumentu. Pomnik jest przewożony na lawecie. Czasami zostawialiśmy go na tej lawecie, ale teraz coraz częściej go zdejmujemy. Rzeczywiście jest on długi. Wysokość ograniczyły nam dyspozycje płynące z Wiednia. Austriacy chcieli niski pomnik, więc poszliśmy w szerokość. Waży prawie 6 ton.

Jak to się stało, że cofnięto decyzję o jego ulokowaniu na wzgórzu Kahlenberg
w Wiedniu. Przecież wszystko w tej sprawie było uzgodnione.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Zenon Baranowski