• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Recesja jeszcze potrwa

Wtorek, 12 marca 2013 (02:09)

Najwcześniej w 2015 r. można spodziewać się odbicia w polskiej gospodarce – przewiduje Narodowy Bank Polski. Pesymizm NBP kontrastuje z optymistycznymi zapewnieniami rządu, że ożywienie jest tuż-tuż…

Polską gospodarkę czeka dalsze spowolnienie przy niskiej inflacji – wynika z marcowej prognozy NBP. W bieżącym roku tempo wzrostu gospodarczego obniży się do 1,3 proc. PKB, co stanowi kontynuację trendu zapoczątkowanego w 2012 roku, gdy dynamika wzrostu spadła do 2 proc. PKB wobec 4,3 proc. rok wcześniej.

Przyspieszenie wzrostu, jeśli nastąpi, to nie wcześniej niż w 2015 r. – przewiduje bank centralny. Przedstawiciele rządu zapewniali ostatnio, że ożywienie gospodarki jest tuż-tuż – nastąpi na przełomie marca i kwietnia. W tegorocznym budżecie zapisano wzrost na poziomie 2,2 proc. PKB.

Zimny powiew euro

– Spowolnienie w dużej mierze wynika z niekorzystnych uwarunkowań zewnętrznych – oceniają analitycy NBP. Chodzi o pogarszającą się sytuację u głównych odbiorców naszego eksportu z eurostrefy, którym w poprzednich latach zawdzięczaliśmy relatywnie dobry wzrost. Obecnie sytuacja się zmieniła.

Strefa euro od czwartego kwartału 2011 r. znajduje się w recesji z powodu nadmiernego zadłużenia i utraty konkurencyjności przez kraje Południa, dla których euro jest walutą zbyt silną. Na to nakładają się kłopoty Niemiec, które z powodu spowolnienia w światowym handlu mają kłopoty z plasowaniem eksportu, zwłaszcza że jednocześnie kończą się pieniądze z unijnych funduszy na lata 2007-2013 i inwestycje w krajach naszego regionu uległy wyhamowaniu.

Inflacja w tym roku ulegnie trwałemu obniżeniu do około 1,5 procent. W 2014 r. stopa inflacji może spaść jeszcze bardziej z uwagi na obniżkę stawki VAT do poziomu z 2010 r. – 22 procent. Redukcja VAT stoi jednak, zdaniem analityków NBP, pod znakiem zapytania, ponieważ słaby wzrost z pewnością pogorszy stan finansów państwa.

Może okazać się, że konieczność utrzymania deficytu w ryzach na poziomie wymaganym konstytucją i prawem Unii skłoni rząd do utrzymania stawki VAT na podwyższonych poziomie. „Zmniejszenie presji inflacyjnej będzie wynikiem osłabienia krajowego wzrostu gospodarczego” – napisano w prognozie.

Niski wzrost odbije się negatywnie na rynku pracy w postaci wzrostu bezrobocia i w konsekwencji będzie zmniejszać tempo wzrostu jednostkowych kosztów pracy, a więc hamować wzrost wynagrodzeń. Analitycy NBP spodziewają się spadku cen ropy naftowej i surowców rolnych oraz wzrostu ich podaży na światowych rynkach. Do spadku inflacji przyczyni się też, ich zdaniem, obniżka cen gazu ziemnego dla gospodarstw domowych, która ma być efektem renegocjacji kontraktu z Gazpromem przez PGNiG.

Wiele znaków zapytania

Za główne źródło niepewności prognozy inflacji analitycy NBP uznali dalszy rozwój sytuacji w strefie euro i związany z tym kurs złotego, a także przyszłe decyzje fiskalne rządu oraz stopień i tempo absorpcji przez Polskę funduszy z nowego wieloletniego budżetu UE. Skorzystanie z funduszy w dobie silnego spowolnienia może być zagrożone z uwagi na konieczność wniesienia wkładu własnego oraz prefinansowania projektów przez odbiorców funduszy.

Marcowa projekcja inflacji i wzrostu przygotowana przez Instytut Ekonomiczny NBP przedstawia prognozowany rozwój sytuacji przy założeniu stałych stóp procentowych NBP. Nie uwzględnia ona ostatniej obniżki stóp o 50 pkt bazowych (0,5 pkt proc.) dokonanej przez Radę Polityki Pieniężnej. – Pozytywne efekty tej obniżki powinny być widoczne pod koniec tego roku – powiedział dyrektor IE NBP Jacek Kotłowski. – Obniżka stóp procentowych o 100 punktów bazowych (tj. 1 pkt proc.) podnosi PKB o 0,4 proc. – wyjaśnił.

Kryzysowa spirala

Z raportu o inflacji NBP, którego częścią jest wspomniana prognoza, wynika, że dynamika cen towarów i usług, podobnie jak dynamika PKB, obniżały się już od drugiej połowy ubiegłego roku. Zaczęło się od spadku inwestycji, a w ostatnim kwartale 2012 r. także konsumpcji.

Pociągnęło to za sobą spadek popytu krajowego, który stanowił główną siłę napędową gospodarki w poprzednich latach. Wzrost gospodarczy podtrzymywany był już tylko przez rosnący eksport netto (eksport spadał wolniej niż import). Nastąpiła stagnacja liczby pracujących w gospodarce i spadek zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw, czemu towarzyszył wzrost wskaźnika aktywności zawodowej.

Zbieg tych czynników zaowocował szybkim wzrostem stopy bezrobocia, zmniejszeniem presji płacowej i spadkiem dynamiki wzrostu wynagrodzeń. Wzrost akcji kredytowej wyhamował zarówno w obszarze kredytów inwestycyjnych i obrotowych dla przedsiębiorstw, jak i kredytów konsumpcyjnych oraz mieszkaniowych dla klientów indywidualnych. Zmniejszyło się zadłużenie przedsiębiorstw i ludności oraz wzrosła kwota środków lokowanych w funduszach inwestycyjnych.

„Zasługi” NBP

– NBP w końcu odkrył, że niższe stopy procentowe napędzają wzrost. To dobrze, ale szkoda, że tak późno – komentuje dr Cezary Mech, były wiceminister finansów.

– Gdyby przez ostatnie 20 lat NBP prowadził luźniejszą politykę monetarną, nie dyktował wysokich stóp, to zgodnie z ostatnimi wyliczeniami NBP dziś naprawdę doganialibyśmy Irlandię! – dodaje.

Według finansisty, polityka państwa rozwijającego się, doganiającego czołówkę, powinna być oparta na niskich stopach procentowych dla inwestorów, dużym eksporcie napędzanym proeksportowym kursem walutowym, niskich kosztach obsługi długu w połączeniu z racjonalizacją wydatków budżetowych, która polega na takim inwestowaniu środków, aby zwiększały przyszłą bazę podatkową, tzn. aby zwracały się w formie większych wpływów podatkowych.

Niskie wydatki wegetatywne państwa w połączeniu z wysokim oprocentowaniem kredytowanej konsumpcji zapobiegają przekroczeniu przez inflację niebezpiecznego poziomu.

Niestety, po stronie NBP nic nie wskazuje na zmianę filozofii, ostatnia obniżka stóp o 0,5 pkt proc. to zaledwie kosmetyczny zabieg w reakcji na bardzo niską inflację.

– Z raportu i prognozy NBP wynika, że czeka nas w najbliższych latach totalny marazm – brak wzrostu, brak zapotrzebowania na polską produkcję tak w kraju, jak i za granicą, rosnące bezrobocie, emigracja, znikające miejsca pracy – ocenia dr Mech.

Są to, jego zdaniem, skutki m.in. wadliwej polityki monetarnej NBP w połączeniu z brakiem prorozwojowej polityki gospodarczej.

Małgorzata Goss